Fot. Red Bull Content Pool


Długie poznawanie nowego zespołu i samochodu? Adaptacja? Sebastien Ogier nie zna tych wyrażeń

Autor: | 28 stycznia 2019

Większość kierowców potrzebuje tygodni, zanim odnajdą się w nowym środowisku i w nowym aucie. W tym gronie nie znajdziemy Sebastiena Ogiera i jego pilota Juliena Ingrassi. Oni po prostu wsiadają, jadą i wygrywają.

W miniony znów Ogier pokazał nieprawdopodobną formę. Wrócił do Citroena i startował C3 WRC, które testował zaledwie trzy razy. Dla wielu byłoby to za mało i byliby gotowi, by pokazać optymalną formę w kwietniu lub maju, ale nie dla niego.

Od początku Rajdu Monte Carlo wiedzieliśmy, że Seb jest mocny jak zawsze. Wspólnie z duetem Hyundaia Thierry Neuville/Nicolas Gilsoul niemal od startu deklasowali stawkę. Nawet Ott Tanak/Martin Jarveoja nie mogli im dorównać. Wiedzieliśmy wtedy, że jeśli żaden z nich nie przesadzi to zwycięzcą zostanie kierowca, którego ojczystym językiem jest francuski.

Ich walka była niesamowicie pasjonująca. Przez sporą część rajdu różnica między nimi wynosiła mniej niż pięć sekund. Z kolei przed ostatnim odcinkiem Thierry tracił do Seba tylko cztery dziesiąte sekundy. Jednak Ogier na koniec błysnął i powiększył swoją przewagę nad rywalem do 2,2 sekundy, dzięki czemu wygrał.

Od początku niedzielnego etapu zmagał się z usterką przepustnicy, przez co początkowo tracił czas. Na ostatnim odcinku zacisnął zęby i pojechał wszystko. Chciał sięgnąć po siódmy triumf w Monte i szósty z rzędu. To się udało. Już po raz kolejny na finiszu Seb wyciąga asa z rękawa i po prostu zwycięża.

Udowodnił też, że Citroenem można wygrywać. Nie jest to jeszcze auto topowe, bo bywa nerwowe w nierównych partiach, ale z mistrzem za kierownicą może stać się samochodem zwycięskim. Taki też był plan, kiedy namówiono Ogiera na angaż. Francuzi mając tylko dwie załogi w mistrzostwach, nieco skazują się na brak możliwości wygrania tytułu, ale celem jest odzyskanie palmy pierwszeństwa wśród kierowców. To zapewnić może tylko Seb, który wyciąga z pojazdu 120% możliwości, a przy tym jedzie bardzo pewnie.

W zespole mogą żałować, że nie udało się go ściągnąć już dwa lata temu, kiedy odchodził z Volkswagena. Jednak wtedy szefem był Yves Matton, który stał za rozstaniem Ogiera z Citroenem w 2011 roku. Wtedy nie pozwalano młodemu kierowcy na walkę z Sebastienem Loebem, co go frustrowało, a po kolejnej sprzeczce przyszedł Volkswagen ze złotą ofertą.

W zeszłym roku nowym szefem teamu został Pierre Budar, który nie mydlił oczu, że ekipa ma świetnych kierowców, bo Craig Breen i Mads Ostberg nie gwarantowali odpowiedniej prędkości. Sięgnięto zatem po najlepszego zawodnika w stawce, który już rozpoczął wykonywanie swoich założeń. Wygrał rajd, został liderem mistrzostw i sprawił, że znów o teamie z Wersalu mówi się tylko dobrze. To dopiero początek drogi, ale jeśli będzie w stanie sięgnąć po siódmy tytuł i to z trzecim zespołem, to zabraknie nam przymiotników na określanie jego klasy. Dziś jest legendą i magikiem. Jeśli wygra mistrzostwa z Citroenem, to powstanie nowe określenie „jest Ogierem!”. Bo to, co on osiąga może być nie do powtórzenia w kolejnych dekadach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *