Fot. Red Bull Content Pool


Podsumowanie sezonu WRC: M-Sport

Autor: | 21 listopada 2017

M-Sport zaliczył perfekcyjny sezon. Wszyscy mogliśmy się spodziewać, że zakontraktowanie Sebastiena Ogiera i Juliena Ingrassii sprawi, że Fordy przynajmniej indywidualnie wrócą na szczyt. Lecz nikt nie przypuszczał, że przy Francuzach tak ogromnych postępów dokonają też Ott Tanak/Martin Jarveoja i Elfyn Evans/Daniel Barritt.

Sebastien Ogier/Julien Ingrassia

Zaczynamy od mistrzów, bo trzeba oddać cesarzow,i to co cesarskie. Przed sezonem rozpoczęła się radość, że Volkswagen wycofał się z WRC i Ogier nie będzie miał przewagi sprzętowej, więc na pewno zostanie zniszczony przez konkurencję. Już w pierwszym rajdzie jeszcze wtedy 4-krotny mistrz pokazał tym ludziom, że już mogą odszczekiwać swoje słowa. W Monte Carlo pomimo początkowych kłopotów wygrał po błędzie Thierry’ego Neuville’a, ale trzeba było być na drugim miejscu za Belgiem, by tego dokonać. To było już jego piąte zwycięstwo w domowej rundzie.

W Szwecji było sporo problemów z byciem pierwszym na drodze, ale potem mocno przyspieszył i mógł bić się o zwycięstwo. Jednak w niedzielę rano obrócił się, więc mógł już tylko utrzymać trzecią pozycję i to się udało. Tamten rajd wygrał Jari-Matti Latvala i wyszedł na prowadzenie w mistrzostwach. To oznaczało, że Seb stracił prowadzenie w cyklu, po raz pierwszy od czterech lat. W Meksyku wszystko wróciło do normy. Pomimo kłopotów z silnikiem i jego temperaturą osiągnął drugą lokatę i ponownie został liderem sezonu.

Korsyka miała należeć do niego, ale Hyundai był trochę za szybki. Neuville cały czas kontrolował sytuację, a Francuz walczył o drugie miejsce z Danim Sordo. Na ostatnim oesie był drugi i rzutem na taśmę wyprzedził Hiszpana. Słabiej było w Argentynie. Tam miał duże kłopoty z czyszczeniem trasy i po pierwszym dniu notował dużą stratę. Potem nie było wiele lepiej, bo nie mógł porozumieć się ze swoją Fiestą i aż do mety pozostał na czwartej lokacie, więc po raz pierwszy w sezonie nie stanął na podium.

Za nieco słabszy występ zrewanżował się w Portugalii, gdzie wygrał. Po pierwszym dniu tracił z uwagi na otwieranie drogi, ale potem był bardzo szybki i pewnie triumfował. Sardynia była dla niego rajdem do zapomnienia. Nie miał szans na walkę o zwycięstwo przez to, że tamtejsza impreza charakteryzuje się bardzo dużą ilością luźnego szutru, więc straty były gigantyczne. Nie mógł znaleźć przyczepności, a do tego w sobotę przebił oponę. Ostatecznie finiszował na piątej pozycji.

W Polsce wrócił na swoją ścieżkę, chociaż nie był to łatwy rajd. W piątek zmagał się ze stojącą wodą w koleinach, w sobotę złapał kapcia, a potem uszkodził przód auta po obrocie. W niedzielę przestrzelił hamowanie i wyjechał na pole. Mimo tego wszystkiego zajął trzecie miejsce. Podobnie, jak przed rokiem najgorsza w jego wykonaniu była Finlandia. Miał problem z silnikiem, a na lądowaniu po skoku w jego Fordzie urwało się zawieszenie i uderzył w drzewo. Miał wrócić w sobotę w systemie Rally2, ale w tej kraksie urazu kręgosłupa doznał Ingrassia, więc nie chciano ryzykować pogłębienia kontuzji i Francuzi wycofali się z rywalizacji.

Wtedy stracili prowadzenie w cyklu, na rzecz Neuville’a/Gilsoula. W Niemczech poszło im lepiej, chociaż nie obyło się bez wpadki. Mieli dobre tempo, ale pod koniec piątkowego etapu obrócili się. Chcieli atakować i wygrać, ale po wypadku Thierry’ego postanowili jechać bardziej rozsądnie i osiągnęli trzecią lokatę, co pozwoliło im wrócić na pierwsze miejsce w generalce. Katalonia była dość podobna. Ogier był szybki, ale nie chciał zbyt mocno ryzykować i gonić Krisa Meeke. Na dodatek Neuville znów wypadł, więc mógł spokojnie zmierzać do mety. Zajął tam drugą pozycję.

Do Walii przyjechał z zamiarem przypieczętowania tytułu. Od początku jechał spokojnie, kontrolując sytuację. Tracił trochę czasu do czołówki, ale w sobotę na nocnych oesach zaatakował, choć przypłacił to uszkodzeniem jednego z klocków hamulcowych. Finiszował na trzecim miejscu, a zdobywając dwa punkty na Power Stage zapewnił sobie piąty z rzędu tytuł. Do Australii poleciał spokojny, chociaż w trakcie imprezy wszystko się zmieniło. Miał awarię skrzyni biegów, z którą zespół nie potrafił sobie poradzić, co mocno go frustrowało. Dzięki wypadnięciu kilku zawodników przed nim, zakończył sezon na 4. miejscu na Antypodach.

Podsumowując, zdobył 232 punkty, wygrał dwa rajdy w tym roku, dziewięć razy stał na podium i osiągnął najlepsze czasy na 22. oesach.

Pokazał wielką klasę w tym sezonie, spokojnie wygrywając mistrzostwo w pełni prywatnym zespole. W dodatku w aucie, które nie bardzo mu odpowiadało, a poza tym sprawiało bardzo dużo kłopotów. Udowodnił wszystkim niedowiarkom, że bezwzględnie jest najlepszym kierowcą w stawce. Nie wiadomo jeszcze czy zostanie w M-Sporcie na kolejny sezon, ale ta kwestia powinna się wyjaśnić w najbliższych dniach.

Ott Tanak/Martin Jarveoja

Wielu spodziewało się, że Ogier zdecydowanie wygra rywalizację z zespołowym partnerem, ale Ott nie odstawał zbyt mocno.

W Monte Carlo miał bardzo dobry rytm i utrzymywał się na trzecim miejscu, a po wypadku Neuville’a wskoczył na drugą lokatę. Niestety w niedzielę posłuszeństwa odmówił silnik i musiał jechać na trzech cylindrach. To mocno osłabiło jego tempo i spadł na trzecią pozycję. Jednak niesamowicie zaimponował ryzykując na śniegu oraz lodzie i jadąc bokiem ostatni zakręt. To przyniosło zamierzony efekt, bowiem obronił to miejsce przed Danim Sordo.

W Szwecji również jechał świetnie. Miał też drobną awarię skrzyni biegów, ale ona nieszczególnie mu przeszkodziła. Ostatecznie finiszował tylko za Jari-Mattim Latvalą. Rajd Meksyku był dla niego problemowy. Już w piątek temperatura wody w samochodzie przekroczyła normy i to go spowolniło. Potem piął się w górę klasyfikacji i skończył rywalizację na czwartej lokacie. Na Korsyce wypadł z trasy już na trzecim oesie. Auto nie było uszkodzone, ale utknął  w rowie, więc nie dało się jechać dalej. Następnego dnia Tanak wrócił w systemie Rally2, ale nie mógł już walczyć o dobry wynik. Metę osiągnął na jedenastej pozycji i nie wywiózł z Francji żadnych punktów.

Argentyna również nie była dla niego łatwa. Początkowo jechał zbyt ostrożnie i tracił czas. Zastosował taką strategię, bo przed rokiem zaliczył mocny wypadek w Ameryce Południowej i nie chciał tego powtórzyć. Dopiero w sobotę znacząco przyspieszył, co w efekcie dało mu trzecie miejsce na koniec imprezy. W Portugalii świetnie sobie radził i liderował. Jednak w sobotę uszkodził samochód i spadł na piątą lokatę. Ostatecznie był czwarty. Sardynia była dla niego bardzo szczęśliwa, choć początek tego nie zapowiadał. Miał duże problemy z balansem samochodu, ale w sobotę postanowił zaatakować i objął prowadzenie, którego już nie oddał. To było jego pierwsze zwycięstwo w najwyższej kategorii WRC.

W Polsce chciał zdobyć to, co stracił rok temu. Wtedy ostatniego dnia przegrał przez swój błąd. W tegorocznej edycji znów był bardzo mocny i walczył z Neuvillem o zwycięstwo. Był to niezwykle zacięty pojedynek i Estończyk mocno ryzykował. Tym razem to się nie opłaciło, bo na Paprotkach wypadł z trasy i uderzył w drzewo. Ukończył ten oes, ale jego samochód nie nadawał się już do jazdy i znów musiał obejść się smakiem.

Finlandię rozpoczął dobrze, ale potem złapał kapcia i stracił szansę na walkę z czołówką. Robił co mógł, ale ostatecznie dojechał na siódmym miejscu. Za to prawdziwą moc pokazał w Hiszpanii. Spekulowano, że na asfalcie nie poradzi sobie zbyt dobrze, a on zdominował stawkę i odniósł drugie zwycięstwo w sezonie. W Katalonii również był szybki, ale nie aż tak, jak w Niemczech. Do tego pojawiły się problemy z układem przeniesienia napędu. W serwisie wymieniono mu skrzynię biegów, lecz na szutrową, podczas gdy ten etap odbywał się już na asfalcie, więc ustawienia odbiegały od pożądanych. Wszystko skończyło się pozytywnie, bowiem finiszował na trzecim miejscu.

W Walii wszystko przebiegało pomyślnie do czasu sobotnich nocnych oesów. Ott skarżył się, że nic nie widzi i mocno stracił, przez co spadł na szóstą pozycję. Na tej lokacie ukończył rywalizację, a do tego zwolnił na ostatnim oesie, by nie przeszkodzić Ogierowi w wywalczeniu tytułu. W Australii były kłopoty z setupem, ale po zmianie znów Tanak przyspieszył. Zapowiadało się, że skończy tę imprezę na trzeciej lokacie, ale po wypadnięciu Latvali na ostatniej próbie, przesunął się na drugie miejsce.

W całym sezonie uzyskał 191 punktów. Złożyły się na to między innymi dwa zwycięstwa, siedem podiów i 30 wygranych odcinków. Ostatecznie zakończył sezon na trzecim miejscu za plecami Ogiera i Neuville’a.

To był świetny rok dla estońskiej załogi. Bardzo efektowny w nowej rajdówce, ale też z masą zdobytego doświadczenia. Dużą rolę w postępach Tanaka odegrał Ogier, od którego Ott miał okazję się uczyć. Teraz będzie jeździł dla Toyoty, więc wyfruwa z gniazda Malcolma Wilsona.

Elfyn Evans/Daniel Barritt

Po roku przerwy do klasy WRC powrócił Elfyn Evans. Również postanowił znów startować z Danielem Barrittem, bowiem w WRC-2 i BRC rywalizował wspólnie z Craigiem Parrym. Decyzja M-Sportu, by ponownie startował w najwyższej kategorii była strzałem w dziesiątkę. Lecz tym razem dołączył do ekipy DMACK, więc musiał jeździć na oponach tej firmy, co nie było zbyt szczęśliwą opcją.

Monte Carlo było dla niego ciężkie od początku, bowiem nie był w stanie znaleźć przyczepności na oblodzonym asfalcie. Jednak w miarę upływ oesów było coraz lepiej i ukończył tę rundę na szóstym miejscu. Podobnie z przyczepnością walczył w Szwecji, ale w Skandynawii nic się nie poprawiało. Mimo wszystko znów był szósty. Meksyk rozpoczął się dla niego koszmarnie, bowiem już przed OS1 wymieniono silnik w jego samochodzie, więc otrzymał pięć minut kary. Znów było trochę kłopotów z utrzymaniem odpowiedniej linii przez wady opon, ale tempo miał mocne i dojechał do mety na dziewiątej pozycji.

Rajd Korsyki był dla niego fatalny. W piątek zmagał się z awarią hydrauliki, a w sobotę wypadł z trasy. W niedzielę wrócił w Rally2, ale nic już nie dało się zrobić. Finalnie był 21. W Argentynie radził sobie świetnie. Od drugiego odcinka liderował, ale niestety stracił prowadzenie na ostatnim odcinku po lekkim kontakcie z barierą na moście. Toczył wspaniałą walkę z Neuvillem o zwycięstwo w rajdzie, ale przegrał z nim różnicą zaledwie siedmiu dziesiątych sekundy. To była trzecia najmniejsza różnica na mecie między pierwszą a drugą załogą w historii WRC.

Portugalia była dla niego słabsza. W piątek złapał kapcia, następnego dnia stało się to samo i mógł już zapomnieć o świetnym rezultacie. Finiszował na szóstym miejscu. Na Sardynię przyjechał pełny energii, by przetestować nowe opony DMACK na ciężki szuter. Niestety już w piątek zaliczył kraksę, a na kontroli sędziowskiej po ostatnim odcinku rajdu zdyskwalifikowano go z uwagi na nieregulaminowe zmiany w samochodzie. Nie miało to większego znaczenia, bowiem i tak nie zdobyłby punktów.

Słabo poszło mu też w Polsce. Nie radził sobie z naszymi błotnistymi trasami i miał słabe tempo przez cały weekend. Ukończył tę rundę na ósmej pozycji. W Finlandii wielu zawodników miało kłopoty, ale tym razem nie zaliczał się do nich Walijczyk. Miał mocne tempo i przerwał złą serię, stając na drugim stopniu podium. W Niemczech wróciły stare problemy. Na asfalcie jego opony spisywały się słabo i przez cały weekend walczył z podsterownym samochodem. Ukończył rywalizację na szóstej pozycji, ale tempo nie było najlepsze.

Tak samo było w Katalonii, gdzie ani na szutrze ani na asfalcie opony nie działały. Tempo było podobne, jak w Niemczech, ale tym razem wjechał na metę na siódmej lokacie. Dużo, dużo lepiej było w Walii. Opony DMACK już drugi rok z rzędu genialnie spisywały się na błotnistej nawierzchni i dawały kierowcy sporą przewagę nad zawodnikami używającymi Michelinów. Evans zdeklasował stawkę i pewnie odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Australia była już mniej udana, ale też warunki były inne. Jego prędkość była przeciętna aż do niedzieli, kiedy nad Południową Walią przeszła ulewa. Wtedy przyspieszył, ale niewiele to już zmieniło. W ostatnim rajdzie sezonu był piąty.

Elfyn zakończył sezon 2017 na piątej pozycji w klasyfikacji generalnej. Odniósł jedno zwycięstwo, trzy razy stał na podium, wygrał 27 odcinków specjalnych i łącznie uzyskał 128 punktów.

Walijczyk pokazał, że nie jest takim sobie średnim kierowcą, tylko już czołówką WRC. Gdyby jeździł w tym sezonie na innych oponach, to mógłby być przynajmniej czwarty w końcowej klasyfikacji. W przyszłym roku prawdopodobnie będzie jeździł w głównym M-Sporcie, gdzie zastąpi Tanaka.

Mads Ostberg/Ola Floene/Torstein Eriksen/Emil Axelsson

Ostberg w tym roku jeździł prywatnie, ale oficjalnie w barwach M-Sportu. Bowiem nowymi rajdówkami nie mogli jeździć kierowcy niefabryczni, lecz tak naprawdę jedyną rzeczą jaka łączyła go z zespołem Malcolma Wilsona był samochód, czyli Ford Fiesta WRC’17.

Pierwszą rundą dla duetu Ostberg/Floene była Szwecja. Początek tam był niezły, ale na drugiej „zgubili” tylne skrzydło i zaczęli notować olbrzymie straty, a przed końcem dnia wycofali się, bo bez aerodynami po prostu nie dało się jechać. Jeszcze w piątek zgubiony element do nich wrócił i w sobotę mogli wznowić rywalizację. Mieli bardzo dobre tempo, a na słynnej hopie Colina oddali skok na 44 metry, co było najlepszym tegorocznym wynikiem w tym miejscu. Rekordzistą wciąż pozostaje Eyvind Brynildsen, który w zeszłym sezon wylądował metr dalej. W niedzielę kontynuowali dobrą jazdę, lecz na ostatniej próbie uderzyli w bandę śnieżną i przebili koło. Ukończyli tę rundę ostatecznie na 15. pozycji.

Wrócili do rywalizacji w Argentynie. W planie mieli start w Meksyku, ale właśnie wtedy żona Madsa rodziła dziecko, więc kierowca wolał zostać z rodziną. Opuścili też Korsykę, bo nie dogadywali się z M-Sportem i nie byli w stanie przetestować asfaltowej specyfikacji samochodu. W Ameryce Południowe mieli bardzo dobre tempo, aż do sobotniego popołudnia, kiedy uderzyli w kamień i uszkodzili tylne zawieszenie. Nie mogli kontynuować jazdy, więc musieli ponownie skorzystać z systemu Rally2. Mała obsada tego rajdu sprawiła, że mimo wszystko zajęli niezłą lokatę, bowiem wjechali na metę na dziewiątej pozycji.

Portugalię dobrze zaczęli i nawet wygrali OS1. Niestety już w piątek złapali kapcia i spadli w klasyfikacji. Potem pięli się w górę i dojechali na ósmym miejscu. Przy tym na Fafe skoczyli na odległość 42 metrów i znów zrobili to najbardziej efektownie. Kolejnym startem była Sardynia, gdzie znów początek był dobry, ale w sobotę przebili oponę. W niedzielę mieli kłopoty ze skrzynią biegów i uszkodzili lewe tylne zawieszenie, ale zdołali dotrzeć do mety na siódmej lokacie.

W Polsce ich tempo było słabsze. Mads nigdy nie był wielkim fanem naszych szybkich tras, a w tym roku dodatkowo lał deszcz, więc było jeszcze trudniej. Cały czas walczyli z ustawieniami i starali się przyspieszyć. Znów zdobyli punkty, finiszując jako siódmi. Po tym rajdzie postanowił rozstać się z Floene i stwierdził, że przetestuje Torsteina Eriksena oraz Emila Axelssona, by wybrać jak najlepszego pilota na przyszłość.

W Finlandii jechał już z Eriksenem. Początek był bardzo dobry i nawet plasowali się na trzecim miejscu, ale potem ich tempo spadło. W sobotę wypadli z trasy, ale mimo strat czasowych udało się wrócić na drogę. Do końca rajdu nie jechało się im rewelacyjnie, lecz ukończyli ten rajd. Uzyskali jeden punkt do klasyfikacji za 10. pozycję. W międzyczasie Ostberg pojechał Rajd Rzeszowski z Patrikiem Barthem za kierownicą Fiesty R5, ale musieli się wycofać z rundy ERC po poważnej usterce układu kierowniczego. W Rajdzie Niemiec miał jechać tym samym autem, bowiem znów nie był w stanie przetestować Forda WRC na asfalcie. Jednak jego ekipa Adapta nie była w stanie usunąć tej usterki i musiał zrezygnować.

Po Finlandii też rozstał się z ekipą Martina Prokopa, który obsługiwała jego auto. W Katalonii jego partnerem był Eriksen i współpraca wychodziła im świetnie. Przez pewien czas nawet prowadzili w generalce, ale to było na szutrze. Asfalt nie był dla nich szczęśliwy, bowiem ich tempo mocno spadło. Na OS12 uszkodzili nieco zawieszenie, bowiem uderzyli w coś w rowie. Metę osiągnęli na najlepszej w sezonie, piątej lokacie.

Ostatnim jego występem był Rajd Walii, gdzie jeździł z Axelssonem. Był to też jego najgorsza runda w sezonie. Od początku występowały problemy ze skrzynią biegów, a potem też z dyferencjałem. To było powodem rolowania w sobotę. W niedzielę wrócił w Rally2, ale wciąż Fiesta nie prowadziła się dobrze. Ostatecznie był 38.

Norweg zajął w tym sezonie 15. miejsce w klasyfikacji generalnej. Ani razu nie wygrał, nie stał na podium, a najlepszym wynikiem była piąta pozycja. Uzyskał łącznie 29 punktów i wygrał dwa odcinki specjalne.

Był to słaby sezon dla Madsa, ale taka jest rzeczywistość prywatnego kierowcy. Nie może on rywalizować o podia i zwycięstwa, bo zwyczajnie nie ma do tego warunków sprzętowych. Nie wiadomo jaka będzie przyszłość Ostberga. Zapowiadał, że rozmawia z jednym z zespołów, a jeśli będzie startował prywatnie, to będzie to miało inny kształt. Kilka dni temu wystawił na sprzedaż swoją Fiestę, więc wydaje się, że coraz bardziej realny jest program, w którym połączy starty w ERC za kierownicą Forda w specyfikacji R5 oraz występy w rallycrossie, z którego ma oferty.

Teemu Suninen/Mikko Markkula

Fiński duet etatowo jeździł w tym roku w barwach M-Sportu w WRC-2, gdzie zajął trzecie miejsce. Jednak młody kierowca, który dopiero co trafił pod skrzydła zespołu, otrzymał szansę w dwóch rundach WRC, za kierownicą rajdówki w specyfikacji 2017.

W Polsce jechał rewelacyjnie, stale poprawiając swoje tempo. Zanosiło się na to, że ukończy rywalizację na piątym miejscu, ale na ostatnim oesie obrócił się i został wyprzedzony przez Stephane’a Lefebvre’a. Lecz szósta lokata w debiucie w królewskiej kategorii musiała imponować. Jeszcze lepiej było w Finlandii. W swoim domowym rajdzie miał genialny rytm i zmierzał po podium. Na dwa odcinki przed metą był drugi, ale obrócił się i spadł na czwartą lokatę.

W swoich dwóch tegorocznych występach zdobył 20 punktów, ale do tego dorobku trzeba dołożyć wyniku z WRC-2, bo na Korsyce i w Katalonii finiszował na ósmych miejscach w generalce, a w Szwecji na dziesiątym. Zatem łącznie uzyskał 29 oczek i ukończył sezon na 14. miejscu. Jeśli weźmiemy pod uwagę niższą kategorię to tam zdobył 85 punktów, raz wygrał i cztery razy stał na podium.

W przyszłym sezonie ma wystartować w większej ilości runda w Fieście WRC’17, bowiem ma dzielić się trzecim autem M-Sportu z Erikiem Camillim.

Lorenzo Bertelli/Simone Scattolin

Włosi zaliczyli w tym roku ledwie trzy występy. Ich zapał opadł, ale też kibice nie mają czego żałować, bo Lorenzo nie robi żadnych postępów i nie jest żadnym wzmocnieniem czołówki WRC.

Pierwszym ich startem była Szwecja, gdzie jechali jeszcze Fiestą RS, a więc ubiegłoroczną specyfikacją. Już na OS2 rozbili się i wrócili w sobotę w Rally2. Tempo mieli słabe i jeszcze przed końcem dnia wycofali się po awarii silnika. Na Meksyk otrzymali nowego Forda. Dobrym podsumowaniem kariery Bertelliego jest sytuacja ze słynnego El Chocolate. Zatrzymał się tam na 30 minut, ponieważ temperatura wody w aucie przekroczyła normy, więc poczekał pół godziny aż opadnie i wrócił do jazdy, tyle, że w bezpieczniejszym programie. W sobotę rolował, ale udało się pojechać dalej. Ostatecznie zakończył imprezę na 16. pozycji ze stratą ponad godziny do Meeke’a, który wygrał ten rajd.

W Argentynie notował naprawdę dobry występ. Utrzymywał się przez niemal całą imprezę na ósmym miejscu i miał spore nadzieje na pierwsze punkty w sezonie. Jednak w niedzielę rano awarii w jego aucie uległa skrzynia biegów i musiał się wycofać.

Nie zdobył w tym roku żadnych punktów i wiele wskazuje, że w najbliższej przyszłości nie zdobędzie. Bowiem nie zanosi się, by miał wrócić do WRC. W ten weekend wystartuje we włoskim rajdzie Tuscan Rewind – TER 2017 za kierownicą Fiesty RS, ale nie wiadomo co będzie dalej.

Armin Kremer/Pirmin Winklhofer

Niemcy ledwie dwa razy pojawili się na oesach mistrzostw świata w tym roku. W Monte Carlo jechali Skodą Fabią R5, ale zaliczyli kraksę i nie ukończyli imprezy. Natomiast u siebie w domu pojechali Fiestą WRC 2017. Nie mieli tam żadnych kłopotów, ale jechali mocno spacerowym tempem. Ostatecznie jednak dało im to dziewiątą lokatę.

Sezon ukończyli na 21. miejscu z dorobkiem dwóch punktów.

Podsumowanie

Zawodnicy M-Sportu odnieśli w tym roku pięć zwycięstw, łącznie 18 razy stali na podium i uzyskali do klasyfikacji zespołowej 428 punktów. Prywatny zespół z Dovenby Hall zdominował stawkę w tym sezonie, bowiem drugi Hyundai uzyskał 345 oczek, czyli 83 punkty mniej. Do tego Fiesty wygrały 81 odcinków specjalnych. Tutaj lepszy był zespół z Korei, bowiem jego załogi triumfowały na 91 próbach. M-Sport nie tylko zdobył pierwsze w historii mistrzostwo świata producentów, ale również Sebastien Ogier został trzecim kierowcą w historii, który wygrał indywidualny tytuł dla Forda Wcześniej zrobili to Bjorn Waldegard w 1979 roku oraz Ari Vatanen w 1981. Amerykańska firma musiała czekać 36 lat na kolejne indywidualne mistrzostwo i stało się to dopiero za sprawą genialnej francuskiej załogi Ogier/Ingrassia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *