Fot. Los Angeles Lakers


Świat opłakuje legendę, której nikt i nic nie zastąpi – Żegnamy Koby’ego Bryanta

Autor: | 27 stycznia 2020

W niedzielę 26. stycznia świat dla milionów ludzi zatrząsł się w posadach. O godzinie 20 polskiego czasu dotarła do nas informacja, że tragicznie zginął Kobe Bryant. Absolutna legenda koszykówki. Jeden z najlepszych zawodników w historii tego sportu, a przede wszystkim ułożony i dobry człowiek.

41-letni Amerykanin zginął w katastrofie helikoptera, który z powodu ogromnej mgły uderzył w zbocze góry i zapalił się. W ciągu 45 minut ugaszono pożar i okazało się, że nikt nie przeżył katastrofy. Wraz z Kobem zginęła jego 13-letnia córka Gianna, słynny trener baseballa John Altobelli z żoną Keri i córką Allyssą, asystenka trenera koszykówki w jednej z kalifornijskich szkół Christian Mauser oraz Payton Chester wraz z mamą Sarah. Alyssa i Payton były koleżankami z zespołu Gianny, a wszyscy zmierzali na mecz koszykówki z udziałem trzech zmarłych dziewczynek. Zginęła jeszcze jedna osoba – pilot maszyny, ale jego tożsamość nie jest na razie znana.

Bryant wskoczył do elitarnej NBA w 1996 roku i z miejsca pokazywał niesamowity talent. Został wybrany w drafcie przez Charlotte Hornets, ale od razu został wymieniony na Vlade Divaca i przeszedł do Los Angeles Lakers, w którym spędził całe 20 lat swojej kariery. W kolejnych latach rozwijał swoje umiejętności, stając się coraz lepszym koszykarzem. Stworzył nieprawdopodobny duet z Shaquillem O’Nealem, który doprowadził ich klub do trzech mistrzostw w latach 2000-2002.

Potem było kilka lat posuchy, ale Kobe cały czas imponował indywidualnymi osiągnięciami. Już jako samodzielna gwiazda „Jeziorowców” dołożył dwa mistrzowskie pierścienie za tytuły w latach 2009-2010. Oprócz tego jeszcze dwukrotnie grał w finałach NBA, ale nie udało mu się wtedy doprowadzić Lakersów do wygranych. 18 razy zagrał w meczu gwiazd ligi, a cztery razy został wybrany MVP tych spotkań, a więc najbardziej wartościowym graczem. Sklasyfikowany jest na czwartym miejscu w kategorii najlepiej punktujących zawodników w historii z dorobkiem 33 643 punktów w 1346 meczach. Niesamowite osiągnięcie popełnił w meczu z Toronto Raptors w 2006 roku, kiedy rzucił aż 81 punktów. 13 kwietnia 2016 roku rozegrał ostatni mecz zawodowy. Był już zmęczony kontuzjami i fatalną formą ekipy, ale poprowadził Lakersów do wygranej nad Utah Jazz wynikiem 101-96. W tym meczu zdobył 60 oczek i znów pokazał, że jest wielki i niedościgniony.

Fot. NBA

Po zakończeniu kariery w 2016 założył akademię koszykarską swojego imienia, do której uczęszczała między innymi jego córka. W 2018 otrzymał Oscara za krótkometrażowy film animowany „Dear Basketball”, którego był producentem i pomysłodawcą. Oprócz Gianny miał jeszcze trójkę dzieci: 17-letnią Natalię Diamante, 3-letnią Biankę i 7-miesięczną Capri Kobe. Dwie najmłodsze córki będą pamiętać tatę przede wszystkim ze wspomnień innych ludzi i legendarnych meczów.

W ciągu kwadransa od potwierdzenia, iż Kobe Bryant zginął w katastrofie, internet zalał się rozpaczą fanów koszykówki i sportu. Kondolencje córkom oraz żonie Vanessie składają osoby z różnych stron świata i środowisk. Tyson Chandler (bardzo doświadczony gracz, który wiele razy grał przeciwko legendzie) rozpłakał się na ławce rezerwowych, Neymar zadedykował mu gola, a zespoły NBA postanowiły popełnić na początku swoich meczów błędy 24 sekund w akcji ofensywnej oraz 8 sekund gry na swojej połowie. To także hołd dla Koby’ego, który w trakcie kariery grał z numerami 8 i 24. Wyrazy współczucia przekazał też mistrz Formuły 1, Lewis Hamilton.

Koszykówka i sam Kobe zyskali wczoraj wielu fanów, bowiem media trąbią o wypadku i w ten sposób wiele niezwiązanych ze sportem osób sprawdza kim był Bryant i zaczyna się utożsamiać z jego wybitnością. Był indywidualistą i wszystko chciał robić sam, ale to taka pewność siebie i chciwość, której oczekujemy od postaci absolutnie wyjątkowych i genialnych.

Świat stracił wielką postać. Był wielkim zawodnikiem, miał ogromne ilości fanów, które śledziły każdy jego krok. Wspominane są jego mecze, ale też pojedyncze akcje. Prawdziwi i wieloletni fani NBA są załamani i to bez względu na to, komu kibicują. Kobe był człowiekiem ponad podziałami. Ludzie podczas kariery go nie znosili, ponieważ często zabierał marzenia rywali o tytułach, ale poza boiskiem wzbudzał uwielbienie. Był bardzo pogodny i zawsze uśmiechnięty. Nawet kiedy przed laty oskarżono go (niesłusznie) o napaść seksualną, spokojnie dowodził swojej niewinności, nie wzbudzając wielkiego szumu.

Niegdyś zapytano go czy chce zostać następcą Michaela Jordana. Odpowiedział, że nie. Chciał być najlepszą wersją samego siebie. Chciał pozostać Kobym Bryantem i do końca życia mu się to udało. Żył jego pełnią, czerpał garściami. Niestety, tak jak aktywnie i szybko żył, tak samo intensywnie zakończył swoją przygodę z ziemią. Był osobą wierzącą, więc przy jego postawie możemy być pewni, że został zabrany do nieba, gdzie tworzy nowy team wraz z Wiltem Chamberlainem, Moses Malone, Hallem Greerem czy Waltem Bellamym.

Dziś cały świat i to nie tylko sportowy płacze. Ale za chwilę wszyscy będą pamiętać jego hollywoodzki uśmiech, oddanie dla klubu, świetne występy, mecze i tytuły. W pamięci każdego fana sportu pozostanie gigantem i nic już tego nie zmieni. Był jedynym w swoim rodzaju Kobym Bryantem. Nikt go nigdy nie zastąpi. W sercach fanów zawsze będzie wyrwa, której nie da się załatać. Po latach jednak każdy, kto miał okazję go oglądać, będzie dumny, że żył w jego czasach. Spoczywaj w pokoju Kobe.

Fot. Los Angeles Lakers

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *