Fot. Autosport


Szacunek między rywalami – w WRC normalność, gdzie indziej rzadkość

Autor: | 28 stycznia 2019

Kibice różnych serii wyścigowych czasami narzekają, że rywale do tytułu nie darzą się sympatią i wzajemnym szacunkiem. W Rajdowych Mistrzostwach Świata nikt takich zmartwień nie ma. Tutaj empatia jest normą.

Rajd Monte Carlo znów zachwycił fanów i to nie tylko rajdów. Szczególnie rywalizacja o pierwszą lokatę była niezwykle emocjonująca. Załogi Sebastien Ogier/Julien Ingrassia i Thierry Neuville/Nicolas Gilsoul ostro walczyli, notując bardzo podobne czasy. To trwało przez ponad 300 kilometrów odcinków specjalnych. Przed ostatnią próbą Seb miał ledwie 0,4 sekundy przewagi nad Thierrym, ale na finiszu pokazał gaz i triumfował.

Taka walka Francuza i Belga to coś naturalnego. Od trzech lat ta dwójka rządzi w mistrzostwach (sam Ogier od sześciu), a bitwa na noże odbywa się między nimi od dwóch sezonów. Jednak nigdy nie było między nimi złej krwi. Obaj wypowiadają się o rywalu z największym szacunkiem i wręcz przyjaźnią. Kolejny przykład takiej sytuacji mieliśmy po zakończeniu pierwszej rundy kampanii 2019. Pokazał to Neuville komentując swój wynik w rajdzie.

– Ta bitwa była epicka, była fair i piękna. W tym samym momencie jestem zadowolony i rozczarowany z osiągnięcia drugiego miejsca w Rajdzie Monte Carlo. Gratuluję zwycięstwa Sebastienowi Ogierowi i Julienowi Ingrassi. Wygląda na to, że przed nami kolejny emocjonujący sezon! Widzimy się w Szwecji! – napisał Thierry w mediach społecznościowych.

Wiele razy mieliśmy też wyrazy ogromnego szacunku ze strony Ogiera w kierunku Neuville’a. Nie jest to nic szokującego, bo tak zachowują się mistrzowie. Rywalizują ze sobą bardzo ostro przez 11 miesięcy w roku. Wiedzą, że są gigantami i doceniają to. To właśnie dzięki nim mistrzostwa mają tyle kolorytu, bo ich umiejętności, a szczególnie prędkość są zbliżone. Na końcu jednak zawsze wygrywa Ogier, który potrafi ograć rywala swoim sprytem i klasą.

Wielu może się zastanawiać czy ich relacje nie są wynikiem działań PR-u. Będąc świadkiem kulis WRC mogę zaświadczyć, że zdecydowanie nie. W tej serii to jest po prostu normalność. Oni wiedzą, że ryzykują dużo, uprawiają sport ekstremalny i doceniają każdego, kto decyduje się na to samo. Poza ich sportowymi osiągnięciami są to bardzo sympatyczni i życzliwi ludzie.

Jednak to, co jest normalne w WRC, nie jest tym samym gdzie indziej, nad czym mocno ubolewam. Bowiem wyobrażacie sobie takie relacje między Lewisem Hamiltonem a Sebastianem Vettelem? Raczej szans na to nie ma. W Formule 1 właśnie działa PR i nie ma też pewności czy miłe gratulacje Niemca dla Brytyjczyka, po kolejnym mistrzowskim tytule, są szczere. Mamy też pewność, że nigdy Seb nie wypowie się w tak sympatyczny i nacechowany szacunkiem sposób, jak wczoraj Neuville o Ogierze.

Podobnie jest w innych seriach wyścigowych. Tam czołowi kierowcy kłócą się ze sobą, walczą w mediach, docinają sobie. Uważając, że w ten sposób stworzą sobie przewagę nad przeciwnikiem. W świecie WRC to jest nie do pomyślenia. Przewagę czy mentalną czy w kwestii umiejętności czysto sportowych pokazujesz tylko na trasie. Bo właśnie to jest ważne, a nie tworzenie historii w komunikatach prasowych. Zawodnicy rajdowy tworzą historię poprzez swoje osiągnięcia, a wszelkie dyskusje i mity zostawiają mediom oraz fanom. To właściwe podejście i najbardziej zdrowe. Na końcu wszyscy są sportowcami i z tego powinni być rozliczanie. Bezsensowne gadanie nikomu nie służy.

Nie ma się co jednak łudzić, że podejście w Formule 1 czy MotoGP się zmieni. Tam prztyczki w nos są naturalne, a w WRC nie wypada tego robić. Oczywiście, można skrytykować czyjąś wypowiedź i czasem to się dzieje. Jednak nie ma w tym złośliwości ani budowania przewagi. To zwykła szczerość, a nie PR. Życzmy sobie, by w innych dyscyplinach zawodnicy tak się szanowali. Jednak jeśli tak się nie stanie, to pozostanie czerpanie radości z WRC, gdzie od lat panuje normalność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *