Wspomnienia z Holandii

Autor: | 28 września 2014

W ten weekend seria DTM zawitała w trybie awaryjnym na Zandvoort. Miejsce to darzę sentymentem, którym chciałbym się z Wami podzielić.nnAutostradą przez NiemcynnNa Niderlandy trafiłem oczywiście przez Niemcy, gdzie znak „Koniec autostrady” zobaczyłem tylko raz i nie zrobił on szczególnej różnicy w jeździe. Pierwszy raz odwiedziłem kraj zachodniej Europy i już sama podróż dała wrażenie ciągłego istnienia żelaznej kurtyny. Zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, porozglądałem się wokół: same wiatraki. Nie takie, jak ten powyżej, a elektrownie. Tam dwa tuziny, obok nich następny tuzin, tuż przy nas 9 kolejnych, obracam się i znowu wiatraki, jeszcze więcej, były wszędzie. W tym jednym miejscu odzyskiwano więcej energii wietrznej, niż w całej Polsce.nnWchodzę na stację. Pringlesy za euro. „Zarabiać w euro, wydawać w złotówkach, tak to bym mógł żyć” słyszałem kiedyś na kabaretonie. Nieaktualne, bo nieopłacalne. Pringlesy za euro na stacji benzynowej.nnChoć Holandia to małe państwo, to z granicy na Haarlem jechało się dłużej, niż przez całe Niemcy. Tak jakby nie było tam nic innego, oprócz autostrad i wiatraków. Co z tego, że byłem na terenie tego państwa przez ponad 18 godzin swojego życia, nie byłem tam, żeby zwiedzać, a żeby przejechać. I jest tylko jedna rzecz, jaką mogę Wam powiedzieć na pewno. W Niemcach istnieje co najmniej jeden znak „Koniec autostrady”. Naprawdę.nnKlasyki na drogachnnPierwsze, co zaskoczyło mnie na holenderskich drogach, to samolot. Tak, tak, samolot. Stał na środku autostrady. Właściwie stały wszędzie, bo był to teren miasta Schiphol, gdzie mieści się jedno z największych lotnisk świata. Ale ten jeden samolot stał jak eksponat, między autostradą i zjazdem, za rozwidleniem, przed kolejną drogą. Nie mam pojęcia, jak tam się dostał. Był po prostu na środku autostrady.nnWidoki samochodowe w Niemczech mogły być tylko jedne: nowiutkie Mercedesy, nowiutkie BMW, nowiutkie Audi. Wszystko się błyszczy, jeździ na ogromnych felgach i wydaje dźwięk mówiący jasno, że to nie ma prawa się popsuć. Holendrzy nie jeżdżą limuzynami, samochody tam są takie, jak u nas. Z drobną różnicą.nncitroenW małym miasteczku Hillegom przekonałem się po raz pierwszy, że można tutaj spotkać kilku ciekawych fanów motoryzacji. Czerwony Citroen 2CV, którego do tej pory widziałem tylko w filmie „Żandarm z Saint-Tropez”, ukazał mi się przed oczami. Stał jak nowy, a przecież miał ze 60 lat! Nigdy nie widziałem go w akcji, stał zawsze w tym samym miejscu. Tylko po to, żeby błyszczeć.nnByłem przekonany, że zaparkowany niewiele dalej Garbus też nie jest już w stanie ruszyć z miejsca. Nie znam przepisów w Holandii, ale ten staruszek był jedynym, jakiego widziałem na czarnych tablicach rejestracyjnych, czyli był sklasyfikowany jako zabytek. Barwa tego auta jest nie do opisania, niby szarość, ale taka szara szarość, bardziej szara od szarości. Taki nie-kolor. W dokumentach w rubryce „kolor” wpisałbym „przedwojenny”.nnBeetle jeździł i robił kosmiczny hałas. Gdy odpadał, słyszało go pół Hillegom. Niezwykle charakterystyczny dźwięk, trochę jak bolid Grand Prix z lat 30., tylko osiągi nieadekwatne do hałasu. Brawa dla maszyny, bo wizualne wrażenie było takie, że bałbym się jej dotknąć, żeby się nie rozleciała.nnA takich rarytasów było całe mnóstwo, szczególne wrażenie robiły modele Porsche, które do tej pory istniały dla mnie tylko w Need for Speed: Porsche Unleashed. Także mnóstwo pięknych Citroenów DS w tych swoich klasycznych, kremowych barwach. No i Corvetty. Te stare widziałem tylko na parkingu, te nowe chyba też zdążyłem spostrzec.nnPierwszy raz nad Morzem PółnocnymnnZandvoort jest najlepszym miejscem, by zobaczyć fajne, sportowe wozy. To świetne uczucie, gdy ktoś w Ferrari przepuszcza nas na przejściu dla pieszych, a widok zachodu słońca na plaży jest tylko tłem dla Mazdy Shinari, która niespodziewanie wyłoniła się na jezdni. Ta ulica była świetnie umiejscowiona, świetny widok na morze, a do tego szeroka i kręta droga, a na niej znakomicie prezentujące się wozy.nnNie przypuszczałem, że Zandvoort nadal zachował wyścigowe tradycje i klimat. Już po wyjściu z dworca kolejowego natknąłem się na ławki ozdobione ciekawymi rysunkami prezentującymi Formułę 1. Usiadłem na tej, która była poświęcona Grand Prix z roku 1982, wygranego przez kierowcę Ferrari, Didiera Pironi. Znajdował się na niej także hołd dla Gillesa Villeneuve, który zmarł kilka tygodni wcześniej.nnNa owej ławce jadłem najlepsze hamburgery na świecie. Knajpa znajdowała się niedaleko plaży. Nie byłem szczególnie głodny, chciałem coś przekąsić za niewielką cenę. Czym szczególnym może być hamburger za 4 euro? Za ladą stał Niemiec. Nie, nie pytałem. Po prostu biło od niego „Jestem Niemcem”. Wygląd, akcent i nieznajomość angielskiego. Holendrzy mówią lepiej po angielsku, niż po holendersku, a w dzisiejszej gwarze wygodniej im używać angielskich słów w wielu przypadkach. Na szczęście jego żona mówiła płynnie po angielsku.nnWraz ze znajomym zamówiliśmy dwa hamburgery. A ten gościu wyciągnął dwa wielkie kawały mięsa i zaczął rąbać młotkiem. Już wtedy wiedzieliśmy, że to nie będą hamburgery, tylko swojski obiad w bułce. Posiłki w Holandii zaskoczyły nas nie raz.nnKażde miasto ma swój hejnałzandvoortnnTo był Amsterdam i trafiliśmy gdzieś dalej, niż planowaliśmy, ale nie wiedzieliśmy, że otacza nas kilka kościołów. Dopóki nie wybiła 22:00. Dosłownie wybiła. Każdy dzwon w innym rytmie, każdy w swój niepowtarzalny sposób i każdy na raz. Kolejne pozytywne zaskoczenie. „Każde miasto ma swój hejnał” powiedział mój przyjaciel, gdy już ocknęliśmy się z wrażenia.nnZandvoort też ma. Może to dzieło przypadku, ale za każdym razem, gdy tam byłem, około 22:00 dało się usłyszeć ryk silników. Potężny ryk silników przemieszczający się echem po krętych, wąskich uliczkach. Od razu poczułem, że to norma, że każdy mieszkaniec słucha tego codziennie.nnBędąc na plaży po zachodzie słońca można czuć się znakomicie. Wszystko, co cię otacza daje charakterystyczny klimat. Psuje go jedynie hotel z widokiem na morze. Duży, płaski budynek. Gdyby nie był tak płaski to może bym to wybaczył, ale ten stojący prostokąt po prostu mnie irytował. Na zamieszczonym obok zdjęciu jest on w lewym górnym rogu.nnTryb awaryjnynnZandvoort nie był uwzględniony w tegorocznym kalendarzu DTM, seria miała wrócić do Chin, ale ostatecznie anulowano zawody i w puste miejsce wpisano Holandię. Być może to nie problemy organizatorów, a bunt kibiców sprawił, że na legendarny tor powróciła największa goszcząca tam seria.nnzandvoortSezon DTM jest już rozstrzygnięty. Marco Wittmann został najmłodszym mistrzem serii w historii, a tytuł zapewnił sobie dzięki czterem zwycięstwom po ośmiu rundach. Jego zdobycz punktowa to 217% zdobyczy punktowej kolejnego zawodnika. Albo inaczej: Christian Vietoris, Mattias Ekström i Timo Glock musieliby zliczyć wszystkie swoje punkty, żeby zachować matematyczne szanse na tytuł.nnWittmann trafił do niemieckiej serii z Formuły 3, gdzie dwukrotnie zdobył tytuł wicemistrzowski. Na Zandvoort odniósł drugi w karierze i pierwszy w sezonie 2011 triumf. Czy dominacja w tegorocznym Deutsche Tourenwagen Masters pomoże mu powtórzyć wyczyn Paula di Resty, który właśnie tą drogą załatwił sobie fotel w Formule 1?nnDo zobaczenia, Holland!nnMiałem szczęście, że przeżywałem podwójną fetę kibica. Ostatnia noc, jaką spędziłem w Holandii to ta, w której Oranje strzelili pięć goli faworyzowanym Hiszpanom. Radości nie było końca: mnóstwo fajerwerków, trąbek i głośnej zabawy do drugiej w nocy. Nie tak dawno miałem powtórkę z zabawy, w końcu mieszkam 30 minut spacerku od katowickiego Spodka.nnI do Holandii na pewno chcę wrócić. Już nie tylko ze względu na Zandvoort . Nie tylko ze względu na legalną marihuanę. Teraz, przede wszystkim ze względu na niezwykle przyjaznych ludzi, którzy tam mieszkają. Takiej mentalności życzę wszystkim Polakom. Chociaż… czy wtedy byliśmy nadal Polakami? Już lepiej życzę Circuit Park Zandvoort powrotu Formuły 1 do Holandii. Oni naprawdę na to czekają! A cała ich nadzieja siedzi teraz w 16-latku z czapką Red Bulla.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *