fot. Twitter @Charles_Leclerc


Charles Leclerc – przyszła gwiazda Formuły 1

Autor: | 10 października 2017

Do drzwi królowej sportów motorowych puka, a właściwie dzwoni na alarm nowy kierowca. Charles Leclerc zmiażdżył konkurencję w Formule 2. Czy w mistrzostwach świata będzie równie mocny? Wiele wskazuje na to, że tak – nie tylko ze względów sportowych.

16 października 1997 roku. Niemal równo 20 lat temu na świat przyszedł Charles Leclerc. Urodził się w Monako, co samo w sobie jest już dosyć wyjątkowe. We wczesnej młodości przyjaźnił się z Julesem Bianchi i tak właściwie dzięki niemu skosztował motosportu. To właśnie na torze kierowanym przez jego ojca, Philippe, stawiał swoje pierwsze kroki w kartingu. W późniejszych latach, podobnie jak Bianchi, dołączył do zespołu kierowanego przez syna Jeana Todta. Trzeba przyznać, że Charles miał całkiem niezłe znajomości już od dziecka. Ostatecznie Nicolas Todt został menadżerem Monakijskiego kierowcy. Ta wiedza przyda nam się później.

Ojciec Leclerca, Herve, również ścigał się w jednomiejscowych bolidach. Był szanowanym kierowcą w kartingu, a w latach 80. i 90. zasilał stawkę Formuły 3. Niestety, Herve Leclerc zmarł w 2017 roku w wieku 54 lat. Jego syn trzy dni później wygrał kwalifikacje Formuły 2 w Baku. „Pomagał mi przez całe życie i wierzę, że pomógł mi również dzisiaj” – powiedział Charles. Na następne wyścigi zmienił barwy swojego kasku na takie, z jakimi rywalizował jego ojciec.

Leclerc jeździł gokartami przede wszystkim we Francji, gdzie odnosił sukcesy w latach 2005-2010. Później przesiadł się do klasy KF2 i występował na arenie międzynarodowej. W 2012 roku został wicemistrzem Europy oraz wicemistrzem świata do lat 18. Rok później również zajął drugie miejsce w mistrzostwach świata, przegrywając wyłącznie z… Maxem Verstappenem, swoim rówieśnikiem.

W 2014 przesiadł się do prawdziwego bolidu, startując w Formule Renault 2.0. Już w swoim debiutanckim sezonie pokazał wielką siłę, regularnie finiszując na podium, wygrywając dwa wyścigi i plasując się na drugim miejscu klasyfikacji generalnej. To doprowadziło go do Formuły 3, gdzie już w pierwszym weekendzie wyścigowym sezonu 2015 zajął pierwsze miejsce, będąc najlepszym w niedzielnej rywalizacji na Silverstone. Choć po pierwszej połowie sezonu prowadził w punktacji ogólnej, zakończył mistrzostwa na czwartym miejscu. W listopadzie wystartował jeszcze w Grand Prix Makau, gdzie był (znowu) drugi.

Udział w programie juniorskim Ferrari zapewnił mu posadę kierowcy testowego Formuły 1 już w 2016 roku. Charles kilkakrotnie jeździł bolidem Haasa w piątkowych sesjach treningowych, jednak priorytetem na tamten sezon były dla niego zawody GP3 Series. Tam bez większych problemów sięgnął po mistrzostwo, pokonując między innymi Nycka de Vriesa, który wcześniej jako jedyny był lepszy od Leclerca w Formule Renault.

Naturalnym krokiem dla Monakijczyka było przejście w 2017 roku do Formuły 2. Tutaj nastoletni kierowca nie pozostawił żadnych złudzeń. Nie tylko zdominował sezon, ale także pokazał się szerszej publiczności w popularnych zawodach. Leclerc roznosił konkurencję w kwalifikacjach, gdzie zazwyczaj zdobywał pole position tak pewnie, jak robi to Lewis Hamilton, a w samych wyścigach potrafił dawać jeszcze większy popis umiejętności.

Najlepszym tego przykładem był sprint w Bahrajnie, kiedy pewnie prowadził w wyścigu z 10 sekundami przewagi, ale postanowił zmienić szybko zużywające się opony. Leclerc mógł po prostu dowieźć zwycięstwo do mety, ale zamiast tego odbył pit stop, spadł na czternaste (!) miejsce na dziewięć okrążeń przed metą i… wyprzedził wszystkich odnosząc zwycięstwo. Od tamtego momentu kibice zaczęli bacznie obserwować młodego Charlesa.

Leclerc najprawdopodobniej pojedzie w 2018 roku w barwach zespołu Sauber, który od dłuższego czasu przypomina współczesną wersję Minardi – teamu, który wyraźnie odstaje od całej reszty stawki, ale jednocześnie służy jako szkółka dla przyszłych gwiazd poważnych ekip. Ale… czy tak nie było też w przeszłości?

W 2006 roku Felipe Massa przesiadł się z Saubera do Ferrari. Za tym transferem stał ponoć nie kto inny, a Nicolas Todt. Nie sugerujemy rzecz jasna, że Brazylijczyk dostał się do Scuderii wyłącznie po znajomości, ale bez wsparcia osób wysoko postawionych, mogłoby do tego nie dojść. Z resztą, nie trzeba przytaczać przykładów, żeby domyślić się, że dobre znajomości są w świecie Formuły 1 bardzo potrzebne, aby osiągać sukcesy.

A wiedzę o tym, jakie plany Ferrari ma wobec Leclerca, mamy nie od dziś. Kontrakt Raikkonena został przedłużony o jeden rok z dwóch powodów i oba są związane z Monakijczykiem. Po pierwsze, ekipa z Maranello nie odważyła się na to, by młodzieniec zadebiutował w silnym zespole, tak jak zrobił to McLaren z Hamiltonem 10 lat temu – stąd przedłużenie kontraktu. Po drugie, jeden sezon w Sauberze i Leclerc powinien być przygotowany do startów w czerwonym bolidzie – stąd przedłużenie tylko o rok.

Z boku można odnieść wrażenie, że Charles jest kierowcą tego samego kalibru, co wyżej wspomniany Hamilton. Może jednak faktycznie nie warto wrzucać go od razu na głęboką wodę, a dać mu pojeździć na tyłach w ramach treningu. Później z kolei, jeśli los pomoże, powinniśmy zobaczyć go w walce o największe trofea. Podium w składzie Leclerc, Verstappen, Ocon może być tylko kwestią czasu.

Niewiele brakowało, a Monakijczyk już jeździłby w Formule 1. Na sezon 2017 miał zastąpić Gutierreza w zespole Haasa, ale Guenther Steiner nie wyraził na to zgody, twierdząc, że jego team nie może sobie pozwolić na kierowców, których umiejętności są znakiem zapytania. Ekipa potrzebowała „pewniaków” do zdobywania punktów, bo bez tego całe to amerykańskie przedsięwzięcie mogłoby skończyć marnie. Dziś jednak można odnieść wrażenie, że Leclerc zasługuje sobie na fotel w zespole tego kalibru.

I taka opcja wciąż jest możliwa. Steiner nie wykluczył zatrudnienia go w przyszłości, a Haas współpracuje z Ferrari podobnie jak Sauber. Do tego także Mercedes prawdopodobnie będzie chciał zachować Pascala Wehrleina w Formule 1. Debiut w Haasie na pewno byłby dla Leclerca opcją atrakcyjniejszą. Tu da się zdobywać punkty, a co za tym idzie – robić większe wrażenie na obserwatorach.

Gdziekolwiek młody Monakijczyk nie wyląduje w 2018 roku – na pewno będzie to Formuła 1. I tu rozpoczyna się wielkie wyzwanie, próba umiejętności i walka o jak najlepszy fotel w kolejnych latach. Charles Leclerc ma teraz za zadanie dokonać tego, czego nie zdążył dokonać Jules, jego przyjaciel z dzieciństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *