Czy Formuła 1 pójdzie w ślady WRC?

Autor: | 24 stycznia 2017

Za nami pierwszy rajd sezonu 2017, który wprowadził WRC w nową erę. Teraz samochody są znacznie szybsze, agresywniejsze, głośniejsze, czyli po prostu dużo lepsze. Również Formuła 1 ma być w tym roku szybsza dzięki modyfikacji nadwozia i wprowadzeniu szerszych opon. Ale czy to znaczy, że będzie lepsza i ciekawsza? Są co do tego poważne wątpliwości.

Pod koniec 2015 roku ogłoszono, że Rajdowe Mistrzostwa Świata przejdą rewolucyjną zmianę. Światowa Rada Sportów Motorowych podjęła decyzję, że nowe rajdówki będą miały zwiększoną moc o około 80 koni mechanicznych, co da 380KM. Do tego inżynierowe dostali dużą swobodę w zaprojektowaniu nowego pakietu aerodynamicznego. Powiększono też tylny spojler i powrócono do centralnego dyferencjału.

Te zmiany sprawiły, że cały motorsportowy świat czekał na Rajd Monte Carlo, który otwierał nową erę WRC. Nie dość, że tutaj mogły się zaprezentować najnowsze maszyny, to jeszcze francusko-monakijska runda jest najtrudniejszą w całym kalendarzu, bowiem rywalizacja odbywa się w bardzo zróżnicowanych warunkach. Na jednym odcinku specjalnym znajdujemy suchy asfalt, lód oraz śnieg, co bardzo utrudnia jazdę kierowcom.

W Monako okazało się, że zmiany w mistrzostwach świata są strzałem w dziesiątkę. Rajd był piekielnie emocjonujący, a oglądanie nowych rajdówek w akcji jest niesamowitym przeżyciem, nawet dla fanów, którzy już wiele aut rajdowych widzieli i słyszeli. Może się wydawać, że jeśli chodzi o układ sił, to nic się nie zmieniło, bo cały czas na czele jest Sebastien Ogier, wyzwanie rzucił mu Jari-Matti Latvala, a wielkim heroizmem wykazał się Ott Tanak, który mimo uszkodzonego silnika nie dał się wyprzedzić rywalom i dowiózł trzecią lokatę (wyobrażacie sobie taki heroizm w F1?).

Jednak tutaj sęk nie leży w sprzęcie, a w umiejętnościach kierowcy, ponieważ nadal w rajdach to się bardziej liczy niż samochód. To zupełnie inna sytuacja niż w Formule 1. Porównanie tutaj jest bardzo proste. Czterokrotny mistrz świata Ogier od tego sezonu jeździ dla M-Sportu, czyli prywatnego zespołu, a mimo tego wygrał pierwszy rajd sezonu, pokazując, że jego dominacja nie jest przypadkiem. Wyobraźmy sobie, że Mercedes podobnie jak Volkswagen wycofuje się ze stawki i Lewis Hamilton nie mając lepszych opcji przechodzi do Force India. Czy wygrałby w pierwszej imprezie w roku? Odpowiedź nasuwa się sama.

2017montecarlo_sv_157_resize

Dość o WRC, przejdźmy do F1. Władze najlepszej serii wyścigowej świata, chcąc sprostać wymaganiom fanów zdecydowały się znacznie przyspieszyć bolidy, nakazując zmianę konstrukcji nadwozia i szerokość opon. Jednak już pojawiają się obawy, że Formuła 1 będzie nudna i przewidywalna, że w tej serii znów zagości procesja do mety. Niestety istnieje takie duże prawdopodobieństwo, bowiem poziom ładunku emocjonalnego nie jest największą zaletą F1.

Zmiany techniczne mają sprawić, że bolidy będą szybsze o 4-5 sekund, co na pewno będzie dobrym osiągnięciem. Jednak nadal nie tego najbardziej oczekują kibice i również eksperci. Wszyscy domagają się powrotu tankowania w trakcie wyścigów, zwiększenia liczby cylindrów w jednostce napędowej i pozbycia się hybrydowych rozwiązań na rzecz starej dobrej spalinówki, która sprawiała, że bez zatyczek do uszu można było ogłuchnąć. Teraz słyszymy świst turbosprężarki i pisk opon podczas hamowania. To zupełnie niespotykane dla fana F1 dźwięki. Do tego dochodzi też konstrukcja gumy. Dziś kierowcy niemal od pierwszych zakrętów muszą je oszczędzać, by wystarczyły na jak największą liczbę okrążeń. Pirelli podjęło się stworzenia bardziej wytrzymałego ogumienia, które pozwoli myśleć przede wszystkim o ściganiu. Już za dwa miesiące zobaczymy jak ze swojego zadania wywiązała się włoska firma.

W Formule 1 nie zawsze chodzi tylko o prędkość. Ważny jest dźwięk, który elektryzuje kibiców i emocje spowodowane akcjami na torze. A w ubiegłym sezonie jedyny emocjonujący wyścig odbył się na Interlagos i to głównie dzięki opadom deszczu. Ale i pogoda wtedy irytowała, bo kierowcy jechali bardzo długo za safety carem, w międzyczasie płacząc, że jest zbyt mokro i nic nie widać. W takiej sytuacji przypomina mi się Rajd Safari z 1992 roku czy chociażby Rajdy Walii, gdzie wycieraczki często nie nadążają, żeby zgarniać błoto z szyby i trzeba jechać ze stuprocentowym zaufaniem do notatek. Natomiast w F1 czeka się aż tor będzie suchy i będzie można spokojnie wznowić rywalizację. W sporcie samochodowym chyba nie do końca o to chodzi.

Reasumując – Pod względem wyzwań i trudności, z pewnością WRC już dawno wyprzedziło F1. Przywołajmy tu popularny mem sprzed paru miesięcy, na którym porównywana jest jazda rajdówki ze „zdjętym” całym przodem auta włącznie z lampami do poruszania się bolidem z delikatnie oberwanym przednim skrzydłem. Pod tym względem królowa sportów motorowych musi stać się z powrotem sportem dla mężczyzn, a nie łkających chłopaczków. Nie mam na myśli wszystkich kierowców, ale przynajmniej kilku znaczących zawodników.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne. WRC zrobiło milowy krok naprzód i już po pierwszym rajdzie można powiedzieć, że wejście w nową erę jest strzałem w dziesiątkę. W mistrzostwach świata będziemy mieli teraz więcej emocji i wydaje się, że żaden zespół nie stworzył samochodu znacznie lepszego niż konkurencja. Natomiast Formuła 1 od kilku lat każdą kolejną decyzją cofa się. Staje się mniej interesująca i emocjonująca. FIA doprowadziła do tego, że dziś przeciętny kibic nie do końca rozumie, w jaki sposób działa bolid. Nie wie po co ktoś nawrzucał w jednostkę napędową ten cały elektryczny osprzęt, który zabił charakterystykę F1. WRC wskoczyło na wyższy poziom, a Formuła 1 teraz musi gonić, by za bardzo nie pozostać w tyle.

pirelli-2017-tyre-test-at-le-castellet-mercedes-3