Fot. Williams Martini Racing


„Dostać się i wrócić tam, to jest hollywódzka historia” – wielki comeback Kubicy wciąż budzi emocje

Autor: | 1 grudnia 2018

Niby minęło osiem dni od ogłoszenia Williamsa, że Robert Kubica będzie ponownie ścigał się w Formule 1. Mimo wszystko wciąż ten fakt powoduje obecność gęsiej skórki i wielkie emocje. Tak na ludzi działa legenda sportu. 

Inspiracją do tego tekstu, z pewnością jest świetny materiał TVN, w którym wypowiadają się Artur Kubica, Marcin Czachorski (były menadżer RK) czy Kuba Gerber, z którym Robert miał pamiętny i fatalny wypadek.

Wróćmy więc do tego czasu. Jest 6 lutego 2011 roku. Z pozoru normalny, niedzielny poranek. Po raz kolejny Robert bierze udział w lokalnym włoskim rajdzie. To część umowy z Renault, które zezwala Polakowi na to. Tym razem jest to Ronde di Andora, a Kubica startuje nową Skodą Fabia S2000, pierwszą 4-napędową rajdówką, jaką prowadzi od 2005 roku. Niestety już na OS1 Polaków podbija na wybrzuszeniu w asfalcie i przy niewielkiej prędkości ocierają się bokiem o barierę. Pech chce, że w blasze nie ma śrub i po kontakcie auta z elementem, odwija się i wbija na wylot w samochód.

Bariera bardzo mocno zraniła prawą stronę ciała RK. Miał wybity bark, uszkodzony staw łokciowy, nadgarstek. Najbardziej ucierpiała dłoń, bowiem kierowca miał przerwane ścięgna i nerwy, więc ta część ciała znalazła się niemal poza ręką. Także złamał nogę i przez to, że długo czekał na pomoc, to powoli się wykrwawiał. Na szczęście w szpitalu uratowano mu życie. Operacja trwała siedem godzin i też w tym czasie prof. Igor Rosello pracował nad ręką zawodnika. Było zagrożenie, że będzie trzeba amputować dłoń, ale wszystko się udało. Wiemy, że ręka naszego rodaka nie jest w stanie idealnym, ale wydaje się, że przy tych obrażeniach, lepiej nie mogło być. Trzeba też sobie powiedzieć, że gdybyśmy nie mieli do czynienia z kierowcą F1, którego organizm jest przyzwyczajony do ogromnych przeciążeń i wytężonej pracy, to Kubica znajdowałby się obecnie w niebie.

Już po kilkunastu miesiącach zaczął starty w rajdach. Potem było mistrzostwo WRC-2, co Czachorski określił, że to coś, co nie miała prawa się wydarzyć. Ale RK to człowiek od zadań specjalnych i łamania stereotypów. On robi wszystko to, o czym ktoś mówi, że to niemożliwe.

Następnie startował przez ponad 2 sezony w królewskiej klasie WRC, zachwycając świat. W 2016 roku stwierdził, że chce wrócić do F1. Mocno schudł i rok później testował bolidy GP3 oraz Formuły E. Potem były testy F1 z Renault i Williamsem, co doprowadziło go do pozycji kierowcy rozwojowego i rezerwowego w ekipie z Grove. W tym roku ciężko pracował i wreszcie został kierowcą podstawowym ekipy w sezonie 2019. Kolejny raz przełamał bariery i pokazał, że w jego słowniku nie ma słowa „niemożliwe”.

Jego ojciec, Artur w materiale stwierdza, że jeśli cuda istnieją, to powrót Kubicy po ośmiu latach do Formuły 1 jest z pewnością cudem. Czachorski natomiast tłumaczy, że kierowców F1 jest mniej niż kosmonautów. Uważa, że dojście RK do tej serii wyścigowej w 2006 roku było unikalne, ale powrót po tylu latach jest już historią rodem z Hollywood.

– Kierowców Formuły 1 jest mniej niż kosmonautów na świecie. Do tego grona przypadkowi ludzie nie trafiają. Dostać się do Formuły 1, to jest rzecz absolutnie unikalna. Dostać się i wrócić tam, to jest hollywódzka historia – mówi były menadżer zawodnika.

Na koniec Kubica senior przyznał, że nie widział się z synem od momentu ogłoszenia decyzji przez Williamsa. Opowiedział, że chciałby mu powiedzieć, iż cieszy się z miejsca, w jakim Robert obecnie się znajduje. Ostatnie słowa były wzruszające, ponieważ stwierdził, że jest dumny z bycia jego ojcem.

Wciąż może panować euforia, że mamy swojego reprezentanta. Kubicy ta wielka radość z pewnością już przeszła, bowiem on skupia się na swojej pracy. Chce jak najbardziej pomóc teamowi w budowie auta na nowy sezon, by mógł walczyć o coś więcej niż miejsca 16-20.

Dziś dowiedzieliśmy się też, że w nowym sezonie będzie startował z numerem 88. Wszystko to brzmi i wygląda pięknie, tylko to czekanie. Pierwsze Grand Prix sezonu dopiero w marcu, ale czekamy osiem lat, więc i te nieco ponad 100 dni oczekiwania nas nie zbawi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *