Fot. Red Bull Racing


GP Austrii: Absolutna dominacja Verstappena i odcięcie prądu Kimiego

Autor: | 5 lipca 2021

Max Verstappen (Red Bull) zwyciężył w wyścigu o Grand Prix Austrii na torze w Spielbergu. Dla Holendra to było piąte zwycięstwo w sezonie i trzecie z rzędu. Młody zawodnik w ten sposób umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej i ma już 32 punkty zapasu nad Lewisem Hamiltonem (Mercedes). Na podium oprócz lidera cyklu stanęli także Valtteri Bottas (Mercedes) oraz Lando Norris (McLaren).

Pogoda była ponownie optymalna do rywalizacji. Wcześniej przepowiadano, że w niedzielę będzie padał deszcz, ale nic takiego się nie wydarzyło. Było jednak chłodniej w ten weekend, bowiem w trakcie rywalizacji temperatura powietrza wynosiła 21 stopni Celsjusza, a nawierzchnia toru nagrzewała się do 35 kresek. Miało to znacznie, ponieważ w ten weekend korzystano z innych opon niż podczas Grand Prix Styrii. Wybrano dla kierowców mieszanki od C3 do C5, a więc te najbardziej miękkie z dostępnych. Gdyby było gorąco, jak w zeszłym tygodniu to miałoby to spore znaczenie, bowiem zużycie byłoby spore, ale było inaczej, więc różnice nie były duże, porównując oba weekendy.

Verstappen kolejny raz wykorzystał potencjał swojego bolidu i był klasą sam dla siebie. Wygrał kwalifikacje, wyścig i zaliczył najszybsze pojedyncze okrążenie. Miał też minimalną dozę szczęścia, bowiem jego drugi pit stop nie był planowany. Zawołano go, ponieważ jedna z jego opon była przecięta przez odłamki, który leżały na torze, więc miał trochę szczęścia, że Mercedes był o tyle słabszy w Austrii i mógł wypracować sobie taką przewagę, by nie stracić prowadzenia. Drugi Bottas startował z piątego pola i powoli się przebijał, ale cały czas zostawał za Hamiltonem. Jednak Norrisa wyprzedził i mógł swobodnie jechać. W momencie, w którym okazało się, że Hamilton ma uszkodzenia z pierwszych okrążeń i po prostu jest wolny, zabroniono mu atakować kolegę z teamu, ale potem stwierdzono, że przez to Norris szybko dojedzie do Mercedesów i będzie mógł oba pojazdy wyprzedzić, więc pokonał Lewisa i spokojnie dowiózł drugie miejsce.

Norris pokazał klasę w ten weekend, już po raz kolejny, notując trzecie podium w sezonie. Lando początkowo ścierał się z Sergio Perezem (Red Bull) i wywiózł go na żwir na wyjściu z czwartego zakrętu. Przez to Meksykanin stracił kilka pozycji, a Lando otrzymał pięć sekund kary. Starał się trzymać Mercedesy za sobą, a kiedy Hamilton go wyprzedził, to sam 7-krotny mistrz świata zakomunikował, że zawodnik McLarena to świetny kierowca. W drugiej części wyścigu jechał równo i kiedy Lewisowi bardzo doskwierał samochód, to spokojnie go wyprzedził. Lewis uszkodził auto na pierwszych kółkach, w walce z Bottasem prawdopodobnie, bowiem nie było większego starcia ani z Norrisem ani z Perezem. Próbował robić co się dało, ale w drugiej połowie rywalizacji samochód spisywał się źle, a do tego mocno zużywały się opony. Nawet po ich zmianie nie był w stanie jechać dobrym tempem i tym razem nie stanął na podium.

Carlos Sainz (Ferrari) po raz kolejny pokazał bardzo dobre tempo wyścigowe na Red Bull Ringu. Startował z drugiej dziesiątki, ale przebijał się, a do tego mądrze zarządzał oponami i przedłużył pierwszy stint. W końcówce miał najświeższe ogumienie i mógł gonić, co się udało. Tuż za nim kończy Perez, który sporo nabroił w te popołudnie. Meksykanin najpierw został wypchnięty przez Norrisa, ale w dalszej części to samo zrobił Charlesowi Leclercowi (Ferrari). Zainkasował łącznie 10 sekund kary za te manewry i mimo dobrej jazdy w końcówce nie zdołał wypracować sobie odpowiedniej przewagi nad Sainzem. Ogólnie miał tempo, ale starcia, w których brał udział kosztowały go dużo czasu.

Kolejny raz Daniel Ricciardo (McLaren) odstawał od Norrisa, jednak za sam wyścig można go pochwalić. Kwalifikacje znów miał kiepskie, ale w niedzielę pokazywał tempo i walczył z Perezem oraz dwójką Ferrari. Cały czas nie jest to jazda, jakiej się od niego oczekuje, ale już były symptomy pozytywne. Za nim kończy wspomniany Leclerc, który podobnie jak Sainz miał tempo i mógł skończyć rywalizację około piątej pozycji, ale walka z Perezem dużo go kosztowała. Dwa razy przejeżdżał przez żwir, niszczył opony i wypadał z rytmy, dlatego nawet Daniela nie udało mu się pokonać, mimo że był szybszy. Pierre Gasly (Alpha Tauri) miał dobre kwalifikacje, a w wyścigu zastosowano agresywną strategię dwóch pit stopów, też dlatego, że w Q2 używał miękkich opon, a nie pośrednich. Jednak różnice w środku stawki nie są duże i nie jest łatwo wyprzedzać, przez co Francuz nie wyciągnął z tego weekendu tylu punktów, ilu by oczekiwał.

Dziesiątkę zamknął Fernando Alonso (Alpine). Hiszpan konsekwentnie parł do przodu przez cały wyścig, chociaż startował dopiero z 14. pozycji. Wiązało się to jednak z zablokowaniem w Q2 przez Sebastiana Vettela (Aston Martin). Ostatecznie wbił się do dziesiątki, co nie ucieszyło wielu fanów, bowiem wyprzedził George’a Russella (Williams), który liczył na pierwszy punkt dla tego teamu. Nawet stwierdził, że było mu przykro, że musiał rywalizować o ten punkt akurat z Brytyjczykiem.

George pojechał dobry wyścig i miał szansę na spełnienie tego, o czym mówi się od miesięcy. Jednak znów się nie udało i wciąż ostatnim zdobywcą punktu dla Williamsa jest Robert Kubica, który dokonał tego w Grand Prix Niemiec 2019. Yuki Tsunida (Alpha Tauri) ukończył jazdę na dwunastej lokacie. Początkowo jechał za Gaslym na siódmym miejscu, ale sam pozbawił się szans na punkty. Japończyk dwukrotnie najechał na białą linię przy zjeździe do alei serwisowej, za co łącznie otrzymał 10 sekund kary. Za nim uplasował się Lance Stroll (Aston Martin), który nie pojechał dobrego wyścigu. Odstawał od Vettela, chociaż startował wyżej. Ostatecznie zaliczył bezbarwny wyścig. Za wiele nie można też powiedzieć o Antonio Giovinazzim (Alfa Romeo). Włoch nie miał tempa na walkę o dziesiątką i można napisać, że po prostu zaliczył tę rywalizację. Nicholas Latifi (Williams) już tradycyjnie mocno odbiegał swoją jakością od Russella. Wygrał tylko z Haasem, więc nie ma tu wielkiego pola do pochwał. Kanadyjczyk dostał karę 10 sekund stop&go, co zamieniono po wyścigu na dodanie 30 sekund do czasu. Było to spowodowane tym, że nie zwolnił przy żółtej fladze na ostatnim kółku.

Kimi Raikkonen (Alfa Romeo) miał podobną strategię, jak Sainz. Jechał dobrze i walczył z Russellem na ostatnim okrążenie, gdy jednak coś mu się przestawiło. Popełnił błąd, przez który Vettel z łatwością go wyprzedził, a Fin po prostu w niego wjechał. Zachował się tak, jakby Niemca tam nie było, za co otrzymał 20 sekund kary po wyścigu. Niemiec dostał karę za zablokowanie Alonso w kwalifikacjach, co było dość przypadkowe, ale Hiszpan miał zepsute kółko, więc upomnienie było oczywiste. Jechał niezły wyścig, chociaż strategia rozpoczynania wyścigu na miękkich gumach nie była szczęśliwa, ale takich użył w Q2. Skończyłby wyścig w okolicy 11-12 miejsca, ale Raikkonen sprawił, że obaj nie osiągnęli mety, chociaż zostali sklasyfikowani. Stawkę aut, które ukończyły rywalizację uzupełnili Mick Schumacher i Nikita Mazepin (Haas), którzy tradycyjnie znaleźli się na szarym końcu wyścigu. Nie zaskakuje też to, że Niemiec był znacznie lepszy niż Rosjanin. Nikita do tego otrzymał karę, identyczną jak Latifi za niezwolnienie przy żółtej fladze na ostatnim okrążeniu. Esteban Ocon (Alpine) wycofał się już na pierwszym kółku, po tym jak zderzył się z Giovinazzim i uszkodził prawe przednie zawieszenie swojego samochodu.

Kolejnym wyścigiem będzie Grand Prix Wielkiej Brytanii na torze Silverstone, które odbędzie się za dwa tygodnie. To będzie weekend specyficzny, bowiem po raz pierwszy będziemy mieli wyścig sprinterski w sobotę. To oznacza, że w piątek będziemy mieli pierwszy trening i kwalifikacje do sprintu, w sobotę drugi trening i wyścig na dystansie 100 kilometrów, a w niedzielę wyścig główny, dla którego kolejność startową ustali właśnie krótsza forma rywalizacji, która odbędzie się w sobotę.

Fot. Formula 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *