Fot. Scuderia Ferrari


GP Japonii: Świetne Ferrari, fatalny Williams

Autor: | 13 października 2019

Sebastian Vettel wygrał kwalifikacje do wyścigu o Grand Prix Japonii na Suzuce. Dla Niemca to już 57. Pole Position w karierze. Obok niego w pierwszej linii ustawi się Charles Leclerc, a drugą stanowić będą Valtteri Bottas i Lewis Hamilton.

Po tajfunie Hagibis nie było już śladu. Świeciło słońce, a temperatura powietrza wynosiła 22 stopnie Celsjusza. Z kolei tor był cieplejszy o dwanaście stopni. Mieliśmy natomiast spory wiatr o prędkości 21km/h.

Q1 zostało szybko przerwane przez wypadek Roberta Kubicy. Polak bardzo wolno jechał w ostatnim zakręcie, ale w pewnym momencie samochód nie chciał skręcić i Williams uderzył w ścianę. Kierowca określił to mianem „cholernego żartu”. Po tym mieliśmy czerwoną flagę, a porządkowi zaczęli usuwać bolid Kubicy z toru.

Powrócono do jazdy i zaraz w tym samym miejscu wyleciał Kevin Magnussen, jednak on stracił panowanie nad autem, a samochód Kubicy po prostu nie skręcał. Robert przyznał, że przed kwalifikacjami w zespole wydarzyły się rzeczy, które nie miały prawa się stać, dlatego też miał takie kłopoty. Po kolejnej czerwonej fladze na czele mieliśmy Ferrari z Charlesem Leclerkiem za kierownicą. Dalej byli Lewis Hamilton, Max Verstappen, Lando Norris, Valtteri Bottas i Sebastian Vettel. Z dalszej walki oprócz Kubicy i Magnussena odpadli Russell, Perez oraz niespodziewanie Ricciardo.

W drugiej części kwalifikacji nie mieliśmy takich kłopotów, jak w pierwszej. Jednak tu już do głosu doszedł Mercedes, więc najszybszy był Bottas przed Hamiltonem, a dopiero dalej znaleźli się Albon, Vettel, Leclerc i Verstappen. do Q3 nie awansowali finalnie Giovinazzi, Stroll, Raikkonen, Kwiat i Hulkenberg. Niemiec miał kłopoty z układem hydraulicznym i nie mógł przejechać dobrego kółka.

W trzeciej części z kolei rządziło Ferrari. Po Pole Position z czasem 1:27,064. Tuż za nim uplasował się Leclerc, a także Bottas. Niespodziewanie Hamilton uległ koledze z zespołu, a dalej byli Verstappen, Albon, Sainz, Norris, Gasly i Grosjean.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *