fot. Twitter @JolyonPalmer


Karma – historia porażki Jolyona Palmera

Autor: | 8 października 2017

Nikt nigdy nie oczekiwał, że będzie z niego drugi Jenson Button, ale też nikt nigdy nie życzył mu kariery pełnej niepowodzeń, a tym bardziej upokorzenia. Jak więc doszło do tego, że marzenie Jolyona Palmera przerodziło się w koszmar?

Może to być zaskoczeniem, ale pierwszy raz zwróciłem uwagę na Jolyona Palmera już w 2007 roku. Odpalając na konsoli trzecią odsłonę gry Toca Race Driver zaciekawiły mnie mistrzostwa nazwane „Formuła Palmer Audi”. Z daleka wszystko wyglądało OK – szybkie bolidy sygnowane jedną z największych marek samochodowych na świecie. Była to zdecydowanie jedna z moich ulubionych serii w tym tytule. Na jeden fakt trudno było mi jednak przymknąć oko.

Jednym z wirtualnych zawodników startującym w Formule Palmer był Jolyon Palmer. Na dodatek jeździł on bolidem oznaczonym numerem #1. Choć na początku pomyślałem, że właściciel serii może ścigać się hobbystycznie, to szybko dotarło do mnie, że ten Palmer może być synem tamtego Palmera. A jak trudne może być zwyciężanie Palmerem w jego własnych mistrzostwach?

Oczywiście żadne wielkie przekręty nigdy nie miały miejsca, ale przyznajcie sami – trudno nie patrzeć podejrzliwie na coś takiego, nawet w grze komputerowej. W rzeczywistości Jolyon Palmer przystępował do Formuły Palmer w bardzo młodym wieku i nie wyniki, a przygotowanie do startów w poważniejszych maszynach było dla niego priorytetem.

Przez dwa lata Palmer wygrał trzy wyścigi Formuły Palmer w zespole Palmer. W 2009 roku jego ojciec, Jonathan Palmer, zapewnił Palmerowi miejsce w Formule 2, której właścicielem był Palmer. Palmer jeździł tam do 2010 roku, zanim Palmer przestał ją organizować.

Odłóżmy jednak Palmerowanie na bok, bo dosyć nieoczekiwanie kariera młodego Brytyjczyka zaczęła być dosyć obiecująca. Fakt faktem, swój debiutancki sezon w GP2 zaliczył bez ani jednego punktu, ale po pierwsze – jego zespół, Arden International, pozostawiał wiele do życzenia, a po drugie – mający niedługo zadebiutować w F1 Esteban Gutierrez i Max Chilton wcale nie radzili sobie o wiele lepiej. Z kolejnymi sezonami Palmer notował coraz lepsze rezultaty, aż w końcu został mistrzem GP2 Series w 2014 roku, pokonując Felipe Nasra i Stoffela Vandoorne’a.

W 2015 roku Jolyon został kierowcą testowym Lotusa, który niedługo miał przeobrazić się ponownie w fabryczne Renault. Realizatorzy transmisji z wyścigów Grand Prix upodobali sobie wtedy pokazywanie Palmera niemal za każdym razem, gdy Pastor Maldonado rozbijał bolid, sugerując, że zastąpi on Wenezuelczyka w przyszłym sezonie. Brytyjczyk brał z resztą udział w większości piątkowych treningów, więc oczywistym było, że jest on przygotowywany do debiutu. Oprócz testów jednak, nigdzie się nie ścigał, co zdaniem wielu doświadczonych kierowców potrafi wybić z rytmu.

Gdy potwierdzono Palmera na sezon 2016, pojawiały się głosy, że o wyborze Renault zadecydowało przede wszystkim nazwisko, a nie umiejętności zawodnika. Nie zmieniało to jednak faktu, że należało dać Jolyonowi szansę. Spełnił on swoje marzenie o zasileniu stawki mistrzostw świata Formuły 1 i teraz przyszedł czas jego próby. Znalazł się w zespole, który nie miał zamiaru walczyć o wysokie lokaty – najzwyczajniej w świecie był słaby. Oprócz tego jego team-partnerem miał być niezbyt doświadczony Kevin Magnussen. Oczekiwania były więc naprawdę niewielkie. Co mogło pójść nie tak?

Tak… wyniki mówią same za siebie. Palmer zdobył w 2016 roku jeden punkt, głównie z powodu katastrofy Lewisa Hamiltona w Grand Prix Malezji. Gdyby po tamtym sezonie Jolyon usunął się w cień, nie stało by się nic złego. W przeszłości wielu zawodników mówiło „do widzenia” po jednym sezonie, bo po prostu się nie sprawdzili. Tak w życiu bywa. Niestety, wizerunek Palmera, jak i całego Renault dostał mocne baty, bo zespół postanowił dosyć głośno wyrzucić Magnussena, który ich zdaniem… „rozczarował”. Co wydawało się dosyć dziwne, bo Kevin sprawiał wtedy wrażenie jedynej rzeczy, która w Renault jako-tako działała. Duńczyk robił co mógł i wyciskał naprawdę sporo z bolidu, który był wolny, wadliwy, a raz nawet chciał go zabić. W zamian za to usłyszał mało eleganckie „wynoś się”.

Palmer z kolei dostał drugą szansę i obok Nico Hulkenberga reprezentował francuski team w sezonie 2017. I to właśnie tutaj marzenie Jolyona przerodziło się w koszmar. Partner z zespołu był dla niego bezlitosny, pokonując go za każdym razem. Chyba nawet Witalij Pietrow nie dostał takiego manta od Kubicy, co Palmer od Hulka. Przed oczami całego świata rysował się obraz tego, co można zrobić z bolidem Renault, a co jest nim robione.

Jeszcze bardziej bezlitosny był dla Brytyjczyka Internet. Społeczność fanów Formuły 1 nieustannie żartowała z kierowcy. Wszyscy mieli na uwadze, że Jolyon to bardzo sympatyczny facet, ale nikt nie potrafił zrozumieć, co on jeszcze robi w F1. Poważnego stosunku do niego nie miało nawet jego szefostwo – o utracie fotela Palmer dowiedział się z sieci. Nie wiemy, czy z fachowego źródła, czy też z memów.

I to właściwie tyle. Nadużycie „władzy” nie wyszło Jolyonowi na dobre. Ta historia powinna skończyć się już rok temu, po cichu, bez większego echa. Zamiast tego nazwisko Palmera przez ostatnie kilka miesięcy stało się prawdopodobnie najmniej szanowanym nazwiskiem w padoku Formuły 1. Dziś ten koszmar się kończy.

Powodzenia w dalszym życiu Jolyon. Pamiętaj, że nikt ci źle nie życzy.

Jeden komentarz we wpisie: “Karma – historia porażki Jolyona Palmera

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *