Koniec spania, pobudka!

Autor: | 21 marca 2017

Niedziela, 6:00. Lista czynności do zrobienia nie jest długa – zjeść śniadanie, zaparzyć kawę, załączyć telewizor i nastawić na odpowiedni kanał. Wszystko wydaje się być proste, o ile urządzenia w naszym domu działają lepiej, niż silnik Hondy.

Obserwowanie nowych, ładniejszych i szybszych bolidów podróżujących po torze Catalunya było ekscytującym przeżyciem, ale gdy te same maszyny ruszą do bezpośredniej walki o pierwszy zakręt Albert Park, wielu z nas może nie wysiedzieć w fotelu. O to, że start wyścigu o Grand Prix Australii będzie emocjonujący nie musimy się martwić. O resztę już tak.

Jak będzie, nie wie nikt, ale Ferrari zwiększyło nasze apetyty w kwestii walki zespołowej w sezonie 2017. Zima była dla „czerwonych” tak udana, że wiele osób widzi w nich faworyta mistrzostw, a przynajmniej pierwszej części sezonu. Potwierdzeniem ich wysokiej formy mają być dobre czasy Haasa, używającego tego samego silnika. W odróżnieniu do tego, co obserwowaliśmy w zeszłym roku, teraz wszyscy mówią dobrze o Ferrari, a Ferrari woli nie mówić w ogóle.

– Niczego nie da się przewidzieć, testy nie pokazują układu sił. Dopiero wyścigi udowodnią jak dobrze przepracowaliśmy zimę i jak silni są rywale – mówi Sebastian Vettel.

Załóżmy więc, że rywale są jednak silniejsi. Dużo silniejsi. Nie ma przecież podstaw, aby Mercedes miał nie być silny. Wiemy, co potrafią, jak pracują i z jakim zapleczem startują w mistrzostwach. To zespół niemal idealny pod każdym względem i nikogo nie powinno zdziwić, jeśli w 2017 roku ponownie będą siłą dominującą. Na co wtedy możemy liczyć? Na Bottasa.

Valtteri stał się posiadaczem złotego biletu. Teraz to on jest kierowcą, który musi stawić czoła Hamiltonowi. W tym roku okaże się, jak wiele jest wart. Jego dotychczasowe starty za kółkiem Williamsa sugerują, że powinien poradzić sobie co najmniej bardzo dobrze. Tylko, że „bardzo dobrze” może nie wystarczyć na Lewisa. Bottas jest silny i zrobi swoje, ale czy będzie wystarczająco błyskotliwy, by dojeżdżać do mety przed rywalami?

Z jakiegoś powodu wiele osób z góry skazało Fina na pożarcie. Zupełnie jakby nikt nie pamiętał, dlaczego Valtteri w ogóle znalazł się w Mercedesie. A tak się składa, że Hamiltona ogrywało już kilku kierowców. Wśród jego byłych team-partnerów, tylko Kovalainen nie może pochwalić się tytułem mistrza świata.

W kolejce po sukcesy mamy też dwóch reprezentantów Red Bulla – Verstappena i Ricciardo. Obaj jednak zdają się być w nie najlepszej sytuacji, bowiem ich samochód najwyraźniej odstaje od ścisłej czołówki. Niektórych rzeczy nie da się ominąć i nawet jeśli zarówno kontakty z Renault, jak i osiągi silnika uległy znaczącej poprawie, strata wciąż może być zbyt duża, aby „Byki” stać było na coś więcej, niż miejsca na podium.

– Musimy poczekać, aby zobaczyć jak szybcy jesteśmy, ale nie wydaje mi się, abyśmy byli najlepsi. W trakcie sezonu wiele może się zmienić, jednak w pierwszych wyścigach nie będziemy walczyć o zwycięstwa. Ferrari i Mercedes są przed nami – uważa Max Verstappen.

Red Bull jest zespołem, który celuje w najwyższe pozycje i zrobi wszystko, aby być w ścisłej czołówce. Nie będą oglądać się za siebie, gdzie po piętach deptać spróbują im biały Williams, różowe Force India, żółte Renault i pomarańczowy… nie no, bez przesady. Pomarańcze są smaczne i zdrowe, więc powinno się je zjadać.

McLaren może nawet zostać pożarty w całości, jeśli nie wydarzy się cud. To, co działo się z silnikami Hondy w trakcie testów w Barcelonie było wręcz nie do uwierzenia. Po dwóch latach oglądania Fernando Alonso walczącego o nic, jego kibiców czeka prawdopodobnie jeszcze gorszy rok. Memy powodujące śmiech przez łzy wylewają się z każdego zakamarka Internetu. Honda stała się pośmiewiskiem Formuły 1, choć sezon nawet jeszcze nie wystartował.

– Bierzemy udział w mistrzostwach świata, więc oczywiście że presja jest ogromna. Kładziemy duży nacisk na nasze relacje i tego samego oczekujemy od Hondy, nie możemy wykonywać kroków w tył. Oboje mamy swoje zadania do wykonania, ale pracujemy jako jeden zespół – mówił Eric Boullier.

Wygląda więc na to, że wszyscy poza McLarenem są gotowi do startu. I my również nie możemy się doczekać!

Jest tyle nowych fajnych rzeczy
Tyle nowych fajnych spraw
Jest tyle nowych fajnych zdarzeń
Jest tyle spraw…