Fot. Williams Martini Racing


Kubica zrobił swój program, ale nowe „fachowe” media wiedzą lepiej

Autor: | 28 listopada 2018

Być może to walka z wiatrakami, na którą powinniśmy być przygotowani. Jednak dzisiejsze tytuły serwisów internetowych „poważnych” portali mocno zażenowały. W takiej sytuacji nie chcę siedzieć cicho.

Od początku staraliśmy się (my, dziennikarze zajmujący się sportem motorowym przed nową „Kubicomanią”) nakierować, że testy są ważne, ale nie czasy na nich osiągane. Bowiem każdy kierowca ma inny program przewidziany przez zespół, ale nic to nie dało. Zaczęło się od ostatniego czasu Roberta Kubicy w treningu, choć przed nim Polak mówił, że będzie się przygotowywał do testów opon, jednak nie dotarło i media ogłosiły wielką tragedię.

Potem testy. Wczoraj jeszcze było względnie w porządku. Dziewiąty czas, w dodatku przed Georgem Russellem, czyli świetnie. Wszak najważniejsze być przed zespołowym partnerem, a to czy dobrze przygotujemy się do nowego sezonu? A kogo to obchodzi. Dziś czasy były słabsze, więc znów mieliśmy lament. Z tym, że znacznie bardziej żenujący niż w piątkowy poranek.

Na Sport.pl mogliśmy czytać, że RK takie czasy mógłby kręcić na rowerze, ale nie bolidem. Inni eksperci z Wirtualnej Polski napisali, że kierowca Williamsa mało jeździł, ponieważ stracił za dużo czasu na rozmowy z inżynierami. A przecież to istota testów.W jednej ze stacji radiowych nabijano się, że Kubica ma czas o 8 sekund wolniejszy od Leclerca i 4 od Giovinazziego. A tłumaczyliśmy, że Robert jest liderem zespołu, więc jego program będzie bardziej złożony i odpowiedzialny.

Drodzy nowi fachowcy i eksperci, którzy od sześciu dni zjadacie zęby na Formule 1. Nasz rodak miał program wyboru gum na pierwsze rundy nowego sezonu. To oznacza, że musiał je sprawdzać przede wszystkim na długich stintach i różnych ustawieniach.

Najlepiej będzie przeczytać informacje od Williamsa. Zespół jest zadowolony z efektów, Robert i George także, bo bez kłopotu wykonali swoje założenia. I oto w tym chodzi. Czasy będą ważne za ponad cztery miesiące podczas kwalifikacji w Australii, ale nie dzisiaj.

Nie wspomnimy już o tych tytułach, że Kubica wolniejszy od Russella, bo to widnieje chyba na każdym mainstreamowym portalu. Nie mamy pretensji o to, że w dużym serwisie ktoś nie zna się na F1, bo to nie jest sport dla każdego. Dla niektórych jest zbyt skomplikowany, by go zrozumieli. Lecz koledzy, wtedy za to się nie bierzcie. Wtedy unikniecie kolejnych kompromitacji.

Spodziewaliśmy się, że euforia z powrotu Kubicy do ścigania w F1 będzie krótkotrwała, a zaraz będzie on celem numer jeden nowych znawców. Tak też się dzieje. Dokopanie Robertowi w dzisiejszych czasach jest fajne, bo dzięki temu ludzie nie znający się na sporcie motorowym klikają. Wściekli fani RK komentują i prostują, czym w redakcjach nikt się nie przejmuje.

W miarę możliwości musimy omijać tych „fachowców”, bo tego się nie uniknie. Każdy najdrobniejsza wpadka Polaka będzie po tysiąckroć odnotowana, a sukcesy będą umniejszane. Pamiętajmy, że nasze rodzime duże media są skierowane do stereotypowego Polaka. Takiego, który ciężko pracuje, wypełniony jest złością, bo mało zarabia, więc woli kogoś ochrzanić niż pochwalić. To normalne. To właśnie w cudzysłowie nazywa się „Polaczkowatością”.

Większość z Was na szczęście interesuje się motorsportem od lat, więc Wam tłumaczyć nie trzeba co oznaczają testy i po co się je organizuje. Innych możemy nauczać i jeśli dotrze to do części nowych fanów, to już będzie sukces. Tego sobie i Wam życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *