Max Verstappen, czyli młody i kontrowersyjny talent

Autor: | 30 sierpnia 2016

Końca kontrowersji wokół GP Belgii nie widać. W głównej roli występuje Max Verstappen. W naszym artykule postaraliśmy się przytoczyć kilka wypowiedzi i zobrazować sytuację, jaka obecnie panuje w Formule 1. Może jeden ruch kierownicą na prostej Kemmel znaczy coś więcej?

Grand Prix Belgii 2016 zostanie zapamiętane na długo. Wyścigi na Spa-Francorchamps zawsze są wyjątkowe. Nieprzewidywalna pogoda, fantastyczne zakręty. Jednak w tym roku główną rolę odegrali kierowcy. W końcu w sporcie najważniejszy powinien być zawodnik. Mieliśmy kolizje w pierwszym zakręcie, z udziałem  samochodów w tych samych barwach. Ogromną kraksę Kevina Magnussena. Fantastyczny powrót Fernando Alonso i Lewisa Hamiltona, startujących z końca stawki, czerwoną flagę. Jednak to lokalny faworyt, Max Verstappen, sprawił, że trzynasta runda tegorocznych mistrzostw świata jest tak często komentowana w mediach. Nie stało się to jednak za sprawą fantastycznego rezultatu. Warto zobaczyć skrót wyścigu, który znajduje się tutaj. Swoją drogą, jest świetnym argumentem przeciwko osobom, mówiącym, że Formuła 1 to tylko jazda w kółko.

Max Verstappen to młody talent. Ma 18 lat. Zrobił błyskawiczną karierę, niesamowicie szybko znajdując fotel w zespole liczącym się w walce o duże punkty. Po dobrym sezonie 2015 w barwach Toro Rosso doceniano jego umiejętności walki na torze, chwalono za jazdę. Przed tegorocznym GP Australii wszyscy myśleli – czy Holender stanie w tym roku na podium? W historii, kierowca STR tylko raz oblewał się szampanem, a był to Sebastian Vettel, sensacyjnie triumfujący w ulewnym GP Włoch 2008. Max jeszcze dobrze nie pozbierał się po awarii w Rosji, a już był w drodze do Milton-Keynes. Do Faenzy wrócił natomiast, zdegradowany za storpedowanie Vettela, Daniił Kvyat. Syn Josa Verstappena zachwycił świat, wygrywając swój pierwszy wyścig w barwach Red Bulla. Bezbłędnie wykorzystał prezent w postaci kolizji Mercedesów i przyjechał na metę pierwszy. Po kolejnych wizytach na podium zachwytów praktycznie nie było końca. Dopiero w GP Węgier kontrowersje wywołały twarde obrony Maxa przed Kimim Raikkonenem. Fin stracił wtedy kawałek przedniego skrzydła. Prawdziwa burza rozpętała się po GP Belgii.

Co wydarzyło się w niedzielne popołudnie na Spa-Francorchamps?

Holender brał udział w kolizji w pierwszym zakręcie. Po słabym starcie wykonał optymistyczny manewr, atakując Kimiego po wewnętrznej. W tamtej sytuacji nabroił Sebastian Vettel, skręcając zbyt ciasno i zahaczając swojego kolegę z zespołu, który z kolei uderzył Maxa. Ciężko doszukiwać się tutaj winy kierowcy Red Bulla. Bardzo dużo kontrowersji stworzyły jednak jego następne manewry. Verstappen najpierw agresywnie zamknął drzwi Finowi w sekcji Les Combes. W czasach niekonsekwencji w Formule 1 niektórzy mogliby otrzymać za to karę.  Następnie, wykonał niesamowicie kontrowersyjną i trudną w ocenie obronę, zmieniając tor jazdy na prostej Kemmel, jadąc ponad 315km/h. Przed kraksą kierowców uchronił tylko refleks Raikkonena, który od razu zahamował. Dyskusje o tym manewrze trwają do dzisiaj. Pojawiają się naprawdę ostre wypowiedzi, np. Jacquesa Villeneuvea. Kanadyjczyk wspomina o ryzyku utraty zdrowia, z kolei Niki Lauda wysyła osiemnastolatka do szkoły. Kibice, szczególnie fani Ferrari, nie szczędzą negatywnych epitetów na portalach społecznościowych. Wypowiedź mistrza świata z 1997 roku dotyka wielu spraw. Wielu poważnych spraw, o które można mieć pretensje do włodarzy Formuły 1.

– Problemem jest to, że FIA wydaje się chronić Maxa. Chcą z niego zrobić gwiazdę. Popatrzcie na GP Niemiec. Tam skręcał na prostej, Rosberg przestrzelił punkt hamowania, pojechał za szeroko. I dostał karę. Za coś, co nie było nawet jego winą. Coś tutaj jest nie tak. Po słabym starcie musisz zaakceptować swoją sytuację. Nie można się potem bronić, że ktoś zniszczył mi wyścig. Wyluzuj. Podjąłeś ryzyko, ale nie opłaciło się. Trudno, takie jest życie. Jednak to, co zrobiłeś na prostej, było nie do zaakceptowania. Te dwie sytuacje z Kimim. Wyluzuj, bo kogoś zabijesz. Kierowcy muszą się szanować. Ostre ściganie jest piękne, ale do pewnego momentu. Nie możesz zmuszać kogoś, by hamował na środku prostej, wypychać go poza tor. To bardzo niebezpieczne. Kiedyś kierowcy rozwiązaliby to między sobą, teraz można za to stracić licencję. Jednak na Igrzyskach sędziowie tracili licencje. Coś takiego mogłoby się tutaj zdarzyć – ostro komentuje sprawę Kanadyjczyk.

Bardzo łatwo jest wskazać problemy, o których mówił Villeneuve. Skupmy się na sędziach i niekonsekwencji w ich decyzjach, ponieważ niekonsekwencja też ma swoje konsekwencje. Decyzje w tym roku są bardzo dziwne. Wielu powiedziałoby, że jest tak od kilku lat. I nie minęliby się z prawdą. Przecież zainteresowanie wyścigami F1 nie spadło bez powodu. Z jakiegoś powodu grupa osób o 14:00 w niedzielę nie ściska już kciuków za ulubionych kierowców, bo nie daje im to tyle frajdy, co kiedyś. Fernando Alonso komentował to, przywołując, że w piłce nożnej nie zmienia się rozmiaru bramki co mecz. Tymczasem w Formule 1 raz można kogoś kopać, a raz tylko popychać. Przykładów nie brakuje. Jest różnica w wypchaniu kogoś na asfaltowe pobocze, a w zajechaniu drogi na środku prostej. Carlos Sainz w Rosji został ukarany za wypchanie Jolyona Palmera na asfaltowe pobocze. Sebastian Vettel w Wielkiej Brytanii miał podobną sytuację, wypychając Felipe Massę. Podobnie jak Rosberg w Niemczech. Dlaczego więc nikt nie ukarał Verstappena? I tutaj pojawia się problem interpretacji. Problem, który można nazwać chorobą sportu. Tam gdzie sport, tam i sędziowie. Max zachował się przepisowo. Zmienił tor jazdy raz, podczas obrony. Więc skąd ten szum?

Skutki mogą być różne

Gdyby nic nie było na rzeczy, to nikt by się nie odezwał. Najwyraźniej istnieją niepisane przepisy, których trzeba się trzymać. I o tym mówi Jacques Villeneuve. O szacunku do kierowców, o myśleniu, że można komuś zrobić krzywdę. Co stałoby się z Raikkonenem, gdyby nie zahamował? Na myśl przychodzi latający Mark Webber w Walencji. Wypadki w F1 są ekscytujące, widowiskowe. Wystarczy spojrzeć, ile wyświetleń mają takie filmy w internecie. Problem pojawia się wtedy, gdy kierowca odnosi obrażenia. Max na pewno nie miałby łatwego zadania, próbując bezpiecznie zatrzymać pędzący ponad 300km/h uszkodzony pojazd.

– Muszę porozmawiać z Verstappenem – mówił po wyścigu Sebastian Vettel.

– Nigdy nie miałem takiej sytuacji, to mogło się skończyć poważnym wypadkiem – tłumaczył Kimi Raikkonen.

Kierowcy Ferrari byli wyraźnie rozgoryczeni postawą Holendra. Mistrz świata z 1997 roku wspominał także o szacunku do siebie. Kierowcy RBR ciężko zarzucić brak szacunku w wypowiedziach. Można zrozumieć, że sportowiec podejmuje decyzje w emocjach, ułamku sekundy i chce, by były dobre, nie lubi się z nich tłumaczyć. Jednak są pewne granice. Na torze trzeba zadbać o to, by rywalizacja o zwycięstwo nie przerodziła się w dramat. Belgię dotychczas kojarzyłem z wypadkiem Alonso i Grosjeana z 2012 roku. Wypadkiem, za który Romain został zawieszony na następny wyścig. Po to, by młody kierowca zrozumiał błędy, ochłonął. Jego początki w Formule 1 były trudne. Zdarzały mu się wypadki. Z wiekiem dojrzał, zaczął jeździć inaczej. Nikt nie apeluje o zawieszanie Maxa. Jednak jego wypowiedzi sugerują, że nie jest starym wyjadaczem.

– Powinni się wstydzić za swoją jazdę. Zniszczyli mój wyścig. Nie musieli robić dramatu z tego, co było potem – bronił się były zawodnik STR.

Max ma wielu fanów. I wielu przeciwników. Wśród tych drugich popularnym argumentem jest właśnie jego wiek, brak dojrzałości. Niestety, ale takie wypowiedzi to woda na młyn dla jego antyfanów. Jeśli szanowanemu kierowcy, który wiele w F1 przeżył, dodatkowo jest mistrzem świata, dzieje się coś, z czego jest wyraźnie niezadowolony i jest to pierwszy raz w tak długiej karierze – coś jest na rzeczy. Jeśli inni mistrzowie świata i eksperci w mediach krytykują takie manewry – coś jest na rzeczy. Nie trzeba złamać przepisów, by zostać skrytykowanym. Formalnie Max ich nie złamał. Na myśl o manewrach, cwaniactwie Verstappena, przychodzi Lewis Hamilton. Kierowca, który również nie odpuszcza. Brytyjczyk nie raz pokazywał, że jeździ ostro. I tutaj dochodzimy do kolejnego problemu Formuły 1. Do równych i równiejszych. Lewisa też nie zawsze karano, gdy narobił bałaganu. Zupełnie, jakby chciano zrobić z niego gwiazdę, nawiązując do ostrego komentarza Jacquesa. Nie chcę tutaj wyrażać opinii o Lewisie. W każdym razie, jego styl jest znany. Co będzie, gdy spotka się z Verstappenem w walce?

Formuła 1 to coś więcej, niż sam wyścig

Widzimy, że w walce z Rosbergiem potrafi się sypać włókno węglowe i kontrowersji jest zawsze bardzo dużo. Spójrzmy, jak bardzo fani Lewisa krytykują Niemca. Co by było, gdyby kosa trafiła na kamień? Działoby się bardzo dużo. W mediach, padoku, wszędzie. Kibice Ferrari we Włoszech na pewno nie przywitają osiemnastolatka oklaskami. Wracając do szacunku, jeśli Max dalej będzie bezpardonowo się bronił i twardo obstawał przy swoim, to może na tym stracić. Stracić w oczach innych kierowców, w oczach padoku Formuły 1. Może dostać nieprzyjemną łatkę. Czy Pastor Maldonado jest szczęśliwy z tego, jak bardzo śmieją się z jego wypadków internauci? Nico Rosberg na pewno nie czyta komentarzy brytyjskich fanów na poprawę humoru. W przypadku Wenezuelczyka, to są żarty, a z żartów można się śmiać, co pokazał kiedyś Grzegorz Rasiak, cytując dowcipy na temat swoich umiejętności gry w piłkę nożną. Bycie piłkarzem nie najwyższego szczebla, z całym szacunkiem do Grzegorza, to jednak inna presja, niż bycie w Formule 1, Królowej Motorsportu, jadąc na czele stawki.

Max Verstappen to bardzo utalentowany kierowca. Gra jednak ostro. W opinii wielu ma talent na miarę mistrza świata. Nie przypadkowo jest najmłodszym w historii zwycięzcą Grand Prix. Cała sprawa mimo wszystko jest bardzo skomplikowana. Czy przestrzegając przepisów można być negatywnym bohaterem? Okazuje się, że można. Bez powodu dyskusja o tegorocznym wyścigu w Belgii by nie wybuchła. Może problemem nie jest tylko agresja Maxa na torze. Może problemem jest to, co się dzieje z Formułą 1? Kierowcy sami nie wiedzą, co można, a czego nie. A jeśli wiedzą, to za tydzień mamy nowe zasady. W GP Belgii pozwolono na ostre manewry. Ukaranie Sergio Pereza za walkę z Felipe Massą byłoby skandalem. Ta walka była po prostu piękna. Dwóch kierowców w szybkich zakrętach, rywalizujących o pozycje. W teamach sąsiadujących w klasyfikacji. W przypadku jawnych nieścisłości w werdyktach, czy bardzo nieporządanych sytuacji, kierowcy potrafią się odezwać. Jeśli Max Verstappen narobi sobie wrogów w padoku, to oni mogą się właśnie odezwać. I wtedy powstanie jeszcze więcej zamieszania, niż jest teraz. Nagonka nigdy nie jest korzystna dla tego, którego ona dotyczy.