Mercedes kontra Ferrari – hiszpańskie starcie

Autor: | 14 maja 2017

Już o godzinie 14 rozpocznie się 5 wyścig sezonu. Z pole position wystartuje Lewis Hamilton, który nie może pozwolić uciec w klasyfikacji generalnej Sebastianowi Vettelowi. Zapowiada się więc ciekawa rywalizacja na obiekcie nieopodal Barcelony.

Co dały poprawki?

GP Hiszpanii to tak naprawdę drugie rozpoczęcie sezonu. Formuła 1 na kilka miesięcy zadomawia się – za wyjątkiem rundy w Kanadzie – w Europie. Zespoły przygotowały więc zestawy ulepszeń swoich samochodów. Red Bull przewidywał, że ich auto zyska po nich 1 sekundę na okrążeniu, Mercedes zmodyfikował zarówno aerodynamikę, jak i jednostkę napędową, również i Ferrar przygotowało nowy pakiet ulepszeń. Zanosiło się więc na pewne zmiany, a kibice zadawali sobie liczne pytania. „Czy Red Bull zbliży się do Mercedesa i Ferrari?”, „Czy Mercedes znów będzie dominował?”, „Czy Ferrari dalej będzie dotrzymywać kroku Mercedesowi?”.

Na te pytania możemy odpowiedzieć jedynie częściowo. Wszystko pokaże nam tak naprawdę dzisiejszy wyścig. Po treningach i kwalifikacjach możemy powiedzieć jedynie, że zachowano status qu. Mercedes i Ferrari w dalszym ciągu są na bardzo podobnym poziomie – gdyby nie błędy kierowców, może pierwszy rząd utworzyliby znów Vettel z Raikkonenem – a Red Bull delikatne zmniejszył dystans do swoich rywali. Z danych wynika również, że samochody stajni z Maranello zyskały na prędkości maksymalnej, a Mercedes trochę stracił. Pytanie tylko, czy silnik Ferrari wytrzyma takie mocne wyeksploatowanie,  w końcu Sebastian Vettel korzysta już z czwartej turbosprężarki, a dopiero 5 runda. Przypomnijmy, że kierowcy w liczącym 20 Grand Prix sezonie mogą użyć jedynie po 4 elementy jednostki napędowej, a każda następna będzie skutkowała karą.

Deja vu Lewisa Hamiltona

12 miesięcy temu sytuacja Lewisa Hamiltona w klasyfikacji generalnej była jeszcze gorsza niż w tym roku, gdyż po czterech rundach tracił do Nico Rosberga aż 43 punkty, a na swoim koncie nie miał jeszcze żadnego zwycięstwa. W tym sezonie co prawda zwyciężył na torze w Szanghaju, ale  i tym razem nie jest liderem tabeli – do Sebastiana Vettela traci bowiem 13 „oczek”, a jego przewaga nad zespołowym partnerem, Valtterim Bottasem wynosi ledwie 10 punktów.

Trzykrotny mistrz świata znów jest w dość trudnej sytuacji i ma coś do udowodnienia sobie, ale i kibicom. W sobotę wywalczył swoje 64. pole position w karierze, a następne będzie wyrównaniem wyniku Ayrtona Senny. Zawodnik Mercedesa rok temu również startował z wyścig rozpoczynał z pierwszego pola startowego, ale dał się od razu wyprzedzić Rosbergowi. Chwilę później Niemiec wprowadził swój samochód w zły tryb jazdy, przez co Hamilton miał znaczną przewagę prędkości i zaatakował zespołowego partnera. Jak wszyscy wiemy doszło do zderzania i oba Mercedesy wylądowały na poboczu. Biorąc pod uwagę dobre starty Bottasa, słabe Hamiltona i przeciętne Vettela, możemy mieć jutro spore zamieszanie w pierwszym zakręcie. Żaden z nich nie będzie chciał odpuścić, ale żaden też nie może za wiele ryzykować. Zapowiada się więc bardzo ciekawy początek wyścigu.

Trudność wyprzedzania,  różni zwycięzcy

W Barcelonie bardzo ważne jest jak najlepsze pole startowe. Kataloński obiekt nie sprzyja bowiem wyprzedzaniu i większość akcji dzieje się  na początku wyścigu lub też podczas zmian opon.  Patrząc na dotychczasowe 26 wyścigów na torze pod Barceloną, w 23 z nich wygrywał kierowca startujący z pierwszego rzędu. Ostatni przypadek, gdy miała miejsce taka sytuacja to jednak rok ubiegły, gdy najmłodszym zwycięzcą  Grand Prix został Max Verstappen.

Prawdopodobne zobaczymy jutro dwie zmiany opon, choć możliwa jest strategia jednego postoju. Kierowcy mają do swojej dyspozycji najtwardsze mieszanki i jeśli nie będzie większych kłopotów, ryzykowna opcja może okazać się na wagę zwycięstwa. Każdy z zawodników ma jeden świeży komplet opon pośrednich, a większość także jeden miękkich. Bottas, po powrocie do starszej – z przebiegiem czterech rund – jednostki napędowej zachował także jeden świeży komplet mieszanki twardej. Ta jednak wydaje się bezużyteczna. Kluczowa więc będzie jutro strategia, jak i szybka wymiana ogumienia.

Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę 10 ostatnich edycji GP Hiszpanii, zobaczymy, że każdą z nich wygrywał inny kierowca. Tak więc, gdyby tendencja ta miała zostać podtrzyman, to prawdopodobnie jedyne przez Valtteriego Bottasa lub Daniela Riccardo. Ze ścisłej czołówki tylko ci dwaj zawodnicy nie odnieśli w Barcelonie zwycięstwa, a gdyby miało tak się stać, czeka nas kilka ciekawych manewrów wyprzedzania.

Odrodzenie McLarena?

Bardziej odrodzenie Fernando Alonso niż McLarena. 35-latek podczas sobotnich kwalifikacji był klasą sam dla siebie. Hiszpan, który nie ukończył jeszcze żadnego wyścigu w sezonie, a jego McLaren-Honda ulega co chwilę awarii, wywalczył siódme pole startowe, ustępując jedynie Mercedesowi, Ferrari i Red Bull Racing. Dwukrotny mistrz świata wykrzesał ze swojego samochodu więcej, niż wszyscy się spodziewali i po raz kolejny udowodnił, jak wybitnym jest kierowcą. Miejmy nadzieję, że jutro Alonso pojedzie świetny wyścig i zamelduje się na mecie na jak najwyższej pozycji. Smutnym jest bowiem widok wspaniałego kierowcy, który z powodu swojej maszyny nie może rywalizować z innymi kierowcami i kończy udział w rundzie zanim rozpocznie się wyścig.

Ten sezon Formuły 1 nie jest tak zdominowany przez jeden zespół jak kilka poprzednich. To sprawia, że nie możemy tak łatwo wskazać zwycięzcy bądź zdecydowanych faworytów wyścigu, co też pokazują statystyk – cztery wyścigi, trzech różnych zwycięzców. Czy jutro przy cyfrze jeden zobaczymy nowe nazwisko? Przekonamy się już około godziny 15:30, oglądajcie koniecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *