Fot. Renault F1 Team


Nico Hulkenberg nadal nie podpisał umowy na starty w 2020 roku

Autor: | 12 listopada 2019

Nico Hulkenberg znajduje się w trudnym położeniu. Niemiec najprawdopodobniej nie znajdzie sobie miejsca w jakiejkolwiek serii wyścigowej na przyszły sezon, jednak nie wygląda na zdesperowanego. Wręcz przeciwnie – odrzuca wszystkie możliwości i dementuje każdą plotkę.

Kilka miesięcy temu Renault poinformowało o rozstaniu się z Hulkenbergiem po zakończeniu bieżącego sezonu. Jego miejsce w zespole z Enstone zajmie wracający do stawki Esteban Ocon, który ostatni rok spędził w fabryce Mercedesa. Dla Hulkenberga jedyną opcją było zawarcie współpracy z Alfą Romeo, jednak ta ogłosiła przedłużenie umowy z Antonio Giovinazzim, a Niemiec został „na lodzie”.

Nierealny jest także powrót do Williamsa, w którym jeździł na początku swojej kariery w F1. Hulkenberg sam przyznał, że nie jest odpowiednim kierowcą dla stajni z Grove i nie zamierza rozpoczynać z nią rozmów w sprawie startów w 2020 roku. Wydaje się, że zespołowym partnerem George’a Russella zostanie Nicholas Latifi, a Williams ma to ogłosić po wyścigu w Abu Zabi, w grudniu.

Największym problemem niemieckiego kierowcy jest brak sponsora z zasobnym portfelem, który byłby w stanie wyłożyć na stół odpowiednie pieniądze, by ten mógł się ścigać. Nie jest to jednak kłopot dla przedstawicieli kilku zespołów z innych serii wyścigowych, jak DTM czy IndyCar. Niejednokrotnie Hulkenberg chwalił się, że przez wiele lat pozostawał w stawce Formuły 1 bez partnera, który miałby finansować jego starty.

Niechętnie na te propozycje spogląda jednak sam 32-latek. Ostatnie spekulacje niemieckiego Motorsportu o podpisaniu przez niego umowy z BMW na starty w DTM zdementował, zarzucając dziennikarzom kłamstwo. Hulkenberg stwierdził, że to fałszywa informacja i nie ma w niej ani ziarenka prawdy.

Niezbyt pozytywnie nastawiony jest także do tematu amerykańskiej serii wyścigowej IndyCar. Hulkenberg ostatnio przyznał, że nie jest zainteresowany ściganiem się na owalach, których w Stanach Zjednoczonych nie brakuje. Stwierdził, że takie tory nie są dla niego czymś ekscytującym, choć ma duży szacunek do kierowców ścigających się za Oceanem.

Wygląda więc na to, że Niemiec nie znajdzie zatrudnienia na 2020 rok. Sam przekonuje, że praca jedynie w symulatorze jakiejś ekipy nie jest jego nadrzędnym celem, w związku z czym plotki łączące go z Ferrari można wyrzucić w błoto. Z drugiej strony, wszystkie dotychczasowe doniesienia związane z jego osobą i różnymi kategoriami wyścigowymi sam zdementował. Jest to dość niezrozumiałe zachowanie ze strony kierowcy wyścigowego, który ostatnie lata spędził w F1.

Najprawdopodobniej czeka go przerwa od startów. Sam jednak nie będzie czuł wstydu, gdyby nie znalazł dla siebie miejsca w jakiejkolwiek serii wyścigowej, co ostatnio podkreślał w rozmowie z Bildem. Nie wiadomo też, czy w przyszłości zdoła wrócić do stawki Formuły 1, więc sam musi liczyć się z tym, że nie zawita już do padoku jako kierowca wyścigowy jednego z zespołów.

Z wypowiedzi Hulkenberga można wnioskować, że nie jest zainteresowany ściganiem się w DTM czy IndyCar, w związku z czym ostatnią, najbardziej prawdopodobną opcją jest powrót do wyścigów długodystansowych. Przed laty Niemiec występował w barwach Porsche, z którym wywalczył koronę 24-godzinnego wyścigu Le Mans. Być może to w tej serii należy upatrywać Hulkenberga w przyszłym roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *