Fot. Mercedes-AMG Petronas Motorsport / Facebook


(Nie)widoczne problemy Mercedesa?

Autor: | 3 października 2017

Podczas gdy cała uwaga skupiona jest na problemach Ferrari, mały kryzys przeżywa Mercedes. Pytanie tylko czy jest to jednorazowy spadek formy, czy coś większego. 

Incydent z pierwszego zakrętu podczas Grand Prix Singapuru zadecydował o losach całego wyścigu. Gdyby nie to wydarzenie, mielibyśmy zupełnie inne podejście do ostatniego weekendu z Formułą 1, bo kto po nocnym wyścigu nie myślał o tym, że los tytułu mistrza świata w sezonie 2017 jest już rozstrzygnięty? Że był to punkt zwrotny? Nawet jeśli nie chcieliśmy, by tak było, to splot wydarzeń to sugerował. Tak naprawdę to nie chodzi tu o to, że ubolewamy z powodu Ferrari jako teamu (chociaż to swoją drogą), bardziej tu chodzi o brak formy u zespołu, który jako jedyny najbardziej jest zbliżony do Mercedesa i jest w stanie mu poważnie zagrozić.

Zostawiając już za sobą Singapur, przyszedł czas na Malezję. Ten czas przyszedł dosłownie, bo skończył się on dla Formuły 1 na torze Sepang. Jednak nie mowa tu będzie o torze samym w sobie, a o tym, co on przyniósł, a przyniósł wiele niespodzianek. Gdy fani Ferrari myśleli, że dwa tygodnie temu była katastrofa, strach myśleć, co czuli teraz. Było źle, a zrobiło się jeszcze gorzej. Sytuacja w Malezji nie była kolorowa dla Scuderii. Najpierw byliśmy świadkami problemów Sebastian Vettela, jednak pocieszyliśmy się dobrym rezultatem Kimiego Raikkonena. Radość ta nie trwało długo. Fina również spotkał pech z tym, że dzień później i nawet w gorszy sposób, bo nie miał możliwości rywalizacji ze stawką kierowców. Tymczasem Sebastian Vettel rozpoczął wyścig na dwudziestej pozycji, by walczyć o jak najlepszy rezultat i przyjeżdżając linię mety jako czwarty.

Verstappen, Hamilton, Ricciardo, Vettel, Bottas  – to pierwsza piątka ostatniego wyścigu. Na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego, no może lekkie potkniecie Mercedesa, biorąc pod uwagę ich dotychczasową formę. Jednak owa forma ma małą tendencję spadkową. Jeśli chodzi o cały weekend w Malezji nie był on najlepszy. Sam Toto Wolf przyznał, że piątkowe sesje treningowe Mercedesa były jednymi z  gorszych, jakie pamięta, a współprace z samochodem określił jako walkę.

– Walczymy ze swoim samochodem na suchej nawierzchni. Bolid był niestabilny i ślizgał się po całym torze. Malezję porównywaliśmy do Silverstone, na którym byliśmy zawsze bardzo mocni i szybcy w zakrętach, jednak tutaj tego nie ma.

Ewidentnie było widać walkę Mercedesa z samym sobą. Pomimo dobrego rezultatu daleko było do tego, by bolid spisywał się doskonale. Odchodząc już od treningów i skupiając się na niedzieli też nie było kolorowo. Valtteri Bottas przyznał, że jest w najtrudniejszym momencie swojej kariery: – Po prostu chcę działać, mieć dobry poziom, ale przez jakiś czas z różnych powodów się nie udawało. Jeśli mam być szczery, to może być najtrudniejszy okres w mojej karierze.

Jeśli chodzi o Lewisa Hamiltona to on też nie czuł się pewnie na torze Sepang, co okazał brakiem szczególnej obrony swojej pierwszej pozycji na początku wyścigu. Nie chciał ryzykować kontaktu z Holendrem. Do idealnej formy Mercedesa daleko, a ekipa czuje, że jest coś na rzeczy, z czymś mają problem.

Po Singapurze wszyscy skupiliśmy uwagę na Ferrari, które boryka się z problemami, jednak nikt nie widział początków problemów Mercedesa. Każdy uważał, że piątek to zasłona dymna przed doskonałym tempem. Tymczasem niemiecka ekipa nie jest tą ekipą, do której zdążyła nas przyzwyczaić. Na tym wszystkim korzysta Red Bull Racing, które podwójnie stanęło w miniony weekend na podium.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *