Fot. Williams Martini Racing


Nikt nie lubi się tak oszukiwać, jak brytyjscy dziennikarze

Autor: | 27 listopada 2018

Po podpisaniu kontraktu przez Roberta Kubicę z Williamsem, do akcji wkroczyli brytyjscy dziennikarze. Podobno „najlepsi”, bowiem piszący dla Autosportu i F1 Racing. Panowie może i mają najlepsze wiadomości, ale lubią się publicznie ośmieszać. Takie mają hobby.

Wiemy, jak to wyglądało. W środę świat Formuły 1 oszalał. Po całym internecie rozległa się informacja, że Kubica został kierowcą ekipy z Grove i zostanie ogłoszony nim następnego dnia, jeszcze przed Grand Prix Abu Zabi. Tak też się stało. Claire Williams z dumą powiedziała, że Robert będzie zawodnikiem podstawowym ekipy w sezonie 2019.

Po tym, Siergiej Sirotkin, który z tego powodu żegna się z F1 udzielał wywiadów. Rosjanin stwierdził, że dowiedział się o wszystkim od zespołu poprzedniego wieczora, ale przeczuwał to od jakiegoś czasu. Za chwilę jego sponsor SMP Racing próbował ratować twarz i wydał komunikat, że to oni zrezygnowali z Williamsa, z uwagi niezadowalającą formę samochodu. Pewnie dlatego proponowali ekipie 15 milionów dolarów za kolejny rok startów Siergieja. Jednak wtedy legendarny zespół był zdecydowany na Kubicę, mimo że ten gwarantuje mniejszego sponsora.

Informacja od SMP to jeszcze nic. Do akcji wkroczyli brytyjscy dziennikarze, a więc najbardziej opiniotwórczy i zabawni. Kiedyś Robert stwierdził, że według nich najlepszymi kierowcami na świecie są zawodnicy z Wielkiej Brytanii. Po prostu są to ludzie, którzy mają swój świat i mają zakłamywać rzeczywistość. Tak wygląda sytuacja w F1 od lat.

Zwyczajowo Autosport organizuje podcasty, podczas których prowadzący i goście rozmawiają na bieżące tematy. Tym razem Glenn Freeman zaprosił Bena Andersona z F1 Racing i Alexa Kalinauckasa z Autosport Plus. Oczywiście dyskutowano na temat Roberta, pod tytułem „Dlaczego Williams wziął Kubicę?”.

Już tutaj mamy gigantyczny błąd. Wiemy z wszelkich przekazów, że to nie Williams wybrał Kubicę, ale Kubica Williamsa. To kolosalna różnica. Prym we wspaniałych tezach wiódł Anderson. Stwierdził, że Robert jest wolniejszy Sirotkina i został wybrany z przypadku, bo SMP zrezygnowało. Pierwsza bzdura. Za chwilę dodał, że Polak z pewnością nie będzie miał dobrego tempa, ponieważ ma ograniczenia. To nic nie zmienia, że Williams i RK wielokrotnie zapewniali, że urazy naszego rodaka nie wpływają na jego jazdę i prędkość.

Również z tego powodu goście uważali, że Kubica musi być wolniejszy od George’a Russella. Przypomina to sytuację ze Stoffelem Vandoornem, który w opinii niektórych był wielką gwiazdą już zanim pojechał swój pierwszy wyścig. Fernando Alonso tak niemiłosiernie go złoił na torze, że nie pozostawił złudzeń tym ekspertom. Można podejrzewać, że w przypadku Williamsa dysproporcja nie będzie tak duża, ale pamiętajmy o jednym. To Polak jest liderem ekipy, a więc bolid budowany jest zgodnie z jego wskazówkami. Poza tym niejednokrotnie udowodnił, że wciąż jest kierowcą topowym.

Oczywiście, Russell jest Brytyjczykiem, więc w opinii dziennikarzy już to robi z niego gwiazdę. Jeśli chodzi o obronę Sirotkina, to Rosjanie mają udziały w Autosporcie, więc już to inaczej kierunkuje działania. Przytaczają wciąż wyniki ubiegłorocznych testów, kiedy Williams chciał pokazać, że Siergiej jest szybszy, więc mocno spowolnił Kubicę ustawieniami. Lecz oni twierdzą, że to była w pełni sportowa walka, która pokazała, że Sirotkin jest lepszy.

Brytyjczycy lubią się oszukiwać, ale najgorsze jest to, że ludzie ślepo im wierzą. Mogą wypisać wierutne bzdury, ale i tak ich zdanie będzie ważne w świecie F1.

W skrócie: Panowie po prostu wstyd. Możemy kogoś faworyzować, bo lubimy bardziej, w końcu jesteśmy ludźmi i mamy swoje przekonania oraz emocje. Lecz kłamstwo to coś, czego nie pochwalamy. Brytyjczycy próbują wmówić nam pewne historie, ale my musimy przesiewać takie bezsensowne wieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *