O co walczą kierowcy Force India?

Autor: | 13 czerwca 2017

Force India w sezonie 2017 imponuje formą. Był to kolejny weekend, w którym Ocon i Perez zdobyli dużo punktów. Jednak każdy, kto oglądał wyścig, doskonale zdaje sobie sprawę, że na torze w Montrealu można było ugrać więcej. A może ktoś ugrał więcej, tylko nie były to punkty? O co w ogóle toczy się gra?

W sobotnich kwalifikacjach Sergio Perez był ósmy, a Esteban Ocon zajął dziewiątą pozycję. Przed niedzielnym wyścigiem spodziewano się, że Force India nie zaliczy takiego występu, jaki miał miejsce w Monako. Ostatecznie Meksykanin dojechał na metę jako piąty, tuż przed Francuzem. Niewątpliwie, stało się to możliwe dzięki odpadnięciu Verstappena, Massy oraz problemom Raikkonena. Nie można jednak umniejszać stajni z Silverstone, bo prezentowała dobre tempo. Tempo, które prawie starczyło na podium, przynajmniej walkę o nie.

Ekipa miała szansę. I zdawała sobie z tego sprawę. Niestety dla niej, górę wzięła duma Sergio Pereza, który postanowił nie przepuszczać młodszego kolegi z zespołu. Najwyraźniej już czuje jego oddech na plecach. Esteban Ocon w niedzielę jechał świetnie i możliwe, że gdyby Perez nie korzystał z systemu DRS, to Francuz i tak by go wyprzedził. Dwudziestolatek twierdził, że był w stanie walczyć z Ricciardo i liczył na to, że dostanie taką szansę.

W klasyfikacji liczą się punkty i szefostwo zespołu ma prawo mieć pretensje do Meksykanina. Rywale mogą wykorzystać swoje szanse i zdobyć więcej „oczek”. Patrząc z tej perspektywy, szkoda straconej okazji. A co, jeśli jest także druga strona takiej rywalizacji? Nie mam wątpliwości, że obaj zawodnicy walczą o coś więcej. Coś jest na rzeczy, inaczej do tej sytuacji by nie doszło. Możliwe jest, że dalej będzie ostrzej, bo nagroda wydaje się być cenna, atrakcyjna.

Idąc po swoje

Zachowanie Pereza nie przyniosło niczego dobrego, ale mowa tu o ekipie. Każdy wiedział, że Vettel na świeżych oponach będzie miał sporą przewagę i prawdopodobnie walka z nim nie będzie równa. Warto było spróbować powalczyć z Danielem, postarać się o więcej punktów dla zespołu. Nawet, jeśli to Niemiec zgarnąłby trzecią pozycję, mijając całą grupę, być może Francuz byłby np. czwarty. Ocon mógł dogonić Ricciardo, może nawet wyprzedzić go.

Meksykanina można jednak zrozumieć. Przede wszystkim, kierowcy nie kryją, że bycie uznanym za wolniejszego i puszczenie kolegi z zespołu, to dość bolesna rzecz. Z pewnością trudniej robi się, gdy tym kolegą jest dwudziestolatek, który nie przejechał jeszcze całego sezonu w F1. A co, jeśli samemu ma się kilka lat doświadczenia w królowej motorsportu i liczy się na awans do topowego teamu? To jest „coś więcej” Pereza, który zapewne pomyślał dość egoistycznie. Oddanie pozycji Oconowi nie dawało mu żadnych profitów. Niepuszczenie natomiast wrzucało oba Force India pod koła pędzącego Ferrari, oznaczonego numerem 5. Pokazywało jednak niechęć do bycia uznanym za wolniejszego od kolegi z zespołu i zamiar walki o swoje.

Esteban, będą z ciebie ludzie 

Francuz może i stracił szansę na podium, może i zdobył mniej punktów. Jednak, jak dla mnie, nie przegrał niczego w Montrealu, a być może nawet został wygranym w tej sytuacji. Jechał rewelacyjnie i pokazał, nie pierwszy raz, że promocja z Manora do Force India była zasłużona. W perspektywie następnych lat większe znaczenie ma to, że miał odwagę, a także, co ważniejsze, podstawy do tego, by domagać się przepuszczenia przez starszego, bardziej doświadczonego i solidnego kierowcę. Krótko mówiąc, Ocon dał sygnał, że jest szybki, a może być jeszcze szybszy. I chce wykorzystać swoją prędkość.

Esteban po wyścigu nie wyglądał na wkurzonego. Stwierdził, że pojawiła się drobna frustracja, ale nie robił scen, nie wszczynał wojen. I właśnie jego opanowanie, reakcja, to kolejna rzecz, która imponuje. Wyglądał na świadomego kierowcę, który wie, że zrobił dobrą robotę i zna realia. Wie, że ona może zaprocentować bardziej, niż to, czy zdobyłby kilka „oczek” więcej. Oczywiście, w ślad za tym muszą pójść następne wyniki, ale o to jestem spokojny. Co nie znaczy, że Perez odpuści. Jego mina po wyścigu wskazywała na podrażnioną ambicję.

Te kilka straconych punktów pójdzie w zapomnienie, zapewne przerodzą się one w motywację, by w Baku (i nie tylko) pokonać kolegę. Nie od dziś wiadomo, jak ważna jest rywalizacja wewnątrz zespołu i jak ogromne może mieć znaczenie. Szczególnie, gdy obaj kierowcy mają swoje własne, całkiem realne cele. Być może tylko triumf w tej rywalizacji może stać się przepustką do ich realizacji. Miejsc w najlepszych autach nie ma zbyt wielu, a Sergio i Esteban na pewno celują w znalezienie się w takiej maszynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *