Podsumowanie sezonu F1: Red Bull

Autor: | 10 grudnia 2016

W sezonie 2016 Red Bull spisywał się świetnie i był drugą ekipą w stawce, pokonując Ferrari i zbliżając się do Mercedesa. Austriacki team został też bohaterem głośnej wymiany kierowców, której teraz nikt nie kwestionuje.

Liczby

Zdobyte pole position: 1 (Ricciardo)

Wygrane wyścigi: 2 (Ricciardo 1 – Verstappen 1)

Na podium: 16 (Ricciardo 8 – Verstappen 7 – Kvyat 1)

Dublety: 1

Punkty: 468 (Ricciardo 256 – Verstappen 191 [łącznie z Toro Rosso 204] – Kvyat 21 [łącznie z Toro Rosso 25])

Klasyfikacja konstruktorów: 2. miejsce

Pozycja w klasyfikacji kierowców: Ricciardo 3 – Verstappen 5 – Kvyat 14

Fot. Red Bull / FBOczekiwania

Przed sezonem od Daniila Kvyata i Daniela Ricciardo oczekiwano lepszej podstawy niż w 2015 roku, kiedy to kierowcy Red Bulla stawali na podium tylko trzykrotnie. Dużo miało zależeć też od formy i niezawodności silnika Renault, oznaczonego jako TAG Heuer w samochodach Czerwonych Byków.

Rzeczywistość

Patrząc z perspektywy całego roku można by powiedzieć, że Red Bull nie od początku był w najlepszej dyspozycji. I faktycznie, optymalna forma miała dopiero nadejść. Nie można jednak powiedzieć, że austriacka ekipa na starcie sezonu była słaba. W stosunku do 2015 roku widać było duży postęp, co dawało nadzieję na rywalizację o podium. Wydawało się jednak, że to Ferrari będzie odbierało Mercedesowi więcej punktów.

Po pierwszych wyścigach zawodnicy Czerwonych Byków mogli poskarżyć się na sporego pecha. W Australii z powodu awarii Kvyat nie wystartował w wyścigu, a w Bahrajnie nie poradził sobie w kwalifikacjach. Dopiero w Chinach Rosjanin zaliczył dobry weekend, zajmując miejsce na najniższym stopniu podium. Daniel Ricciardo z kolei upatrzył sobie czwarte miejsce, finiszując na nim trzy razy z rzędu na otwarcie sezonu. Szanghaj nie był dla niego szczęśliwy. Australijczyk wygrał start, lecz bardzo wcześnie przebił oponę w swoim samochodzie.

gp-brazylii-2016-max-verstappen-red-bullPrzełomem dla Red Bulla okazało się GP Rosji i GP Hiszpanii. W swoim domowym wyścigu Daniil Kvyat niechlubnie popisał się przed wspierającą go publicznością. Dwukrotnie storpedował Ferrari Vettela, wykluczając go z wyścigu. Zepsuł wyścig całej ekipie, ponieważ podczas kolizji na starcie ucierpiał także Ricciardo. Decyzja władz teamu była brutalna, lecz jak się później okazało – słuszna. Daniil został zdegradowany do Toro Rosso, a na jego miejsce wskoczył młody talent – Max Verstappen.

Holender szybko udowodnił, że nie zamierza wracać do Faenzy. W Hiszpanii, w swoim pierwszym wyścigu w RBR, wykorzystał kolizję Mercedesów i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. Niefart nadal nie opuszczał jego partnera z zespołu, który znów na metę przyjechał czwarty. Zwycięstwo Maxa było czymś niesamowitym. Świat Formuły 1 zachwycił się nim, został przecież najmłodszym zwycięzcą wyścigu w historii.

Nie był to jednorazowy, dobry występ. W Milton Keynes regularnie ulepszano samochód, zostawiając Ferrari w tyle. W Monako po starcie z pole position po wygraną jechał Australijczyk. Głupia wpadka jego mechaników spowodowała jednak, że finiszował drugi. Tempo rozwoju samochodu RB12 było bardzo prężne. Doskonała aerodynamika pozwoliła na regularne wizyty na podium. Tylko na torach, gdzie moc silnika odgrywała największą rolę, Verstappen i Ricciardo odstawali od czołówki.

Jednostka napędowa od Renault również była ulepszana, lecz w porównaniu do Mercedesa czy Ferrari wypadała trochę gorzej. Szczególnie widać było to w Baku czy na Monzy. Gdy jednak liczył się docisk, Red Bull potrafił bić się z Mercedesem jak równy z równym. Pokazał to Holender w deszczowym wyścigu na Silverstone, gdzie pięknie wyprzedził Nico Rosberga.

Daniel Ricciardo był pewien, że zwycięstwo, które uciekło w Monako, zostanie mu zwrócone. W Singapurze było blisko, lecz fantastyczny pościg za Niemcem nie zakończył się triumfem. Szczęście uśmiechnęło się do Australijczyka dopiero w Malezji. Jak to w sporcie bywa, czyjeś szczęście często jest czyimś dramatem. Awaria Lewisa Hamiltona i kolizja Rosberga z Vettelem pozwoliły ekipie z Milton Keynes na odniesienie pierwszego od GP Brazylii 2013 dubletu.

gp-usa-2016-daniel-ricciardo-red-bull-3W końcówce sezonu Czerwone Byki nie miały zamiaru zwalniać tempa i na podium zabrakło ich tylko w Abu Zabi. Ulewny wyścig na Interlagos był popisem Verstappena i „popisem” strategów zespołu. Holender po niepotrzebnej zmianie opon fantastycznie przebił się z 12. na 3. pozycję. Ostatecznie team zakończył rok z wicemistrzostwem konstruktorów, 70 punktów przed Ferrari.

Dla Red Bulla był to bardzo dobry sezon, okraszony dwiema wygranymi i pokonaniem faworyzowanej stajni z Maranello. Kolejny raz austriacki zespół dysponował świetnym nadwoziem, które na torach wymagających docisku dawało ogromną przewagę. Samochód RB12 był praktycznie niezawodny i tylko dwa razy uległ awarii. Imponowało tempo rozwoju tejże maszyny, które było zawrotne i jednocześnie zbyt duże dla Ferrari. Wprowadzane poprawki przynosiły rewelacyjne efekty.

Świetnym ruchem była też kontrowersyjna zamiana Kvyata z Verstappenem. Holender szybko udowodnił, że warto było dać mu szansę. Razem z Ricciardo regularnie meldował się na mecie i zdobywał duże punkty dla swojego teamu. Zdarzało im się rywalizować ze sobą na torze, lecz nie przeszkodziło to w ich relacjach. Dobrze ze sobą współpracowali, a ich rywalizacja z pewnością była korzystna dla całej ekipy.

Niedawno zakończony sezon pokazał, że w Milton Keynes nadal myśli się o wygrywaniu. W obliczu zmian, które wejdą do F1 w 2017 roku, następne „dziecko” stworzone przez Adriana Neweya może być naprawdę szybkie. Jeśli Renault również nie zawiedzie, może być ciekawie. Faworytem nadal pozostał Mercedes, lecz oczekiwania względem Czerwonych Byków znacząco wzrosły. Kibice z pewnością chcieliby zobaczyć Verstappena i Ricciardo w autach pozwalających na walkę o tytuł mistrza świata. Byłoby to bardzo dobre dla Formuły 1, ale czy młody Holender i zawsze pozytywny Australijczyk będą tymi, którzy przerwą dominację Srebrnych Strzał?

gp-japonii-2016-daniel-ricciardo-max-verstappen-renault