Rzadko, ale z przytupem – najciekawsze wydarzenia w historii toru Catalunya

Autor: | 9 maja 2017

Wyścigi Formuły 1 w Barcelonie charakteryzują się niewielką liczbą wyprzedzeń. Wystarczy wspomnieć, że co dziewiąta Grand Prix Hiszpanii pada łupem kierowcy, który startował z pierwszej linii. Akcji na torze jest mało, ale gdy już coś się wydarzy, każdy kibic zapamięta to na długo.

Mansell dopada kierowców McLarena

fot. Twitter / Legendary F1

To, że Catalunya zapisze się w historii Formuły 1 było wiadome już po pierwszym wyścigu na tym torze. W 1991 roku kierowcy zmierzyć musieli się ze zmiennymi warunkami pogodowymi. Niedzielny poranek stał pod znakiem obfitych opadów deszczu, które ustały na czas startu. Nigel Mansell nie rozpoczął rywalizacji zbyt dobrze, przegrywając już na samym początku nie tylko z Senną, ale również Schumacherem, spadając na czwarte miejsce. Po starcie z pole position, liderem stawki był Berger.

Była to jedna z ostatnich rund sezonu i jeżeli Brytyjczyk chciał pozostać w walce o mistrzostwo świata, musiał szybko znaleźć się z przodu. Tor wysychał i Mansell odzyskał dobre tempo. Wykorzystał lepszą przyczepność jego opon, by wyprzedzić Schumachera od zewnętrznej w długim prawym łuku. Teraz miał przed sobą Ayrtona Sennę, lidera klasyfikacji generalnej.

Po atomowym wyjściu z ostatniego zakrętu, kierowca zbliżył swojego Williamsa najbliżej jak tylko się da, po czym zmienił tor jazdy, by znaleźć się tuż obok Brazylijczyka. Oba bolidy jechały bok w bok przez kilkaset metrów, ale to Mansell miał wewnętrzną i przeskoczył Sennę. Niestety, niedługo później trud kierowcy został zmarnowany przez jego zespół. Obaj zawodnicy zjechali po slicki w tym samym momencie i to mechanicy McLarena szybciej wypuścili swojego lidera.

Warunki wciąż jednak nie były idealne i najlepiej przekonał się o tym nie kto inny, jak właśnie Ayrton Senna. Brazylijczyk wpadł w poślizg w ostatnim zakręcie, unikając uderzenia w barierę. Spadł jednak na piąte miejsce. Wówczas Nigel Mansell rozpoczął pościg za prowadzącym od startu Gerhardem Bergerem. Kierowca Williamsa znów popisał się świetnym wyjściem, tym razem z zakrętu numer 3, po czym wykorzystał tunel aerodynamiczny i wcisnął się od wewnętrznej. Prowadzenia nikt mu już nie odebrał.

Edycja z 1991 roku wygrała w internetowym głosowaniu społeczności na najlepszą Grand Prix Hiszpanii, zdobywając 47% głosów.


Dramat Hakkinena na ostatnim okrążeniu

Wyścig z 2001 roku miał być kolejnym z tych „nudnych”. I faktycznie, był. Przez większość dystansu niewiele się działo, a już na pewno nie z przodu stawki. Podczas pierwszych okrążeń doszło do kilku manewrów wyprzedzania, ale te miały miejsce poza punktowanymi pozycjami. Najwięcej działo się wokół Davida Coultharda, któremu zgasł silnik na okrążeniu formującym i Szkot zamiast z trzeciego pola, musiał startować z szarego końca. W odrabianiu strat nie pomogła drobna kolizja, w której uszkodził przednie skrzydło, co zmusiło go do odbycia pit stopu już po pierwszym okrążeniu.

O zaciętej walce o czołowe lokaty nie było mowy. Mika Haikkinen jechał pierwszy z 40 sekundami zapasu nad drugim Michaelem Schumacherem. To miało być pewne i bezdyskusyjne zwycięstwo Fina.

Niestety, gdy kierowca McLarena tylko rozpoczął ostatnią pętlę wokół toru Catalunya, jego silnik bez żadnego ostrzeżenia przestał funkcjonować. Po przejechaniu kilku zakrętów ślimaczym tempem, z tyłu pojazdu wydobyła się chmura dymu i bolid przestał jechać w ogóle. Michael Schumacher odniósł trzeci triumf w sezonie. Hakkinen z kolei kontynuował kiepską passę, od jego ostatniego zwycięstwa minęło już 9 miesięcy.

– Chcę po prostu przeprosić Mikę. Nikt nie lubi wygrywać w ten sposób. To zwycięstwo mu się należało i to on powinien teraz tutaj być. Nie popełnił dziś żadnego błędu, ale czasem wyścigi są brutalne i jest to ich nieodłączna część. Przykre, że zdarzyło się to tuż przed metą. Gdyby to było na 20 okrążeń przed końcem, nie byłoby to takie ciężkie do przyjęcia, ale w tych okolicznościach to musiało być dla niego bardzo szokujące – powiedział na konferencji prasowej po wyścigu kierowca Ferrari.

Wracając jeszcze na chwilę do problemów Davida Coultharda z początku rywalizacji – Szkot wpadł na linię mety na piątym miejscu.


Alonso triumfuje, trybuny szaleją

Fernando Alonso jest jedynym Hiszpanem, który wygrał przed własną publicznością. Zrobił to dwukrotnie: w sezonie 2006 z Renault i w 2013 z Ferrari.

Pierwszy sukces przyszedł kierowcy, przynajmniej z punktu widzenia obserwatora, dosyć łatwo. Oczywistym jednak jest, że wcale tak nie było, bo pole position samo się nie zdobyło, a i przejechanie 66 okrążeń na oczach 130 tysięcy kibiców wymaga nie lada umiejętności. Za kółkiem Renault Alonso mógł jednak uważać się za faworyta i udowodnił to w świetnym stylu. Drugi Schumacher miał na mecie 18 sekund straty, a oprócz niego tylko Fisichella, Massa, Raikkonen i Button uniknęli zdublowania.

– To fantastyczne. Nie ma wątpliwości, że dla każdego sportowca jest to wyjątkowe przeżycie, gdy walczy przed własną publicznością. To coś, na co czeka się całe życie. Popularność Formuły 1 w Hiszpanii jest teraz wielka i to podwójna przyjemność być tutaj. Gdybym miał wybrać jeden wyścig, który chciałbym wygrać, zawsze byłoby to Grand Prix Hiszpanii.

Niewiele wskazywało na to, że sukces ten uda się powtórzyć z Ferrari w sezonie 2013. W bardzo ciasnej sesji kwalifikacyjnej, Fernando Alonso wywalczył dopiero piąte pole startowe. Pierwszy rząd należał do duetu Mercedesa, Rosberga i Hamiltona, a za nimi ustawili się Vettel i Raikkonen. Zważywszy jednak na problemy „Srebrnych Strzał” z oponami na długich przejazdach, trudno było wytypować faworyta zawodów.

To, co pomogło Alonso to przede wszystkim fantastyczny start. Choć w drodze do pierwszego zakrętu zaskoczył go Vettel, wskakując na drugie miejsce, Nando popisał się nieprawdopodobnym przejazdem przez długi zakręt trzeci, wymijając od zewnętrznej Raikkonena i Hamiltona. W dalszej fazie wyścigu pomogła mu dobra decyzja Ferrari o wcześniejszym pit stopie, dzięki czemu minimalnie ograł Sebastiana Vettela. Prowadzącego Nico Rosberga musiał jednak wyprzedzić sam, ale i to uczynił w spektakularny sposób, najpierw pokazując się Niemcowi w prawym lusterku, a później wślizgując się od zewnętrznej do zakrętu numer 1. Od tamtego momentu kontakt z czerwonym bolidem stracili wszyscy rywale.

Niestety, Grand Prix Hiszpanii 2013 jest jak dotąd ostatnim wyścigiem Formuły 1 wygranym przez Fernando Alonso.


Pastor Maldonado Show

fot. Twitter / F1Nova

Wciąż trudno w to uwierzyć, ale był taki weekend, w którym Pastor Maldonado popisał się czymś innym, niż efektowną kraksą. Wciąż trudno w to uwierzyć, ale Pastor Maldonado jest zwycięzcą Grand Prix Formuły 1. Ale po kolei…

Sezon 2012 nie był typowy. Winowajcą była ponoć firma Pirelli, która dostarczyła opony tak specyficzne, że trudno było je zrozumieć. Choć każdy zespół dostawał ten sam produkt, z boku przypominało to małą ruletkę. Po czterech rundach mieliśmy czterech różnych zwycięzców, a taktyki podczas jednego wyścigu potrafiły obejmować zarówno cztery, jak i jeden pit stop.

W Hiszpanii dziwów nie było mniej. Najpierw Pastor Maldonado w kiepsko radzącym sobie bolidzie Williamsa pojechał rewelacyjne kółko kwalifikacyjne, które zapewniło mu drugie pole startowe. Później jednak okazało się, że Wenezuelczyk wystartuje… z pole position. Zwycięzca sesji, Lewis Hamilton, nie zdołał dojechać do boksów z powodu braku paliwa, co skończyło się całkowitą dyskwalifikacją z wyników sobotnich zmagań. Mechanicy McLarena popełnili prosty błąd, wysysając daną ilość paliwa ze zbiornika, zamiast go dolać. Jak się później okazało, nie był to ostatni incydent z urządzeniem do wysysania paliwa w tle.

Przyszła niedziela i okazało się, że jedynym, który może powstrzymać Pastora Maldonado, jest Alonso. Hiszpan szybko wziął się do roboty i zachwycił tłumy kibiców, gdy objął prowadzenie już na samym starcie. Zadziwiająco jednak nie był w stanie odjechać od kierowcy Williamsa, który cały czas dotrzymywał mu kroku. Decydującym okazał się zjazd do boksów na 25. okrążeniu, dwa kółka przed Nando. Maldonado powrócił na prowadzenie, którego nie oddał do samej mety. Było to jedyne podium Pastora w karierze i pierwszy triumf Williamsa od 2004 roku.

Półtorej godziny po dekoracji zwycięzców, doszło do potężnego pożaru w boksach. Źródłem ognia był garaż Williamsa, gdzie doszło do wycieku paliwa z samochodzie Bruno Senny podczas rutynowego opróżniania zbiorników. Na szczęście nikt poważnie nie ucierpiał, choć siedem osób przewieziono do szpitala. Bolid Senny został doszczętnie zniszczony.


Max Verstappen pisze historię

Po fatalnym występie Daniiła Kwiata w Sochi, zarząd Red Bulla podjął głośno komentowaną decyzję o zastąpieniu Rosjanina przez młodego Maxa Verstappena. Wiele osób uznawało, że kara dla Kwiata była zbyt surowa, jednak szybko okazało się, że Holender ma większy potencjał na odnoszenie sukcesów.

Ustawienie na starcie przedstawiało układ sił wśród zespołów. Pierwszą linię zajęły Mercedesy, drugą Red Bulle, trzecią Ferrari. Zapowiadało się na to, że będzie to kolejna runda zdominowana przez „Srebrne Strzały”. Start wygrał Rosberg, spychając Hamiltona na drugie miejsce. Przy dojeździe do czwartego zakrętu wydarzyło się jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Po krótkiej utracie mocy, spowodowanej załączeniem złych ustawień na kierownicy, Lewis zbliżył się do swojego team-partnera, jednak Brytyjczyk wykonał zbyt optymistyczny atak i rozbił oba bolidy Mercedesa. Na czele wyścigu znaleźli się więc kierowcy Red Bull Racing – Ricciardo przed Verstappenem.

Sporo dyskutowało się o tym, że zespół poświęcił swojego starszego kierowcę, aby zapewnić sensacyjny triumf Holendra. Max znalazł się na czele wyścigu dzięki odmiennej taktyce. Liderujący Ricciardo zjechał po nowe opony na 28. okrążeniu, był to jego drugi pit stop. Ferrari zareagowało na ten manewr i wezwało do siebie Vettela. Verstappen i Raikkonen pozostali na torze, dając sygnał, że planują tylko dwie wizyty u mechaników.

To właśnie pomiędzy nimi rozegrała się więc walka o końcowy triumf. Fin naciskał na rywala podczas ostatnich okrążeń, ale nie zdołał wyprzedzić kierowcy Red Bulla. Max Verstappen został najmłodszym zwycięzcą Grand Prix Formuły 1, odnosząc sukces w wieku 18 lat i 228 dni, bijąc rekord Sebastiana Vettela o ponad 2,5 roku.

– To niesamowite. Jak tylko zobaczyłem, że Mercedesy wypadły, to pomyślałem, że miejsce na podium jest możliwe. Presja pod koniec była ogromna, ale na pięć okrążeń przed metą Kimi również zaczął mieć problemy z oponami i to pomogło mi wygrać ten wyścig.

Zwycięstwo 18-latka w Formule 1 było głośną wiadomością na całym świecie. Od tamtego momentu talent Maxa eksplodował i kierowca coraz częściej zadziwia nas fantastycznymi akcjami na torze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *