Fot. Ronde di Andora


To już 8 lat – rocznica rajdowego wypadku Roberta Kubicy

Autor: | 6 lutego 2019

6 lutego to zawsze ciężki okres dla polskiego kibica sportów motorowych. To tego dnia została przerwana piękna kariera Roberta Kubicy w Formule 1. Jednak nic straconego, bo już za 5 tygodni Polak znów pojawi się na polach startowych podczas Grand Prix.

Był niedzielny poranek szóstego lutego 2011 roku. Kilka dni po testach w Valencii, gdzie RK zajął pierwsze miejsce, postanowił dalej się udoskonalać i realizować pasję. Dlatego wystąpił w Ronde di Andora, który organizowany był przez jego kolegę.

Niestety, już na pierwszym oesie załogę Kubica/Jakub Gerber podbiło na wybrzuszeniu w asfalcie i bokiem Skoda Fabia S2000 zetknęła się z barierką. Metalowy element jednak w pewnych miejscach pozbawiony był śrub, dlatego blacha się odgięła i wbiła się na wylot w auto. Pilotowi nic się nie stało, ale kierowca miał poważnie zranioną prawą część ciała.

Krwawił, ręka i noga były wielokrotnie złamane. Staw łokciowy wręcz zmasakrowany, a dłoń niemal leżała obok kończyny, bowiem nerwy były pozrywane. Kiedy nadeszła pomoc, Kubica instruował ratowników. Dotarł do szpitala z niewiele ponad litrem krwi w organizmie. Od razu położono go na stół, by uratować życie kierowcy Formuły 1. Następnie próbowano ratować dłoń przed amputacją, co także się udało. Później zawodnik przeszedł wiele zabiegów, a rehabilitacja była długa. Jakiś czas później przewrócił się i ponownie złamał nogę, co tylko wydłużyło proces powrotu do aktywności.

Po kilku miesiącach zaczął siadać za kółkiem. W 2012 roku wystartował w pierwszym włoskim rajdzie za kierownicą Subaru Imprezy WRC, co wydawało się być czymś niemożliwym, patrząc na jego obrażenia. Kubica jednak walczył, jak przez całe życie. Na początku 2013 roku dowiedzieliśmy się, że podpisał umowę z Citroen Racing i będzie jeździł w WRC-2 i ERC wraz z Maćkiem Baranem. Europejski czempionat był treningiem w DS3 RRC, natomiast jego celem były mistrzostwa świata. Tam wygrał pięć razy, jednokrotnie był drugi i dołożył do tego szóstą lokatę. Został mistrzem ze sporą przewagą, ustanawiając rekord zwycięstw w jednym sezonie w tej klasie. Wyrównał go dopiero w zeszłym sezonie Jan Kopecky.

Potem przeszedł do królewskiej kategorii. Raz pojechał Citroenem, a potem już związał się z M-Sportem i wspólnie z Maćkiem Szczepaniakiem rywalizowali Fordem Fiestą RS WRC. Zaczęli jednego od Rajdu Janner w aucie klasy RRC. To tam przejechał ten fenomenalny nocny odcinek z lampą, która się oderwała i co rusz go oślepiała. On jednak zamiótł stawkę pod dywan i wygrał. Potem było Monte Carlo, dwa wygrane oesy i prowadzenie w najsłynniejszej rundzie WRC.

W następnych miesiącach nie było już tak dobrze, ale to normalne przy prywatnych startach i małym doświadczeniu. Jednak w ciągu przeszło trzech sezonów w WRC zaliczył 33 starty, wygrał 14 oesów, najlepszym jego wynikiem było piąte miejsce w Rajdzie Niemiec 2013 i uzyskał 43 punkty. Był to co najmniej przyzwoity był wynik, a jeśli spojrzymy na bardzo mały budżet i problemy, to nawet bardzo dobry.

Po Rajdzie Monte Carlo 2016 uznał, że czas skończyć zabawę, skoro nie otrzymuje poważnych ofert od fabrycznych ekip, a był to jedyny możliwy krok. Postanowił wrócić do wyścigów i zaliczał pojedyncze występy. W 2017 roku testował bolidy Formuły E i GP3, aż w końcu w czerwcu Renault zrobiło ukłon w jego kierunku. Robert wtedy wsiadł do Lotusa E20 z sezonu 2012 i pokazał się ze świetnej strony. Potem test został powtórzony, by sprawdzić jak fizycznie prezentuje się Polak.

Następnie wziął udział w testach F1 na Hungaroringu. Była to jego pierwsza oficjalna sesja od 6,5 roku. Potem sprawdzał go Williams, ale na ostatniej prostej do podpisania kontraktu, do walki wszedł Siergiej Sirotkin i jego majętni sponsorzy. Robert został w takiej sytuacji kierowcą rezerwowym i rozwojowym ekipy z Grove. Przez ostatni rok bardzo ciężko pracował i wreszcie się udało. 22 listopada 2018r. Claire Williams ogłosiła, że etatowymi zawodnikami jej teamu w sezonie 2019 będą George Russell oraz Robert Kubica. Pomógł w tym Orlen, który dzięki powrotowi Polaka do serii, zdecydował się zostać partnerem zespołu.

Obecnie czekamy na testy w Barcelonie i później na inaugurację sezonu w Australii. O złych chwilach już nie pamiętamy. Ważna jest przyszłość i to, co Robert pokaże po powrocie do Formuły 1.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *