fot. Facebook / Mercedes-AMG


Wielcy zwycięzcy i wielcy przegrani

Autor: | 30 października 2017

Martin Brundle stwierdził, że wyścigi rozgrywane po ostatecznych rozstrzygnięciach w mistrzostwach zazwyczaj są bardzo interesujące, więc zacieramy rączki w oczekiwaniu na ostatnie rundy sezonu. Najpierw jednak podsumujmy ostatnie wydarzenia, które po raz kolejny doprowadziły Lewisa Hamiltona do korony Formuły 1.

Zbyt łatwo

Fernando Alonso uznał, że tegoroczny czempionat był dla Hamiltona „zbyt łatwy”. Odpowiednie słowa z ust odpowiedniego człowieka, bo nie trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby to właśnie Nando zasiadał w obecnym samochodzie Ferrari, Lewis mógłby nie mieć zbyt wiele do powiedzenia w kwestii walki o mistrzostwo. Wystarczy przypomnieć sobie jaką przewagę w punktacji miał Sebastian Vettel i w jaki sposób ją skasował.

Kontrowersyjne zachowanie w Baku, kraksa w Singapurze, aż w końcu kolizja ze Strollem w Malezji. Choć ten ostatni incydent nie przyniósł większych konsekwencji, to każdego z nich dało się uniknąć i gdyby na miejscu Vettela zasiadał Alonso – prawdopodobnie nie doszłoby do żadnego. To są jednak tylko gdybania, bo kierowcą Ferrari jest i pozostanie „Baby Schumacher”, który również w Meksyku poszedł w ślady swojego idola, przebijając oponę w samochodzie Hamiltona.

Umyślnie, czy nie – to lepiej zostawić bez odpowiedzi. Prawda jest taka, że sytuacja Vettela była tak tragiczna, że Niemiec miał powód, by za wszelką cenę wykluczyć Lewisa z wyścigu. Nie udało się i złudne nadzieje prysły. Stało się to, co stać się miało.

Renault, zróbże coś!

Za każdym razem gdy Daniił Kwiat jest zastępowany, Max Verstappen wygrywa wyścig. Ta zależność sprawdziła się w 100%, ale młody Holender będzie musiał sobie znaleźć nowy przesąd. Albo trzymać kciuki za Red Bull Racing. Myśląc racjonalnie, lepsza jest ta druga opcja.

Red Bull w końcówce tego sezonu ma rewelacyjny wózek i w przyszłym roku to właśnie ten zespół powinien próbować zatrzymać Hamiltona. Z takim składem kierowców powinno pójść im to lepiej, niż Ferrari. Max Verstappen, choć wciąż jest młody i nieobliczalny, niemal na każdym kroku udowadnia, że drzemie w nim wielki potencjał. Tak wielki, że nawet szalenie utalentowany Daniel Ricciardo może nie dać mu rady.

Po serii nieukończonych Grand Prix, mówiło się co nieco o możliwych przenosinach 20-letniego kierowcy do innego teamu, ale ostatecznie podpisał on z Red Bullem długoletni kontrakt. Lepszej decyzji podjąć się nie dało. RBR to ekipa, która była na szczycie i chce tam powrócić. Jedynym mankamentem ich obecnego samochodu jest silnik. Z lepszą i mniej zawodną jednostką napędową mogą iść na wojnę z Mercedesem.

O lepszych i mniej zawodnych jednostkach napędowych lepiej nie wspominać w boksie McLarena. Tam trwa wyczekiwanie na nowy produkt, którym ma być właśnie silnik Renault. Nie jest to opcja idealna, ale skoro Red Bull potrafi zagrać na nosie najlepszym, to czemu nie oni? W tym wszystkim najdziwniej wypada fabryczny zespół, który w przyszłym roku okazać może się najsłabszą drużyną korzystającą z silników własnej produkcji.

W środku stawki

Po kolizji Vettela z Hamiltonem, kiepskim starcie Raikkonena i kłopotach technicznych Ricciardo, wydawało się, że na podium w Meksyku może zameldować się niespodziewany gość. Największe szanse na sukces miał Esteban Ocon, który walczył z Hulkenbergiem i Perezem. Ktokolwiek z tej trójki nie zająłby trzeciego miejsca – byłoby o tym głośno. Wszystkich ograł jednak Kimi Raikkonen, który skorzystał na neutralizacji w środku wyścigu, a później także napierający Vettel, który wjechał na metę czwarty.

Niestety, problemy Renault i Toro Rosso sprawiły, że po raz kolejny nie mogliśmy się przekonać jak Carlos Sainz radzi sobie w pojedynku z Nico Hulkenbergiem, a także ocenić umiejętności Hartleya i Gasly’ego, bo ci mieli zbyt wiele problemów w trakcie całego weekendu, by czegokolwiek od nich oczekiwać.

Solidne punkty zdobył Lance Stroll, który od dłuższego już czasu nie pakuje się w niepotrzebne kłopoty i zalicza w miarę bezproblemowe wyścigi. Przypomnijmy, że do tej pory jest to jedyny kierowca spoza „wielkiej trójki konstruktorów”, który stanął w tym roku na podium.

Lepsze czasy dla Saubera?

Ekipę Saubera należy podziwiać za wytrwałość, bo już zimą oczywistym było, że mając do dyspozycji zeszłoroczny silnik, nie będą walczyć dosłownie o nic. Do każdego Grand Prix przystępują ze świadomością, że tracą tempo do każdej innej załogi.

Po cichu mówi się jednak o tym, że Ferrari w kolejnym sezonie ma dać szwajcarskiemu teamowi najnowszy sprzęt. Wszystko za sprawą debiutu Charlesa Leclerca, przyszłej gwiazdy Formuły 1. Mocno ściskajmy kciuki, aby włoski producent faktycznie wykonał ten logiczny z naszego punktu widzenia ruch i pomógł Sauberowi znów walczyć o lepsze wyniki.

Ostatnia prosta

Skończyło się napięcie związane z walką o mistrzostwo, czas na rozluźnienie. To powinno dać nam interesujące wyścigi w Brazylii i Abu Zabi. Równie interesujące będzie to, co dziać się będzie poza torem. Wciąż czekamy na ostateczne decyzje przed sezonem 2018, w szczególności z obozu Williamsa. Pozostało nam tylko czekać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *