Fot. Audi Formula E Team


ePrix Mexico City: Niesamowite zwycięstwo di Grassiego, katastrofa Nissana w szalonym wyścigu

Autor: | 17 lutego 2019

Lucas di Grassi rzutem na taśmę zwyciężył w ePrix Mexico City. Dla Brazylijczyka to dziewiąty triumf w Formule E. Podium uzupełnili Antonio Felix da Costa i Edoardo Mortara. Liderem mistrzostw został Jerome D’Ambrosio z przewagą siedmiu punktów nad Samem Birdem.

W Meksyku panowała temperatura 29 stopni Celsjusza, natomiast nawierzchnia była cieplejsza o kolejne kilkanaście kresek, bowiem do tego świeciło słońce.

Sam Bird, który w kwalifikacjach nie przejechał żadnego okrążenia przez awarię, startował z ostatniego pola, bowiem mechanikom Virgin Racing udało się naprawić bolid lidera mistrzostw.

Najlepiej z miejsca ruszył Pascal Wehrlein, który utrzymał prowadzenie. Dalej znajdowali się Oliver Rowland, Lucas di Grassi, Sebastien Buemi, Antonio Felix da Costa, Felipe Massa, Alexander Sims, Jean-Eric Vergne, Nelson Piquet Jr i Edoardo Mortara.

Po kilku kółkach Piquet usiłował wyprzedzić Vergne’a i wjechał we Francuza. Wzbiło jego bolid w górę i uderzył w ścianę, po drodze zahaczając o Simsa. Vergne miał zniszczone prawe tylne koło, natomiast Sims zjechał do boksu na wymianę przedniego skrzydła. Po chwili na torze pojawiła się czerwona flaga, by uprzątnąć auto Piqueta i porozrzucane części po torze. Zatrzymanie rywalizacji i ustawienie całej stawki w alei serwisowej nie powoduje zatrzymania zegara, więc czas płynął, dlatego istniało zagrożenie, że nie uda się zaliczyć pełnego wyścigu.

Po 20 minutach sędziowie postanowili wydłużyć wyścig, bowiem mają taką opcję w regulaminie serii. Wyścig wznowiono o godzinie 23:34 polskiego czasu, a jego koniec przewidziano na 00:15. W związku z tym zmieniono czas na zegarze i od restartu mieliśmy jeszcze 40 minut ścigania. Niestety wznowiono rywalizację za samochodem bezpieczeństwa.

38 minut przed metą safety car zjechał i zawodnicy rozpoczęli walkę. Niemal cała stawka zaczęła używać Attack Mode, a więc systemu ze zwiększoną mocą aut. Liderował Wehrlein przed Rowlandem, di Grassim, Buemim, da Costą, Massą, Mortarą, Lottererem, D’Ambrosio i Vergnem.

Antonio usiłował zaatakować Seba, ale Szwajcar mądrze się bronił i pozostawał na czwartym miejscu. Natomiast Jose Maria Lopez był sprawdzany przez sędziów, którzy podejrzewali, że Argentyńczyk nieprzepisowo użył zbyt dużej mocy w bolidzie. Potwierdziło się to, więc otrzymał karę przejazdu przejazdu przez aleję serwisową. Za chwilę Stoffel Vandoorne użył zbyt dużo mocy podczas Fanboost. Po kilku minutach poinformowano, że również zbyt szybko użył tego systemu. Otrzymał karę drive through i spadł na ostatnie 21. miejsce.

Po kolejnym czasie Lopez był sprawdzony z powodu przekroczenia linii alei serwisowej. Za to dostał 4 sekund kary. Pod koniec rywalizacji Massa zaczął spadać w klasyfikacji, bowiem został wyprzedzony przez Mortarę, D’Ambrosio i Lotterera. Przez to znalazł się na dziewiątym miejscu. Evans i Vergne byli posądzeni o spowodowanie kolizji. Francuz dodatkowo ściął szykanę.

Liderował Wehrlein, ale di Grassi wyprzedził Rowlandia i znalazł się bardzo blisko lidera. Dalej byli Buemi, da Costa i Mortara. Lucas atakował Pascala i na ostatnim kółku w szykanie byli bok w bok, przez co Wehrlein ściął szykanę. Di Grassi go dogonił i wspaniale wyprzedził na ostatniej prostej. Lucas jechał bokiem i zrobił to bardzo widowiskowo. Buemi i Rowland nie dojechali do mety, bowiem skończyła się energia w ich bolidach. Podobna rzecz mogła stać się z Pascalem, bowiem mocno zwolnił pod koniec kółka. Wehrlein dostał 5 sekund kary za ścięcie szykany, co było niezrozumiałe, bowiem gdyby Niemiec nie zrobił tego, to zderzyłby się z Brazylijczykiem. Przez sankcję spadł na szóstą pozycję.

Ostatecznie wygrywa di Grassi przed da Costą, Mortarą, D’Ambrosio, Lottererem, Wehrleinem, Evansem, Massą, Birdem i Abtem.

Kolejna runda odbędzie się w Hongkongu 10 marca.

Fot. ABB Formula E

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *