Fot. FIA Formula E


Formuła E nie zrezygnuje z kontrowersyjnego formatu kwalifikacji

Autor: | 4 listopada 2017

Od poprzedniego sezonu toczyły się dyskusje na temat ewentualnej modyfikacji systemu kwalifikacji w Formule E. Dziennikarze Autosportu dowiedzieli się jednak, że obecny format nie zostanie zmieniony w najbliższym czasie.

System sesji kwalifikacyjnej w FE polega na podzieleniu stawki 20 kierowców na cztery grupy. W każdej z nich rywalizuje pięciu zawodników. Piątka z najlepszymi czasami kwalifikuje się do Super Pole, gdzie walczy o Pole Position. W tej części każdy kierowca wyjeżdża na pusty tor i ma jedno pomiarowe okrążenie, na wykręcenie rezultatu. Natomiast o ustawieniu na starcie reszty stawki decydują czasy osiągnięte w grupach.

Jest to kontrowersyjne, ponieważ kierowcy są przydzielani do danej grupy losowo. W pierwszych dwóch sezonach Lucas di Grassi, walcząc o tytuł był poszkodowany przez ten system, a teraz to samo spotkało Sebastiena Buemiego. Wynika to z tego, że na niektórych torach traci się dużo czasu, jeśli zawodnik jedzie w pierwszej grupie, która ma do dyspozycji najmniej nagumowany asfalt.

Władze kategorii rozważały zmianę systemu i ustalanie grup, według kolejności w mistrzostwach. Wtedy czołówka jeździłaby w identycznych warunkach. Jednak zostało to odrzucone. Nie jest szczęśliwy z tego powodu di Grassi, który mówi prost, że obecna forma mu się nie podoba.

– Nie podoba mi się ten system. Byłem poszkodowany w pierwszym i drugim sezonie w Londynie oraz faworyzowany w trzecim. Nie możesz pozwolić, żeby o takich rzeczach decydowało szczęście. Byłoby dobrze, gdyby kierowcy walczący o mistrzostwo byli umieszczeni w tej samej grupie – powiedział obecny mistrz.

Również Buemi liczył na zmianę. Szwajcar otwarcie mówi, że jazda w kwalifikacjach w pierwszej grupie może zniszczyć cały weekend. I tak też było w jego przypadku w Meksyku i Montrealu.

– Miałem nadzieję, że się uda. Kiedy rywalizujesz na torze, gdzie loteria odgrywa dużą rolę – mieliśmy dwa takie obiekty w Meksyku i Montrealu, gdzie bardzo trudno było zakwalifikować się z pierwszej grupy – to może zniszczyć twój weekend – stwierdza Buemi.

Przed rokiem Sam Bird, kierowca DS Virgin Racing wpadł na innowacyjny pomysł systemu kwalifikacyjnego. Brytyjczyk chciał, by cztery grupy były losowe, a zawodnicy trzech najlepszych ekip przechodziliby do następnej części.

– Cztery z pięciu grup byłoby losowo dobieranych, a najlepsze trzy zespoły szłyby dalej. Wtedy masz dwie grupy z sześciu. W jednej najlepsza trójka, a w drugiej następnych trzech. To oznaczałoby Super Pole z sześcioma kierowcami, którzy wygrali swoje grupy. Reszta pozycji byłaby ustalone według czasu w grupach. Nie ma znaczenia czy pada deszcz czy nie. Po prostu musisz być najlepszy w swojej grupie. To tylko o jeden etap więcej i mogłoby być interesująco – przedstawia pomysł kolegi Brazylijczyk.

Di Grassi chciał również zmiany w wyścigu. Jego zdaniem ustawienie na starcie do dwóch ostatnich rund mogłoby być odwrotne do pozycji w mistrzostwach.

– Będziesz miał czterech lub pięciu facetów walczących o tytuł. Mając większe rozbieżności w punktach, każda walka ma znaczenie. To byłoby super – kończy Lucas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *