Fot. Toyota Gazoo Racing


24H Le Mans 2018: Niespodzianki nie było, Fernando Alonso z drugą koroną!

Autor: | 17 czerwca 2018

Toyota nr 8 w składzie Fernando Alonso, Kazuki Nakajima i Sebastien Buemi pewnie wygrała 24-godzinny wyścig Le Mans na torze Circuit de la Sarthe. Załoga potrzebowała do tego 388 okrążeń i 37 postojów w alei serwisowej. Dla japońskiego producenta to pierwsze w historii zwycięstwo w tej legendarnej rywalizacji. Z kolei Alonso zdobył już drugą z trzech najcenniejszych wyścigowych koron. Należą do nich GP Monako, które Hiszpan wygrał dwukrotnie, Le Mans oraz Indy 500. W ubiegłym roku Fernando próbował wygrać w Stanach, ale na razie mu się to nie udało.

Pogoda we Francji jest sprzyjająca, bowiem nie padał deszcz, a temperatura oscylowała w granicach 20 stopni Celsjusza.

Toyota #8 dwukrotnie zaliczyła 60-sekundowe kary stop & go. Było to spowodowane przekroczeniem prędkości podczas slow zones. Natomiast drugi na mecie samochód tego koncernu z Kamui Kobayashim, Mikem Conwayem i Jose Marią Lopezem raz został upomniany w takiej wysokości. Natomiast pod koniec wyścigu otrzymali karę 10 sekund Przez pierwsze godziny samochody nr 7 i 8 zmieniały się na prowadzeniu, ale późnym wieczorem z uwagi na kary, siódemka miała ponad dwie minuty przewagi nad ósemką.

Wtedy przyszedł czas na koncert Alonso, który w ciągu godziny odrobił aż półtorej minuty do Pechito Lopeza. Później niemal równie szybko jechał Nakajima, a nad ranem na prowadzenie wyprowadził swoją załogę Buemi. Alonso zaimponował tym bardziej, że jego średni czas wyścigu był najlepszy spośród całej szóstki Toyoty. Załoga nr 8 od rana kontrolowała przewagę i była lepsza o dwa kółka od nr 7. Taka strata drugiego samochodu wynika z tego, że Kobayashi przestrzelił zjazd do boksu, po czym samochód zasygnalizował brak paliwa i przeszedł w tryb oszczędzania, który charakteryzuje się jazdą z prędkością 80km/h. Japończyk jednak dojechał do alei serwisowej i po tankowaniu wrócił na tor. Później sędziowie nałożyli na tę ekipę karę 10 sekund stop & go, bowiem Kamui przekroczył maksymalną liczbę przejechanych okrążeń bez pit stopu. Warto wspomnieć też o tym, że tylko Toyota dysponowała autami z napędem hybrydowym.

Trzecie miejsce na podium zajął Rebellion #3 w składzie Thomas Laurent, Mathias Beche i Gustavo Menezes, jednak prywatna ekipa straciła aż 13 okrążeń do zwycięzców. Za nimi znalazł się ostatni samochód LMP1, który uniknął problemów. Był to Rebellion oznaczony numerem 1, który reprezentowali Neel Jani, Andre Lotterer i Bruno Senna. Pozostałe auta królewskiej klasy miały problemy techniczne lub jak ByKolles czy SMP Racing #17 wypadały z toru. Również przez to SMP #11 z debiutującym Jensonem Buttonem oraz Witalijem Pietrowem i Michaiłem Aleszinem zajął dopiero 45. miejsce, po awariach w pierwszej fazie wyścigu. Zostali sklasyfikowani, jednak wycofali się na godzinę przed końcem.

Piątkę zamknął G-Drive Racing #26 z Jean-Erikiem Vergnem, Romanem Rusinowem i Andreą Pizzitolą. Ta ekipa wygrała rywalizację w LMP2, gdzie drugie miejsce osiągnął Signatech Alpine #36 reprezentowany przez Nicolasa Lapierre’a, Andre Nergao oraz Pierre’a Thirieta. Trójkę zamknął Graff-SO24 w składzie Vincent Capaillaire, Tristan Gommendy i Jonathan Hirschi.

W LMGTE PRO rządziło Porsche, bowiem wygrała ekipa #92 w legendarnym malowaniu tzw. „świnki”. Tym autem jechali Kevin Estre, Michael Christensen i Laurens Vanthoor. Podium uzupełnili Porsche #91 z Gianmarią Brunim, Richardem Lietzem i Frederikiem Makowieckim oraz Ford #68, którym podróżowali Sebastien Bourdais, Dirk Muller i Joey Hand.

Z kolei LMGTE AM padło łupem Dempsey-Proton Racing #77 w składzie Matteo Cairoli, Giorgio Roda i Khaled Al Qubaisi. Na podium znaleźli się też Spirit of Race z Giancarlo Fisichellą, Francesco Castelaccim i Thomasem Flohrem oraz Keating Motorsports reprezentowany przez Jeroena Bleekemolena, Bena Keatinga i Lucę Stolza.

Fot. FIA WEC

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *