Fot. RSMP


14 lat od śmierci Janusza Kuliga

Autor: | 13 lutego 2018
Dokładnie 14 lat temu odszedł od nas Janusz Kulig. Trzykrotny mistrz Polski, jednokrotny Słowacji oraz wicemistrz Europy. Na swoim koncie miał też starty w P-WRC w sezonie 2003, gdzie zajął ósme miejsce.

 Sukcesy w RSMP oraz ERC święcił z Jarosławem Baranem, na Słowacji z Emilem Horniackiem, a w mistrzostwach świata z Baranem, Dariuszem Burkatem i Maćkiem Szczepaniakiem.
 
W trakcie swojej kariery podróżował różnymi autami. Między innymi Fordem Escortem WRC, kilkoma ewolucjami Focusa RS WRC, Seatem Cordoba WRC, natomiast kończył w Mitsubishi Lancerze Evo szóstej, a potem siódmej generacji.
 
Polski kierowca rajdowy zginął 13 lutego 2004 roku na przejeździe kolejowym w Rzezawie. Błąd w tamtej sytuacji popełniła dróżniczka, która nie uruchomiła sygnalizacji świetlnej i nie opuściła zapór. Innym powodem tragedii była słaba widoczność. Kulig kierujący Fiatem Stilo wjechał na tory, a po chwili wjechał w niego pociąg pospieszny. Janusz wciąż żył, kiedy wyciągnięto go z samochodu, ale wkrótce zmarł.

4 komentarze we wpisie “14 lat od śmierci Janusza Kuliga

  1. b.g.

    Wina droznika jest bezsprzeczna, ale kierowca ma obowiązek zachować szczególną ostrożność na przejeździe kolejowym. Warto to podkreślać przy okazji wspomnienia śmierci P. Kuliga bo gdyby to zrobił, mógłby żyć.

  2. Jsjsjsj

    To był przejazd strzeżony! Samochody jechały w ciągu kilku aut okol 50km/h! Nie widać tam było czy coś jedzie czy nie. Drozniczka powinna dostać 25 lat za próbę spowodowania katastrofy lądowej.

  3. Kamil Szkudlarek Post author

    To wszystko prawda. Dlatego też wspomniałem, że drugą przyczyną wypadku była słaba widoczność. Wina dróżniczki to oficjalnie przyjęta wersja, ale zazwyczaj też kierowca ponosi odpowiedzialność.

  4. Kamil Szkudlarek Post author

    Oczywiście, strzeżony. Lecz to nikogo nie zwalnia z ostrożności. Jeśli była słaba widoczność, to mamy również słuch. Lokomotywa tego typu jest bardzo głośna i słychać ją z odległości kilkuset metrów. Powiedzmy sobie, że to nie było spowodowanie katastrofy lądowej tylko nieumyślne wypadku. Wszyscy mamy wielki żal z powodu śmierci pana Janusza, lecz nie można nazywać katastrofą wypadku, w którym ginie jedna osoba. Ta pani zapłaciła wystarczającą cenę. Po wielu latach nienagannej służby doprowadziła do tragedii i straciła pracę. Z traumą prawdopodobnie nigdy sobie nie poradzi, więc dajmy jej spokój.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *