ERC: Szczęśliwe zwycięstwo Ralfsa Sirmacisa – podsumowanie Rajdu Estonii

Autor: | 19 lipca 2016

Ralfs Sirmacis jadący Škodą Fabią R5 odniósł zwycięstwo w siódmej edycji Rajdu Estonii, rozgrywanego w ramach Rajdowych Mistrzostw Europy. Dla łotewskiego kierowcy był to już drugi triumf w tym sezonie, który pozwolił zredukować stratę do Alexeya Lukyanuka do zaledwie pięciu punktów w klasyfikacji generalnej. Ralfs przez cały weekend był bardzo szybki, a przy tym jechał równo. Po raz kolejny trzeba go podziwiać, ponieważ był to dla niego zaledwie trzeci start w karierze w aucie klasy R5.

– To jest naprawdę świetne. Niesamowitą rzeczą jest wygranie dwóch rajdów w sezonie. Chcę zwyciężać po walce, ale rajdy są też sportem technicznym. W przyszłym roku chcę być nieco szybszy. Następny rajd jadę na Łotwie, myślę, że znów wygram – powiedział Sirmacis po ostatnim odcinku specjalnym.

Genialnie w szóstej rundzie Rajdowych Mistrzostw Europy prezentował się Alexey Lukyanuk. Był najlepszy aż na dziewięciu oseach, ale niestety na przedostatnim odcinku specjalnym nie wytrzymał drążek kierowniczy w jego Fieście R5. W wyniku tego nie dało się już normalnie jechać, ponieważ jak relacjonował jego pilot Alexey Arnautov, auto ściągało w lewą stronę i rosyjska załoga zakończyła przygodę z Rajdem Estonii na drzewie. Alex był najszybszy, ale ponownie zabrakło mu trochę szczęścia.

– Drążek kierowniczy uszkodził się przy lądowaniu po skoku, a potem straciliśmy kontrolę nad samochodem. Byliśmy na drodze, na dobrej linii, to był pech. Zawsze jesteś mądry, kiedy siedzisz w kawiarni. Jechałem normalnie, nie było to szalone. Nie było kolein, po prostu jechaliśmy. Nie było szybciej niż wczoraj – opowiadał Rosjanin.

Kajetan Kajetanowicz nie przejechał perfekcyjnego rajdu. W sobotę rano mówił o tym, że wybranie krótszych przełożeń skrzyni biegów byłoby lepszym rozwiązaniem, więc na serwisie wymieniono mu ten element samochodu, ale wyjechał o minutę za późno ze strefy i dostał 10 sekund kary. Pod koniec dnia w jego Fieście przestał działać układ wspomagania kierownicy i dojechanie do mety sobotniej rywalizacji można było uznać za sukces. Polak osiągnął tyle ile mógł, bo jego tempo było wyraźnie słabsze niż Sirmacisa i Lukyanuka. Jednak drugie miejsce jest bardzo dobre i pozwala zwiększyć przewagę nad Alexem już do 37 punktów w klasyfikacji mistrzostw.

– Każdy rajd, począwszy od decyzji o starcie, przez przygotowania, testy, zapoznanie, aż po walkę na odcinkach specjalnych jest serią wyborów, które podejmujemy. Przy części z nich mamy pewien komfort, możemy je przemyśleć. Inne decyzje podejmujemy w ułamku sekundy, odruchowo. Są też takie, które kierowcy rajdowemu przychodzą wyjątkowo trudno, bowiem czasami trzeba znaleźć właściwą harmonię między tym, co może osiągnąć i tym co chciałby osiągnąć – mówił Kajetan.

– To niełatwe, bo kiedy ścigam się samochodem rajdowym, to w mojej głowie brzmią myśli, które nieustannie popychają mnie do tego, żeby jechać szybciej i zawsze starać się wygrać. Jednak z drugiej strony, gdy kończysz na drugim miejscu tak wymagający rajd, jak ten w Estonii to nie tylko zyskujesz nowy zastrzyk motywacji, ale także siłę niezbędną do podejmowania trudnych, dojrzałych decyzji, które finalnie zbliżają nas do upragnionego celu – dodał.

Podium zamknął Rainer Aus. Estończyk udowodnił, że samochody ze starej dobrej grupy N świetnie spisują się w warunkach Rajdu Estonii. Mitsubishi Lancer Evo dziewiątej generacji, którym rywalizował reprezentant gospodarzy rozwija większe prędkości maksymalne od aut klasy R5. Przez cały weekend jechał bardzo dobrze, ale na czternastej próbie uderzył w kamień i uszkodził samochód, jednak udało mu się obronić przewagę.

– Uderzyłem w kamień, chcę być na mecie. Chciałbym dojechać do Tartu, tam jest prawdziwa meta – powiedział po ostatnim oesie Aus.

Czwarte miejsce zajął Raul Jeets, który ścigał swojego rodaka, ale ostatecznie nie udało mu się stanąć na podium. W ten sposób wyrównał swój najlepszy wynik w ERC, wcześniej był czwarty także w tegorocznej edycji Rajdu Akropolu. Z dobrej strony zaprezentował się Jarosław Kołtun. Polak jechał niezwykle równo przez cały weekend, który zwieńczył drugą pozycją na ostatnim oesie i finalnie osiągnął piątą lokatę. Szósty był Łukasz Habaj. Mistrz Polski miał trochę lepsze tempo od Kołtuna, ale na ósmym odcinku specjalnym przebił oponę i pozbawił się szans na wyższe miejsce.

Na siódmej pozycji finiszował Miko-Ove Niinemae w przednionapędowym Peugeocie 208 VTi. Niespełna pół minuty stracił do niego Rosjanin Alexander Mikhaylov w Lancerze Evo X, co dobrze świadczy o tempie jakim podróżował w Estonii. Dziesiątkę zamknęli Marijan Griebel i Chris Ingram, którzy jechali Oplami Adam R2. Tomasz Kasperczyk na pierwszym oesie uszkodził samochód, a naprawa zajęła jego mechanikom zbyt wiele czasu i już przed startem sobotniej rywalizacji miał do odrobienia niespełna trzy minuty do czołówki. Finalnie jego tempo pozwoliło mu na przyjechanie do mety na 12. miejscu. Aron Domżała jechał przyzwoity rajd, ale na siódmym odcinku specjalnym w jego samochodzie uszkodziła się chłodnica oleju i Polak nie mógł kontynuować jazdy. Ta runda nie była też zbyt szczęśliwa dla Hiroki Arai i Takamoto Katsuty – reprezentantów programu Toyoty dla młodych kierowców. Pierwszy na szóstym oesie rolował i nie wrócił już na trasę, a drugi z nich dachował dwukrotnie.

W klasie ERC-2 najlepszy był Rainer Aus przed Maitem Maarendem i Siimem Plangim. Po raz drugi z rzędu nie zobaczyliśmy w tej rywalizacji lidera cyklu – Wojciecha Chuchały, ale Polak nadal ma ogromną przewagę w klasyfikacji generalnej. W ERC-3 i Junior ERC triumfował Niinemae, a podium uzupełnili Griebel oraz Ingram. Łukasz Pieniążek jechał dobrym konkurencyjnym tempem i po piętnastu oesach plasował się na piątej pozycji w obu kategoriach. Niestety, na ostatniej próbie rolował i stracił bardzo dużo czasu. Ostatecznie zameldował się na mecie na dziewiątym miejscu.

Następnym przystankiem dla ERC będzie asfaltowy Rajd Rzeszowski, który odbędzie się w pierwszy weekend sierpnia.