Fot. Scuderia Ferrari / Facebook


Ferrari zapłaciło wysoką cenę za ignorowanie kontroli jakości

Autor: | 10 października 2017

Prezydent Ferrari uważa, że zespół zapłacił wysoką cenę za nieprzykładanie uwagi do kontroli jakości. Wierzy jednak, że obecny sezon da się jeszcze uratować.

Ostatnie trzy wyścigi były dla Scuderii prawdziwą katastrofą. Głównym powodem ogromnych strat punktowych był brak niezawodności. W Malezji awarie dotknęły obu kierowców ekipy, a w Japonii świeca, kosztująca 59 euro, zmusiła Vettela do wycofania się z wyścigu. Do tego doszły jeszcze kraksy, czyli start w Singapurze, absurdalna kolizja ze Strollem czy błąd Kimiego podczas treningu na Suzuce. Te wydarzenia znacząco zniweczyły szanse Ferrari na mistrzostwo konstruktorów oraz Vettela na tytuł wśród kierowców.

Sergio Marchionne był sfrustrowany z powodu problemu z tak pozornie błahym i tanim elementem, którego usterka była tak kosztowna.

– To taki techniczny nonsens, który miał wpływ na samochód warty miliony euro. Musimy poświęcać więcej uwagi kontroli jakości podzespołów. W ostatnim czasie zignorowaliśmy ten aspekt, bo nie był dla nas taki ważny. Trzy ostatnie wyścigi pokazały, że może mieć to destrukcyjny wpływ na osiągi. Naprawimy to – mówił prezydent Ferrari.

Mimo rozczarowań i straty do Merdesesa w tabeli, Marchionne wierzy, że jego zespół ma jeszcze szansę. Liczy, że dobre tempo SF-70H będzie wywierać presję na Srebrnych Strzałach.

– Nie będę arogancki, jeśli powiem, że nasz samochód jest na poziomie Mercedesa, a może nawet jest lepszy. Jestem pewien, że gdybyśmy nie mieli takich problemów w ostatnich trzech wyścigach, dzisiaj rozmawialibyśmy zupełnie inaczej. Sezon nie jest przegrany, jest sporo do zrobienia. Jestem zadowolony z osiągnięć teamu i głęboko wierzę, że będziemy w stanie odrobić straty – stwierdził Marchionne.

Jeden komentarz we wpisie: “Ferrari zapłaciło wysoką cenę za ignorowanie kontroli jakości

  1. T

    Podoba mi się podejście nieopieprzające ludzi. Oby miało miejsce również w fabryce, a szef okazał się liderem, to jeszcze będziemy mieć trochę walki na koniec tego sezonu :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *