Fot. Mercedes-AMG F1


GP Belgii: 89. triumf Hamiltona, fatalne Ferrari

Autor: | 30 sierpnia 2020

Lewis Hamilton wygrał pewnie wyścig o Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps. Dla Brytyjczyka to czwarta wygrana na tym obiekcie oraz 89. w Formule 1, co oznacza, że jest już tylko dwa triumfy od rekordu Michaela Schumachera. Podium uzupełnili Valtteri Bottas oraz Max Verstappen. Hamilton umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej i pewnie kroczy po siódmy tytuł mistrzowski.

Było dziś nieco więcej słońca nad torem Spa. Termometry wskazywały 17 stopni Celsjusza, natomiast asfalt był cieplejszy o trzynaście kresek, więc warunki były optymalne.

Niestety do rywalizacji nie ruszył Carlos Sainz, bowiem jego McLaren miał awarię układu wydechowego, więc siódme pole startowe było puste. Hamilton, Verstappen i Bottas jako jedyni z pierwszej dziesiątki jechali na pośrednich oponach, bowiem reszta używała miękkiej mieszanki. Z kolei w drugiej części, Gasly miał twarde gumy, Leclerc miękkie, a reszta jechała na gumach pośrednich.

Najlepiej ruszył Hamilton, który od Eau Rouge zaczął oddalać się od Bottasa. Fin był atakowany przez Verstappena, ale obronił się, podobnie jak Holender przed Ricciardo. Dalej byli Ocon, Albon, Stroll, Leclerc, Gasly i Perez. Z kolei Vettel był trzynasty za Kwiatem. Potem Charles spadł za Gasly’ego i Pereza, a Vettel narzekał na niedostatki mocy, czyli Ferrari borykało się z tymi samymi problemami, które im towarzyszą od początku sezonu.

Na dziewiątym okrążeniu Giovinazzi wypadł z toru i mocno rozbił auto, natomiast jadący za nim Russell próbował go ominąć, lecz koło z bolidu Alfa Romeo Racing Orlen uderzyło w koło George’a i uszkodziło zawieszenie, więc i Williams wylądował na ścianie. Po tym wyjechał samochód bezpieczeństwa, a niemal cała stawka zjechała na wymianę opon. Zostali tylko: Perez na miękkich gumach i Gasly na twardych. Reszta otrzymała najtwardszą mieszankę, z wyjątkiem Albona, u którego założono pośrednie opony.

Po tym prowadził Hamilton przed Bottasem, Verstappenem, Gaslym, Perezem, Ricciardo, Albonem, Oconem, Strollem i Norrisem. Vettel byl dwunasty, a Leclerc czternasty, natomiast między nimi znajdował się Raikkonen.

Po powrocie do rywalizacji w czołówce nic się nie zmieniło, natomiast Perez zaczął cierpieć z powodu strategii Racing Point. Najpierw pokonał go Ricciardo, a potem Albon. Perez w końcu zjechał do boksu, gdzie założono mu twarde opony. Natomiast Raikkonen wyprzedził Vettela i wskoczył na jedenastą lokatę. Ricciardo pokonał Gasly’ego i zaraz do Francuza zaczął zbliżać się Albon. Taj dość łatwo pokonał rywala z użyciem systemu DRS. Z kolei Perez wrócił na tor na ostatnim miejscu i zaczął szybko odrabiać straty. Najpierw wyprzedził Latifiego, a potem Magnussena.

Leclerc zjechał na drugi pit stop, na którym znów stracił czas. Monakijczykowi tym razem założono pośrednie gumy. Gasly pozostawał na torze i został pokonany też przez Ocona. Potem zjechał do alei serwisowej, gdzie dostał pośrednią mieszankę. Leclerc był ostatni, ale kręcił świetne czasy. Natomiast Vettel zaczął tracić do Raikkonena, a Perez wyprzedził Niemca i rozpoczął prawdziwą walkę o punkty w tym wyścigu.

Emocje mieliśmy w środku stawki, bowiem Perez i Gasly gonili rywali po swoich przedłużonych stintach. Sergio wyprzedził Raikkonena, a Pierre Vettela oraz Kimiego. Natomiast Sebastian raportował, że jego opony są w słabym stanie. Perez oraz Gasly pokonali Kwiata, a potem zamienili się pozycjami, bowiem Francuz miał lepsze tempo. Hamilton i Verstappen narzekali na ogumienie, Bottas na drętwienie lewej nogi, a Raikkonen na wodę pod prawym butem.

W samej końcówce Ocon wyprzedził Albona, a Gasly Strolla. Kierowca Racing Point był też nękany przez swego zespołowego partnera, a wiec Pereza. Jednak między tymi zawodnikami już nic się w końcówce nie zmieniło. Ostatecznie wygrał Hamilton przed Bottasem, Verstappenem, Ricciardo, Oconem, Albonem, Norrisem, Gaslym, Strollem i Perezem. Vettel i Leclerc skończyli na pozycjach 13 i 14.

Kolejny wyścig już za tydzień na torze Monza. To oznacza prawdopodobnie kolejny koszmarny weekend ekip z silnikami Ferrari.

Fot. Formula 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *