List do M.

Autor: | 29 grudnia 2014

Cześć Michael. Co słychać? Dawno Cię nie widzieliśmy, choć przecież jeszcze niedawno byłeś wszędzie: w telewizji, na bilbordach. Tęsknimy za Tobą, Michael.

n

To było rok temu. Przepełnieni byliśmy jeszcze świąteczną atmosferą, szykując się powoli do sylwestrowej zabawy. Ty także świetnie się bawiłeś, szalejąc na stoku. Kiedyś uważałem, że wyjazd na narty bez upadku to wyjazd stracony. Twój nigdy nie powinien mieć miejsca.

n

Początkowo nawet nie było powodów do zmartwień. Oczywiście media szybko nas poinformowały o incydencie, ale co złego mogło się wydarzyć? RMC Sport doniósł, że kontuzja nie jest poważna. Christophe Gernignon-Lecomte powiedział, że byłeś w szoku, ale przytomny, a nawet jeśli doszło do urazu głowy, to nie jest to nic wielkiego… Niespełna godzinę później byłeś w stanie krytycznym…

n

Dziś mija rok odkąd Cię nie widzieliśmy. Rok bez publicznego wystąpienia, oświadczenia, gestu, sygnału. A tak bardzo chcielibyśmy Cię zobaczyć. Całego, zdrowego, rozpromienionego, machającego do nas z uśmiechem na ustach. Moglibyśmy wtedy nareszcie zamknąć temat Twojej rehabilitacji i wrócić do tych wzruszeń z torów, których była przecież cała masa. Znów przypomnieć Twoje zwycięstwa i porażki, przebłyski geniuszu i grzechy… Po przecież nigdy nie byłeś niewiniątkiem, Michael.

n

Grzeszyłeś, oj grzeszyłeś i to nie tylko na torze. Nie, wcale nie mam na myśli tego, jak prawie przyłożyłeś Coulthardowi w Belgii. Bardziej pamiętam jak narobiłeś niemało kłopotów pewnemu taksówkarzowi z Coburga. Chciałeś zdążyć na samolot, więc sam poprowadziłeś jego wóz, naginając przy tym wszystkie możliwe przepisy ruchu drogowego. No, ale przynajmniej byłeś na czas.

n

To był 2007 i już wtedy mówiono, że nie potrafisz się oderwać od szybkiej jazdy. Często pojawiałeś się w garażu Ferrari i trzeba przyznać, że w pewnym momencie wszyscy byliśmy przekonani, że wkrótce będziemy świadkami wielkiego come back’u w czerwonym bolidzie. Tymczasem Ty… przyodziałeś zupełnie inny kombinezon, ten z Mercedesa. Szczęki nam opadły.

n

Oni teraz wygrywają, gdzie i co się da. Nie zapomnieli o Tobie. Cały rok wozili ten napis: #KeepFightingMichael. Z resztą wystarczy wygooglować. Rany boskie, widzisz te wszystkie posty? Średnio co minutę pojawia się nowy. Oni wszyscy są z Tobą! Oni wszyscy trzymają za Ciebie kciuki!

n

Ten wyścig zdawał się nie mieć końca. Właściwie to sami nie wiemy, czy już się skończył, czy nadal trwa. Dlatego niezmiennie Ci kibicujemy i czekamy na sygnał.

n

Forza Schumi!

n

Twoi oddani fani 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *