Ma Qing Hua: To nie był nasz wielki dzień

Autor: | 26 lutego 2017

Początek przygody z Formułą E jest wyjątkowo trudny dla Ma Qing Hua. Były kierowca Citroen Racing w WTCC nie zdobył jeszcze punktów w elektrycznej serii wyścigowej. W Buenos Aires osiągnął metę na 16. pozycji.

Chińczyk dołączył do stawki FE już pod koniec zeszłego sezonu, kiedy podpisał umowę z Team Aguri. W kolejnej kampanii japońska ekipa zmieniła właściciela i przekształciła się w chiński Techeetah. W pierwszej rundzie sezonu 2016/2017, którą było ePrix Hongkongu miał wypadek już na pierwszym kółku i odpadł z rywalizacji. W Marrakeszu dojechał do mety, ale dopiero na 15. pozycji.

Impreza zlokalizowana w stolicy Argentyny od początku nie układała się po jego myśli. W kwalifikacjach miał wypadek, ale wcześniej wykręcił 16. czas. W wyścigu miał niezłe tempo podczas pierwszego stintu, ale drugi samochód nie był do końca naprawiony po uderzeniu w ścianę podczas sesji kwalifikacyjnej i pojawiały się problemy z układem kierowniczym. Ostatecznie był szesnasty, ze stratą jednego okrążenia do Sebastiena Buemiego.

– Nie był nasz wielki dzień, To były dla mnie pierwsze sesje na tym torze, bo nie ścigałem się tutaj rok temu. Mieliśmy trochę problemów z hamulcami i moi mechanicy starali się rozwiązać ten problem, Jednak to było trudne. W kwalifikacjach starałem się cisnąć, ale samochód na to nie pozwalał. Początek wyścigu nie był zły. Goniłem rywali i chciałem przesuwać się do przodu. Potem zmieniłem bolid, ale to drugie auto rozbiłem w kwalifikacjach, a mechanicy nie mieli zbyt wiele czasu na jego naprawę. Dlatego pojawiły się kłopoty z układem kierowniczym i nieco jeździłem bokiem, bo nie było łatwo utrzymać pojazd w linii prostej. Zespół pracował bardzo ciężko, żebyśmy mogli zostać na torze. Wykonali świetną robotę. Taki był mój wyścig – powiedział Chińczyk.

Hua do tej pory nie zgromadził na swoim koncie żadnych punktów i zamyka stawkę FE. Jest to wynik jego słabej jazdy, bowiem potencjał w zespole jest całkiem duży. Efektem tego było drugie miejsce Jean-Erica Vergne’a w Buenos Aires. Francuz stracił niecałe 3 sekundy do zwycięzcy, ale jego partner zespołowy był na zupełnie innym biegunie.